wtorek, 31 lipca 2012

O różnicach w pojmowaniu świętości. Andriej Zwiagincew, Elena (2011)


Wizja św. Heleny
Paolo Veronese, 1575-78
W ikonografii święta Helena przedstawiana jest jako koronowana głowa - w stroju cesarskim, w bogato zdobionym stroju wschodnim z białą chustą na głowie lub w habicie mniszki. Jej atrybutem jest krzyż  (o różnych wielkościach i miejscach ulokowania), trzy krzyże, krzyż i trzy gwoździe oraz model kościoła. Tylko wyjątkowo święta przedstawiana jest z rozwiniętym zwojem, na którym znajduje się napis: „Szukaliśmy jednego, a znaleźliśmy trzy i nie rozpoznaliśmy, aż pokazała nam martwa dziewczynka”.[1]

Prawdopodobnie Helena urodziła się w 255 r. w Depanum (obecnie Helenopolis) w Bitynii jako córka karczmarza. Po ślubie z zarządcą prowincji, Konstancjuszem Chlorusem, została nobilitowana do klasy wyższej. W 274 r. urodził im się syn - Konstantyn. Osiem lat później mąż Heleny został wyniesiony przez Dioklecjana do godności cesarza. Ze względów politycznych musiał opuścić żonę, wypominając jej klasę, z której pochodzi. Zdegradowana Helena, wraz ze swym synem, żyła niczym intruz na dworze w Trewirze. Konstantyn darzył ją głębokim szacunkiem i, gdy w 306 r. został przez legiony obwołany cesarzem, wyniósł ją - "najszlachetniejszą niewiastę” - do godności augusty, czyli cesarzowej. Wraz z matką sprawował rządy przez 20 lat. W 313 r. Konstantyn wydał edykt zapewniający chrześcijanom wolność wyznawania wiary – sama Helena (w wieku 64 lat) przyjęła chrzest. Zajmowała się ubogimi, pokrzywdzonymi,  więźniami oraz ludźmi skazanymi na banicję. Za jej namową Konstantyn Wielki otoczył prawną opieką wdowy, sieroty, porzucone dzieci, jeńców wojennych  i niewolników.


Konstantyn i Helena
Helena, ponieważ miała nieograniczony dostęp do skarbca, podjęła się odnalezienia relikwii chrześcijańskich. Pielgrzymowała do Ziemi Świętej w celu odnalezienia krzyża. Na Kalwarii odkryła trzy krzyże – dzięki „eksperymentowi” z umierającą wskazała ten, który ma moc uzdrawiającą (zatem jest Krzyżem Pańskim). Odnalazła również gwoździe, którymi przybito Jezusa do krzyża oraz przywiozła do Rzymu Święte Schody (Scala Sancta), pochodzące z pałacu Piłata. Ufundowała bazylikę Grobu Bożego w Jerozolimie i bazylikę Narodzenia Pańskiego w Betlejem. 



Film Zwiagincewa reinterpretuje postać świętej. Tytułowa bohaterka pochodzi z nizin społecznych i, podobnie jak jej patronka, awansuje klasowo za sprawą bogatego męża. Ma syna – z tym że, w przeciwieństwie do Konstantyna, jest darmozjadem, którego głównym życiowym celem jest płodzenie dzieci i picie piwa. Matka jest mu potrzebna tylko po to, by wspierać jego rodzinę finansowo. Elena, korzystając z dostępu do domowego skarbca męża, robi im zakupy. Od czasu do czasu zanosi pieniądze. W rodzinnym domu nikt jej jednak nie szanuje. Nikt, oprócz naiwnej (acz dobrotliwej) synowej i dziecka, które darzy ją miłością bezgraniczną. Starszy wnuczek jest typowym chłopakiem z blokowiska – czas spędza na grach wideo, a i rozboje nie są mu obce. Problem pojawia się wtedy, gdy ma iść do wojska. Rodzice nie chcą do tego dopuścić, a jedynym wyjściem jest wysłanie chłopaka na studia. Tylko to kosztuje. Nawet nie dowiadujemy się, czy chłopiec jest studiowaniem zainteresowany. Jego zobojętnienie na otaczającą rzeczywistość może świadczyć o tym, że na niczym mu nie zależy… Będzie, co ma być. Widz ma wrażenie, że uczelnia będzie dla niego jedynie (kosztowną) wymówką przed wojskiem. Nie oznacza to, że skorzysta z okazji do nauki – zależy mu jedynie na świstku – zaświadczeniu, które go zwolni ze służby. Niedaleko przecież pada jabłko od jabłoni. Jego ojciec całymi dniami pije piwo i ogląda telewizję. On, wchodząc w dorosłość, już niedługo do niego dołączy. Raz został poczęstowany alkoholem przy rodzinnym stole – codzienne piwko z tatusiem jest kwestią czasu.


Interesujący jest kontrast między obskurnym blokowiskiem (i całą ubogą dzielnicą), na którym mieszka Siergiej a osiedlem białych domków, na które przeprowadziła się jego matka. Kontrast między obskurną klatką schodową, pod którą przesiadują już pijani (bądź jeszcze pijący) mężczyźni a holem apartamentowca, gdzie w recepcji czeka portier i kłania się każdemu z lokatorów. Co ciekawe, Zwiagincew dobitnie pokazuje, że klasa społeczna nie ma znaczenia, jeśli chodzi o szczęście jednostki. Można mieć wszystko, a i tak czuć się jak w klatce. Można nie mieć nic i codziennie użalać się nad własnym losem, nie podejmując żadnego działania. Jaki jest największy problem Siergieja? Chyba przekonanie, że „jemu się należy”. Przekonanie, że matka powinna bezgranicznie, bezkompromisowo, dożywotnio wspierać swego syna i jego rodzinę. Dlaczego? Bo ona ma, a on nie. Czy Siergiej powinien być za to wdzięczny? W jego mniemaniu: nie. To matka, więc takie są jej macierzyńskie obowiązki. Przyjść z pieniędzmi czy zakupami, pobawić się z wnuczkiem, nakarmić itd. Porozmawiać z domownikami. Tylko o czym? Wszystko się sprowadza do pieniędzy. Każda jedna rozmowa – czy to bezpośrednia czy telefoniczna. Matka/teściowa/babcia jest im potrzebna ze względu na jej „użyteczność”. Jest ważna, bo ich utrzymuje. I Elena również zdaje sobie z tego sprawę. Pragnienie miłości i „bycia komuś potrzebnym” determinuje jej czyny. Staje przed wyborem: podstarzały, schorowany sknerus, dla którego tylko pieniądze mają znaczenie czy syn, synowa i trójka dzieci, dla których również pieniądze są najważniejsze. Wybiera „nowe życie”. Wie, że jeśli nie podejmie drastycznych kroków – jej mąż tak czy siak umrze (choć wcześniej zdąży spisać niekorzystny dla niej testament), a ona zostanie z niewielką (znając skąpego męża) acz dożywotnią rentą, z której nie zdoła pomóc synowi. Finansowa nieużyteczność doprowadzi do tego, że i syna straci. Elena w żadnej z tych rodzin nie czuje się równoprawnym członkiem. Jest służką, która odpowiada za ład i porządek w apartamencie, codziennie wykonując te same czynności. Jest również służącą swego syna, któremu przesyła pieniądze lub nosi zakupy. W tej roli nie czuje się komfortowo, ale jakie ma wyjście? Na nieszczęście jest wręcz skazana. Nie ma tutaj dobrego rozwiązania czy słusznej decyzji. Każda jest skazana na porażkę. Czy udało jej się stworzyć rodzinę?  Wszystko zależy od definicji. Jeśli rodziną nazwiemy formalny związek kobiety z mężczyzną, to tak. Jeśli jednak w grę będą wchodziły głębsze relacje, oparte na szacunku, zaufaniu, miłości- to trzeba się zastanowić. Jeśli rodziną nazwiemy system 2+1, to owszem. Elena ma syna, zatem ze swym ówczesnym mężem stworzyła rodzinę, dając nowe życie. Tylko dziecko jeszcze musi zostać wychowane – wikt i opierunek to nie wszystko. Można podejrzewać, że Elena – pracująca jako pielęgniarka – nie miała na to czasu. Scenariusz rysuje się sam: z blokowiska ulokowanego na obrzeżach miasta musiała codziennie dojeżdżać do centrum – do szpitala. Praca była męcząca i odpowiedzialna. Nie mogła pozwolić sobie na odpoczynek. Powrót do domu to kolejna podróż przez mękę. Domowe obowiązki co dzień wyglądają tak samo – pościelić łóżko, poodkurzać, zmyć naczynia, ugotować na jutro obiad i - w międzyczasie - zająć się dzieckiem. Tego typu scenariusze powtarzały się, w różnych wariacjach, w niejednej rodzinie. Tryb życia oddalał małżonków (którzy nigdy blisko nie byli) i tworzył nowych ludzi. Ludzi bez właściwości.      
     

Elena zatraciła się w swej świętości. Niczym lwica broniła syna-nieroba, który nawet nie miał ochoty z nią posiedzieć przy jednym stole, gdy przynosiła pieniądze. Vladimira nie jest mi szkoda tylko z tego względu, że był dusigroszem – skąpcem, który patrzył na świat i innych ludzi przez pryzmat pieniędzy. Nie był kompanem Eleny, a jej podopiecznym. Podopiecznym, który ma nad nią 100% władzę – bo zawiaduje sakiewką. Macierzyństwo w jej wykonaniu zmieniło się w prostą ochronę życia – by mój syn przetrwał w tej bezlitosnej, szarej dżungli, zbiję. Na szali leży starzec i jej wnukowie. Bezrobotny ojciec nie zapewni im finansowego bezpieczeństwa. Starzec ma krnąbrną, bezdzietną córkę, która również utrzymuje się tylko i wyłącznie z jego pieniędzy. Jego córka czy mój syn? Kto jest ważniejszy? Dla Eleny odpowiedź jest prosta. Wiele ją kosztowało uśmiercenie Vladimira, ale koniec końców – gdy widzi przebieranego malucha na łóżku niedawno zmarłego męża, wie, że postąpiła słusznie. Ocaliła istnienie 5 osób kosztem dwóch. Zabiła Vladimira i pozbawiła środków do życia jego córkę. Sama zatraciła duszę, choć z perspektywy jej syna, nie będzie to wygórowaną ceną za luksusy, w jakich będzie teraz żył.
         

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz