środa, 1 sierpnia 2012

Najstarszy zawód świata - Chwała dziwkom (2011)



Tajlandia, Bangladesz, Meksyk - trzy kraje, różne światy, różne mentalności, języki. W dokumencie "Whores' Glory" [tj. trzeciej część filmowej trylogii (po "Megacities" i "Śmierci człowieka pracy") Michaela Glawoggera] łącznikiem jest prostytucja i podobnie spojrzenie na (odmienne przecież) religie. Poznajemy odmienne warunki pracy "pań do towarzystwa", upodobania klientów oraz sposoby wyboru "kobiety na jedną noc". 


Podróż zaczynamy od Tajlandii. Kobiety zatrzymują się w przydrożnej kapliczce na modlitwę. Proszą  o klientów, o szczęście, bogactwo i sukces, wszystko co dobre i piękne. Dziewczyny przychodzą do pracy - podbijają kartę, przebierają się, są malowane i czesane. Są poddawane zabiegom, wyglądającym podobnie do tych, znanych z konkursów piękności czy modowych wybiegów. Następnie trafiają na piętro budynku, które od ulicy dzielą lustra weneckie. Dziewczyny wdzięczą się, tańczą, wyginają. Wszystko to po to, by zachęcić klientów do wejścia. Zasiadają piętrowo na pufach w pomieszczeniu, które od reszty sali oddzielone jest szybą. Po drugiej stronie znajdują się ich potencjalni klienci. Odbywa się casting... Mężczyzna dokonuje wyboru, przygląda się, ocenia. Kiedy już podejmie decyzję jest przez "burdelowego wodzireja" prowadzony do kasy. W obecności dziewczyny targuje się... Różni ludzie przychodzą - zdarzają się obcokrajowcy. Ponieważ dziewczyny nie znają języka innego niż swój - trudno jest im się dogadać. Ale, jak stwierdza jeden z klientów - nie to jest najważniejsze w tej branży. Zazwyczaj klienci mają swoje żony - kochają je, ale - jak twierdzą - nie są one w stanie zapewnić im "takich" doznań... Niektóre z prostytutek są singielkami, inne mają chłopaków. Wszystkie lubią być adorowane i... każda jedna potrzebuje miłości. Nie ważne, czy tej prawdziwej, czy również kupionej za pieniądze. Pierwsza część tryptyku pokazuje, że dziewczyny, które cały dzień spełniają zachcianki klientów - by poczuć się kochane - również do męskich domów publicznych chodzą. Czasami całą swoją wypłatę wydają w tego typu miejscach. I tak koło się zamyka.  

W Bangladeszu Glawogger portretuje slumsy. Młodziutkie dziewczyny w skandalicznych warunkach oferują miłość za pieniądze. Również muszą zapewnić sobie klientów, ale nie odbywa się to tak jak w Tajlandii.... Stoją tabunami w korytarzu, nagabują mężczyzn - przekonują o swej "jakości", wciągają do obskurnych pokoików. Nad wszystkim czuwa burdel mama, która je skupuje, zatrudnia i rozdaje prezerwatywy. Jeśli nie wyrobią dziennej normy - bije, upokarza i wyrzuca na bruk. Mężczyźni, po ciężkiej pracy na targu - np. przy obróbce ryb - chcą się zrelaksować. Ceny dziewczyn nie mogą być wygórowane. Jak jeden stwierdził - gdyby nie burdelowe slumsy, w mieści dochodziłoby do licznych gwałtów. Tak, za niską cenę, mogą sobie poużywać codziennie. 

Z tej piramidy schodzimy do piętra najniższego - Meksyku. Tutaj nic już nie jest tabu. Reżyser odkrywa przed nami wszystko - pozwolono mu nawet nagrać stosunek. Króluje seks analny, podstarzałe kobiety wdzięczą się w drzwiach swych pokoików.  Modlą się do Pani Śmierci, by uchroniła je od nieszczęść i zguby. Niektóre tatuują sobie jej wizerunek. Po skończonej pracy idą oczyścić się z grzechów. Jedna z prostytutek, z piersiami na wierzchu, udziela wywiadu. Opowiada o sposobach, którymi niegdyś zadowalała klienta. Zdziczali mężczyźni wożą się wzdłuż wyboistej uliczki i upatrują "swą" kobietę. Między sobą wymieniają się informacjami i uwagami na ich temat. Wszyscy są wulgarni i sprawiają wrażenie wyciągniętych z buszu.
  
Dokument ten nie jest moralitetem,  pokazuje różne podejście do pracy i to, że tak naprawdę żadna praca nie hańbi... Wszystko jest zależne od sytuacji społecznej, pieniędzy czy statusu. 

Należy jeszcze zaznaczyć, że poszczególne historie filmu zostały świetnie zilustrowane ścieżką dźwiękowąz utworami m.in. PJ Harvey, Tricky’ego, CocoRosie oraz Antony & The Johnsons.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz