sobota, 28 lipca 2012

Tate Taylor, SŁUŻĄCE



Nadrabiam zaległości. Teraz przyszła pora na "Służące" - film, który chodził mi po głowie od dawna i był na symbolicznej stercie "do obejrzenia". Wiedziałam, czego mogę się spodziewać - znałam fabułę z opowieści znajomych i z recenzji, zamieszczonych w sieci. Tylko... no, właśnie. Tylko tego filmu nie da się opowiedzieć tak, by chociaż po części oddać jego klimat. Tutaj wszystko jest wyszeptane, wygrane spojrzeniami i gestami. 




Jak zachować godność, gdy kilkadziesiąt razy dziennie jest się poniżanym? Jak podziękować za osobną toaletę, która ma sprawić, by jej użytkownik poczuł się jak zwierzę? Jak się bronić przed fałszywymi oskarżeniami o kradzież? "Służące" to wzruszająca opowieść o kobietach, które stały się silne w swej bezsilności. O kobietach, którym powierzano dzieci - największy skarb (przynajmniej teoretycznie), dom i jego serce - kuchnię. O kobietach, które znosiły pogardliwe bądź karcące spojrzenia każdego dnia, które miały własne dzieci, ale zajmowały się i utulały do snu dzieci cudze, miały swoje marzenia, lecz - by przeżyć i utrzymać rodzinę - musiały z nich zrezygnować i poświęcić się (nie tyle dla dobra wyższego, co w imię instynktu przetrwania).

"Służące" są dla mnie barwną, wzruszającą i po części humorystyczną (choć jest to śmiech przez łzy) opowieścią o szacunku i ludzkiej godności.  Opowieścią wyszeptaną, która krąży w wersji niespisanej, niczym legenda przekazywana z ust do ust. Jeśli nie szeptem, to jedynie za sprawą obrazów można oddać jej klimat. Więc i ja na tym zakończę pisanie...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz