piątek, 27 lipca 2012

Nietykalni a radość totalna


Za każdym razem, gdy widzę postery, zachęcające mnie do pójścia na film sloganami najlepsza komedia wszech czasów, najśmieszniejsza komedia roku i innymi wariacjami wokół śmiechu oscylującymi, rodzi się we mnie awersja do reklamowanych w ten sposób tworów. Co dziwne, rzecz dotyczy tylko komedii (nie przeszkadza mi film sensacyjny, który promowany jest najlepszą sensacją ever!). Rzecz dotyczy "śmiechu", a więc i poczucia humoru. Dlatego chyba nie lubię sitcomów - nie znoszę, gdy ktoś palcem wskazuje mi "moment śmieszny" i, żebym nie czuła się osamotniona w radości niezmiernej, podkłada śmiech tłumu. 


   
Nietykalni reklamowani są hasłem Komedia, która zachwyciła 25 milionów widzów. Prawdziwa historia. Totalna radość. "Totalna radość", powiadasz? Coś ta karta podejrzanie wygląda... Sprawdzam! 

Fabuła filmu jest oparta  na autentycznej historii Philippe Pozzo di Borgo, który uległ wypadkowi w 1993 r., a rok później zatrudnił Abdela Yasmina Sellou jako swego pielęgniarza.


© Alex_Mac - Fotolia.com
Philippe, paryski milioner, został sparaliżowany w wyniku wypadku na paralotni. Jego opiekunem zostaje czarnoskóry blokers z przedmieścia, Driss. Został wybrany z kilkunastu chętnych sztywniaków-pielęgniarzy, kochających niepełnosprawnych od dziecka. Jest nieokrzesany, buntowniczy, wulgarny, brutalny, ma zatargi z prawem i przyjaźni się z lokalnymi bandytami. Z miniaturowego mieszkania trafia na salony. I tutaj rozpoczyna się jego przygoda. Driss traktuje Philippe'a jak równego sobie - często zapomina o jego niepełnosprawności, nie odmawia, gdy ten chce zapalić papierosa czy jointa. To, chowanemu przez służbę i bliskich pod kloszem,  Philippe'owi odpowiada. Nie chce współczucia. Chce przeżyć resztę swojego życia godnie. Chce się nim cieszyć. I o tym właśnie jest ten film - o radości życia. O cieszeniu się codziennością, rzeczami małymi, do których nawet nie przywiązujemy wagi. Historia sama w sobie jest wzruszająca, lecz - za sprawą Drissa - nie czujemy wszechogarniającego współczucia czy litości w stosunku do milionera przykutego do wózka. Efekt komiczny wywołuje zderzenie dwóch światów - tego skupionego na muzyce klasycznej i "niedopieczonych ciastkach" z rzeczywistością, w której dwie osoby nie mogą jednocześnie się kąpać i myć zębów. Faktycznie, jest coś w tej "totalnej radości"...


1 komentarz:

  1. Bo to nie jest dobry motyw na reklamowanie tego filmu. Salwy śmiechu (głupawego śmiechu) kojarzą mi się raczej z filmami pokroju American Pie.
    A "Nietykalni" są zabawni właśnie dzięki zderzeniu światów, o którym piszesz, dzięki poczuciu humoru bohaterów. A przy tym jest to film mądry i wzruszający.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń