środa, 1 sierpnia 2012

Niekonwencjonalna love story - Piękny chłopak


© PRILL Mediendesign - Fotolia.com


- Wiesz, że płatki śniegu są sześciokątne?
- Myślałam, że każdy jest inny.
- Tak, ale zawsze są sześciokątne. To ma jakiś związek z dodatnimi i ujemnymi ładunkami w cząsteczce wody. Nie ogarniam tego. Mimo że każdy jest inny, to i tak będą one sześciokątne.





W amerykańskich szkołach często giną uczniowie - co kilka miesięcy dochodzi do incydentów z bronią palną:

W sierpniu 1966 roku 25-letni Charles Whitman zabił swoją matkę i żonę, następnie wszedł na wieżę Univerity of Texas w Austin i otworzył ogień do studentów. Zastrzelił 13, a 31 ranił. Przez ponad 40 lat to była największa masakra w amerykańskiej szkole.

W grudniu 1997 roku 14-letni Michael Carneal zamordował trzy osoby. Za tę zbrodnię odsiaduje dożywocie.

W marcu 1998 roku 11- i 13-latek zamordowali w Arkansas cztery dziewczynki i nauczyciela. Dostali 10 lat więzienia. Dwa miesiące później 17-letni Kip Kinkel pojechał do szkoły w Springfield w stanie Oregon - zabił dwóch uczniów, a 20 ranił. Wcześniej, tę samą bronią ojca, zamordował swoich rodziców. Skazano go na 112 lat więzienia.

W kwietniu 1999 roku Eric Harris i Dylan Klebold zastrzelili w szkole Columbine High School w Littleton, Colorado 12 studentów i nauczyciela, ranili 23 osoby. Po masakrze popełnili samobójstwo. Do 1999 było to najgłośniejsza amerykańska szkolna masakra.

W styczniu 2002 roku wyrzucony student z Appalachian School of Law w Grundy (Wirginia), zabił dwóch wykładowców i jednego studenta, trzy osoby ranił.

We wrześniu 2006 roku 15-latek zastrzelił dyrektora w szkole w Cazenovii (w stanie Wisconsin), gdyż ten upomniał chłopaka za to, że wniósł tytoń do szkoły.

W kwietniu 2007 roku koreański student Cho Seung-Hui zabił 32 osoby i ranił 25 podczas masakry na uczelni Virginia Tech w Blacksburgu. Popełnił samobójstwo zanim policja zdążyła go pojmać.

W lutym 2012 o godz. 7:45 rano w szkolnej stołówce w Chardon High School w stanie Ohio doszło do strzelaniny. Jedna osoba zginęła, pięcioro uczniów zostało rannych. Sprawcę strzelaniny ujęto. Dwa miesiące później do masakry z bronią palną doszło na prywatnej chrześcijańskiej uczelni w Oakland w Kalifornii. Siedem osób zginęło, wiele zostało rannych. Sprawcę ujęto. 

źródło: tvn24, 11 luty 2008 
źródło: strona, 27 luty 2012 
źródło:  rmf24, 2 kwietnia 2012
źródło: dziennik.pl, 13 października 2007


„Piękny chłopak” jest kameralnym dramatem Shawna Ku – twórcy „The American Mall” i „Pretty Dead Girl”. Jak wynika z powyższych danych, twórcy mają mnóstwo (średnio co kilka miesięcy) filmowych inspiracji… Po każdej tego typu masakrze w Ameryce wybucha emocjonująca dyskusja np. o motywach młodocianych zabójców, przyczynach ich zachowania, dostępności broni palnej. Nikt nie wie, dlaczego uczniowie chwytają za broń i mordują swoich kolegów. Niektórzy eksperci obwiniają brutalne gry komputerowe, które nie dość, że są pełne przemocy, to również zacierają granicę między światem realnym a fikcją. Dla wielu (w tym dla mnie) jest to zbyt duże uproszczenie. Część psychologów wskazuje na problem bardziej przyziemny – dzieci mają zbyt łatwy dostęp do broni. Z drugiej strony – zwichrowana psychika „każe” im zabijać. Nie jest tak, że okazja czyni mordercę. Nie jest ważne, czy będą mieć w ręku pistolet czy kij baseballowy.     

Zazwyczaj nie znamy motywów, jakimi kierują się uczniowie, którzy uzbrojeni wkraczają na teren szkoły. Zazwyczaj nie zabijają osób konkretnych - ich działanie nie jest nastawione na zemstę za jakieś wyrządzone krzywdy. Strzelają do tłumu, do wszystkiego, co się rusza. Polują, niczym niezbyt wytrawni kłusownicy. Nie widomo jaki jest w tym cel. Zazwyczaj sami po skończonej „akcji” popełniają samobójstwo. Skoro sprawca zbrodni nie żyje, kogo obwinić? Gdzie szukać kozła ofiarnego? Skoro nie gry komputerowe, skoro nie otoczenie to z pewnością wina rodziców. „Piękny chłopak” przedstawia po raz kolejny historię z punktu widzenia rodziny, w której syn okazuje się oprawcą (tak jak w „Musimy porozmawiać o Kevinie”). Sammy popełnia samobójstwo a jego rodzice muszą wziąć na barki odpowiedzialność za jego zbrodnię. Sytuacja jest o tyle trudna, że to właśnie Sammy był spoiwem łączącym ich małżeństwo. Inaczej dawno by się rozstali. Bill (Michael Sheen) zarzuca żonie, że przenosi skłonności nabyte w pracy (jest korektorką) do życia domowników – wiecznie niezadowolona, wiecznie poprawiająca, korygująca. Kate (Maria Bello) nie pozostaje mu dłużna. Twierdzi, że wychowanie nie polega na zapewnieniu dziecku dachu nad głową. Oboje troszczyli się o syna, ale osobno. Nie współgrali razem. Nie rozmawiali ze sobą – wymieniali nieistotne informacje o pogodzie i planach na wakacje. Chociaż nawet to potrafiło stać się przyczynkiem do kłótni. Nie jadali wspólnych posiłków. Nawet sypialnie mieli oddzielne. Gdy pewnego dnia do ich drzwi puka policja w sprawie strzelaniny w collegu, Kate jest pewna, że Sam zginął. Nie przeczuwała jednak, że może się kryć za tą informacją coś jeszcze. Oboje nie mogą poradzić sobie z tym, że ich syn stał się mordercą i samobójcą. Nie odnajdują motywów, celu. Kate przeszukuje pokój Sama w poszukiwaniu wskazówek. Bezskutecznie. Nie da się tego wytłumaczyć. Sam był miłym, zamkniętym w sobie chłopcem. Nie lubił towarzystwa, nie miał kolegów. Gdy miał 9lat zmuszono go do publicznego odśpiewania piosenki na przyjęciu gwiazdkowym. To była jego największa trauma. Prezentu, który otrzymał za wykonane zadania nigdy nie otworzył. W wieku 18 lat wybył do collegu, jak wszyscy jego rówieśnicy. Nie czuł się tam dobrze – ale tak to jest na pierwszym roku. Nowe otoczenie, nowi znajomi, nowe obowiązki. Nie każdy tego chce i nie każdy jest w stanie przełamać strach przed nieznanym. Publiczne wygłaszanie referatów, przedstawianie się i mówienie „kilku słów o sobie”, prezentacje i projekty grupowe. Być może dla chłopca, który jest outsiderem stanowiło to problem. Czy mógł porozmawiać o tym z rodzicami? Raczej nie. Ojca wiecznie nie było w domu, a nawet jak był, to był zbyt zmęczony, by z nim porozmawiać. Z matką? Nie pozwalała mu nawet na niezdrową żywność, to czy pozwoliłaby mu samodzielnie zadecydować o rzuceniu szkoły i wyborze własnej drogi w życiu? To przecież ona zmusiła go do odśpiewania Jingle Bells, by mógł otrzymać „zestaw małego chemika”… Kiedy Sam dzwonił do rodziców, prawdopodobnie tylko po to, by usłyszeć ich głos po raz ostatni, w ręku dzierżył płytę z nagraniem. Klamka zapadła. Chłopiec po tym telefonie zrozumiał, że nie ma odwrotu. Rodzice nigdy by nie zrozumieli, że chce opuścić szkołę i żyć własnym życiem. Może on nie chce się uczyć? Może on nie chce być prymusem? Być może zbyt wysokie oczekiwania względem niego sprawiły, że dał za wygraną. Dlaczego tylko – zamiast popełnić samobójstwo w zaciszu akademika, wybrał się na polowanie do szkoły? Nie chciał umierać sam? Czy to było jego wołaniem o pomoc? Czy była to zwykła zawiść, która wzięła górę. ONI się przystosowali, JA nie potrafię. To tylko robocza hipoteza, bo problem z pewnością leży gdzieś głębiej, w psychice. Poza tym, nie Sam jest w tym filmie najważniejszą postacią. On inicjuje akcję – uruchamia łańcuch przyczynowo-skutkowy. Paradoksalnie, dzięki jego śmierci rodzice zbliżają się do siebie. Postanawiają wspólnie stawić czoła swemu nieszczęściu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz