środa, 25 lipca 2012

Dzieło stworzenia – „Prometeusz” Ridleya Scott’a


Prometeusz, Peter Paul Rubens (1611-1612)
Zgodnie z grecką mitologią Prometeusz był twórcą rodu ludzkiego - ulepił człowieka z gliny pomieszanej ze łzami. Zaopatrzył go w ogień niebieski (skradziony z rydwanu Heliosa) i w ten sposób dał mu duszę. Jego twór był jednak słaby i tylko fizycznie podobny do bogów. Nie potrafił okiełznać natury, która wydawała mu się nieprzyjazna i niezrozumiała. Tytan - Stwórca podarował ludzkości zarzewie, skradzione z wielkiego spichlerza ognia niebieskiego. Nauczył ludzi używania ognia, wytwarzania narzędzi i tworzenia sztuki. Zeus ukarał go za nieposłuszeństwo wobec bogów - rozkazał przykuć go do skał Kaukazu, co dzień przylatywał sęp i wyjadał tytanowi wątrobę, która co dzień odrastała. Bogowie, by uprzykrzyć ludziom życie, zesłali na ziemię Pandorę wraz ze wszystkimi plagami, jakie człowiek mógłby sobie wyobrazić. Krajobraz znany z tytanomachii opanował świat. Ulewy i rozszalałe wiatry zmieniły klimat. Zeus zesłał na ziemię potop, trwający dziewięć dni i dziewięć nocy, by unicestwić ludzkość. W tym momencie rozpoczyna się „Prometeusz” Ridleya Scott’a. 



Scena otwierająca prezentuje ponowny akt stworzenia – z powodzi, która zatopiła cały świat ocalał Deukalion, syn Prometeusza. W mitologii Deukalion i jego żona Pyrra (jako najuczciwsi ludzie) zostali uratowani przez Gaję. Dostali przykaz, by ponownie zaludnić ziemię. Ich zadaniem było wyrzucanie kamieni za siebie – z tych, rzucanych przez Deukaliona powstawali mężczyźni, Pyrra tworzyła kobiety. Scott w pierwszej scenie prezentuje iście prometejską postawę – humanoid (odpowiednik tytana?) poświęca się dla ludzkości – wypijając czarną, jeszcze buzującą w naczyniu substancję, rozpada się tworząc nowe życie. Również prehistoryczne malowidła naskalne, które odkrywają naukowcy, przedstawiają człekopodobną istotę, która wyrzuca kamienie (dopiero później okazuje się, że jest to konfiguracja gwiazd). Mit o Prometeuszu pełni tutaj jeszcze jedną ważną funkcję – jego przesłanie jest dość złowieszcze. Prometeusz był ojcem ludzkości, ale nie był pierwszym ogniwem w łańcuchu stworzenia. Istnieją bogowie (w wersji filmowej „Inżynierowie”) i musi istnieć Olimp (?). To oni są odpowiedzialni za wszystko, co dzieje się na świecie. Przynajmniej kiedyś byli, a teraz… dlaczego opuścili ziemię? Zostawili swe dzieło bez opieki? Porzucili swe dzieci? Dlaczego chcą ich unicestwić? Czy jesteśmy zbyt blisko odkrycia ich tajemnicy? Czy jesteśmy zbyt słabi i nasi stwórcy doszli do wniosku, że aby stworzyć rasę silną należy tę słabą (nagą i nieporadną) unicestwić? Jeśli ktoś szuka w tym filmie odpowiedzi na tego typu pytania – zawiedzie się. Jeśli będzie rozpatrywał to dzieło (jako prequel) w odniesieniu do „Obcego: Ósmego pasażera Nostromo” – będzie czuł niedosyt. Wbrew pozorom – nie jest to typowy film science fiction 3D, tj. skupiony na efektach, powierzchowności i wizualności. Oprócz tej „efektowności” (czy „efekciarstwa”) jest w tej opowieści drugi dno. Luki fabularne nie są, w moim odczuciu, czymś, co umniejsza warstwie semantycznej filmu. Z pewnością nie są one przypadkowe (przecież to Ridley Scott!) i „coś znaczą”. Zarzuca się reżyserowi, że nie udźwignął metafizyki. (A czy ktokolwiek jest w stanie pojąć umysłem to, co metafizyczne?) Że spór między potęgą boskości i potęgą inżynierów (Elizabeth Shaw - Charlie Holloway) został spłycony i strywializowany. (Czy ludzie noszący na szyi krzyżyk odrzucają darwinizm i naukową tezę o powstaniu świata?) Że nie dostajemy jednoznacznej odpowiedzi? (O, puchu marny! Wietrzna istoto! Czy ktokolwiek poszedł do kina z nadzieją na to, że dowie się od reżysera filmowego więcej na temat prehistorii niż mają do powiedzenia wyspecjalizowani w tej dziedzinie naukowcy?) Że wizja świata jest niespójna a zachowania bohaterów nielogiczne - np. dlaczego David otruł Charliego? (Tutaj przyda się znajomość „Łowcy androidów” i określenie stosunku człowiek-maszyna.) By nie wymieniać dalej – wszystkie zarzuty można odeprzeć, jeśli (choć w minimalnym stopniu) znamy twórczość Scott’a. No, dobrze. Jest jeden element drażniący – od zagłady świat ocala dream team - Murzyn, Biały i Azjata („Trzej Prometeuszowie”?), co jest lekko nachalnym bojem o równouprawnienie rasowe.

© sarah5 - Fotolia.com
Fabuła na pierwszy rzut oka jest prosta. Prometeusz - statek kosmiczny, którego głównym zadaniem jest znalezienie odpowiedzi na, od zawsze nurtujące ludzkość, pytania – wyrusza w podróż z zahibernowaną załogą. Przez 2 lata przybytkiem zawiaduje David (Fassbender) – robot stworzony na ludzki obraz i podobieństwo. Przez ten czas uczy się pradawnych języków i… stara się stać bardziej ludzki, oglądając filmy – powtarzając dialogi, upodobniając się wyglądem i zachowaniem do filmowych bohaterów. Gdyby nie zasygnalizowana w warstwie wizualnej scena przebudzenia Meredith Vickers, podejrzewam, że część widzów również i w niej dopatrywałaby się androida (zimna, rzeczowa, racjonalnie myśląca; nie zawaha się, by zabić człowieka, który mógłby przyczynić się do niepowodzenia ekspedycji). Chociaż… to magia kina! Nie wszystko, co widzisz jest pewnikiem (abortowany płód obcej istoty w kapsule medycznej również nie powinien przeżyć…). Poza tym - Peter Weyland mówi o Davidzie jako o swym synu. Meredith jest jego córką… Rodzeństwo androidów? Być może Meredith nie jest żądnym władzy wyrodnym dzieckiem, a istotą nad wyraz racjonalną, która nie jest w stanie wyrażać pierwotnych emocji (nawet jeśli dotyczą śmierci ojca). Zaprogramowana na sukces i objęcie władzy w gigantycznej korporacji. Wątek tożsamości (autodefinicji) jest również istotny. Davida „ulubionym” filmem jest „Lawrence z Arabii” Davida Leana. Nie dopatrywałabym się w zbieżności imion jakiegoś pokrewieństwa, ale w treści filmu. David, podobnie jak filmowy brytyjski oficer, jest pomostem łączącym dwa światy. Lawrence próbuje zjednoczyć arabskie plemiona, nawiązuje nowe znajomości – pomagając w zdobyciu fortu staje się narodowym, arabsko-angielskim bohaterem. W angielskiej placówce dostrzegał ludzką przeciętność i prostactwo. Dokładnie takie samo miał wrażenie, gdy trafił do skłóconego oddziału arabskiego. Lawrence „przebył pustynię”, co oznacza, że zmierzył się z własnym losem i odbył wędrówkę, by odkryć istotę swego człowieczeństwa. Dla Davida podróż Prometeuszem jest poszukiwaniem człowieczeństwa – jest niczym drewniany chłopiec Carla Collodiego, który wyrusza w poszukiwaniu praojca (licząc, że będzie miał więcej mocy niż Dżeppetto i tchnie w niego prawdziwe życie – obdarzy go ogniem niebieskim Heliosa - duszą). Postać grana przez Michaela Fassbendera balansuje na granicy człowieka i maszyny, również poszukuje własnej tożsamości i miejsca w świecie. Czy ziemia jest tą planetą, na której android czuje się jak w domu? Czy jest i zawsze będzie służalczym stworzeniem człowieka, które zawsze będzie „ignorowało ból”? Czy istnieje szansa na uczłowiecznienie, przy jednoczesnym zachowaniu nieśmiertelności i posiadanych już umiejętności? Co wybierze David, gdy okaże się, że jest bardziej podobny do Inżynierów niż zwykłych śmiertelników? Co z jego lojalnością? Wybierze świat przytyków Charliego czy równouprawnienie w nieznanym dotychczas świecie?  

© Georgios Kollidas - Fotolia.com
Sam tytuł filmu można rozpatrywać dwutorowo – jako mit o powstaniu ludzkości i poszukiwaniu praprzodków (mit, który daje wskazówki, choć nie oferuje zrozumiałych odpowiedzi) oraz, na niższym poziomie, jako nazwę ekspedycji naukowej, która ma „zanieść światło ludzkości” w postaci prostych, jednoznacznych wyjaśnień. W historii nauki, patrząc - rzecz jasna - z perspektywy czasu, było wiele odkryć czy wynalazków, które w niepowołanych rękach zmieniały się w broń masowego rażenia i przyczyniały do zagłady ludzkości. Nie wszystkie badania powinny były być publikowane - tylko od wizjonerskiej świadomości naukowca zależało, czy nie zniszczy tego, co odkrył w imię ludzkości właśnie! Człowiek jest istotą słabą, żądną poklasku i aprobaty (sławy). W toku ewolucji zaczęły go nurtować pytania egzystencjalne i – w XXI wieku – w dobie rozwiniętych technologii, zdał sobie sprawę, że może uzyskać naukowo weryfikowalne odpowiedzi („nic nie będzie dla niego niemożliwe, cokolwiek zamierza uczynić”). Czym różni się zatem współcześnie (lub w niedalekiej przyszłości) żyjący człowiek od budowniczych Wieży Babel? Czy nie kierują nami te same pobudki? Prometeusz, jak okaże się pod koniec filmu, nie będzie niósł ludzkości wiedzy tajemnej – ocali ją przed zagładą, zmieniając się w pocisk i niszcząc wrogi statek.   

4 komentarze:

  1. Czytałam, że wizualnie świetny, ale historia dość banalna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jestem zwolenniczką science-fiction i, mówiąc szczerze, na wszystkie te wizje przyszłości patrzę dość sceptycznie. W tym wypadku pod banalną historyjką kryje się "Blade runner" i to jest dla mnie najistotniejsze w tym filmie ;-)

      Usuń
    2. Ja z kolei zaczytuje się w SF od dzieciństwa. I bywam wymagająca :)

      Usuń
    3. To wiele wyjaśnia ;) Ja (jako laik) zbyt wielkich wymagań odnośnie tego gatunku nie mam.

      Usuń