piątek, 20 lipca 2012

Refleksja

© Andrey Kiselev - Fotolia.com

Niedawno widziałam na YouTube filmik, który pokazywał "lojalność wobec marki" na przykładzie napoi energetycznych. Nie pamiętam dokładnie nazw tych produktów, ale ważny jest sam eksperyment - przelano droższe energetyki do puszek po tańszych (i odwrotnie). Ludzie, którzy zapierali się, że tylko Red Bull im smakuje i tylko on "ma moc" z zachwytem wypijali z plastikowego kubeczka jego biedronkowy odpowiednik, twierdząc, że "od razu widać różnicę" od tego tańszego syfu. 


Okazuje się, że syf jak syf - ten sam skład - mnóstwo kofeiny, cukru i tauryny. Wszystko inne zależne jest od reklamy, która pozycjonuje produkt w odpowiedniej klasie ("prestiżowej" bądź "dla plebsu"). Piszę trochę ironicznie, bo od pewnego czasu zaczęłam w ludziach dostrzegać tę irracjonalną chęć posiadania czegoś lepszego (tj. lepiej wypozycjonowanego) i to przy znajomości wszelkich racjonalnych argumentów, które temu przeczą. Czym różni się prestiżowa Cisowianka od zwykłej Nałęczowianki? No tak - innowacyjnym kształtem butelki i materiałem, z którego jest zrobiona. Bujanie się po mieście z Nałęczowianką to żaden luksus, ale już Cisowianka... Zawsze można zagaić: wiesz, to opakowanie zdobyło w 2011 r. nagrodę "Luksusowa Marka Roku". Oczekiwanym dalszym rozwojem konwersacji jest przejście na temat współczesnego designu (opakowań chociażby). Ale nie. Współczesna kultura popularna nie opiera się na rozmowie (wymianie informacji, podtrzymaniu zainteresowania itp.) a na prezentowaniu. Prezentowaniu własnej tożsamości za pomocą rozmaitych gadgetów. Jak pisał Bauman - za sprawą przedmiotów stwarzamy siebie, wysyłamy komunikat innym ludziom jak chcemy być postrzegani. Oni zaś, jako "znaczący inni", weryfikują nasze własne postrzeganie siebie. Niestety, z moich obserwacji wynika, że 90% ludzkości nie udaje się za sprawą materialnej rzeczywistości zamaskować pewnej obłudy, która wychodzi za każdym razem, gdy "wygodniej" im odebrać swego ajfona przez "zwykłą słuchawkę", gdy wolą odkładać każdy grosz, by w końcu kupić prawdziwą, pikowaną torebkę Chanel a nie "targową podróbę", gdy w ciucholandzie (co prawda niewielkim nakładem kosztów) kupują jakieś ohydztwo tylko dlatego, że na metce widnieje Armani. Rozumiem miłośników mody, jednak (na gruncie lokalnym) niejednorodność stylistyczna sprawia, że powątpieram w ich wizerunkowe upodobania. I znów wierzę w markę.       

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz