niedziela, 5 lutego 2012

SALVADOR DALI - biografia

Salvador Dalí

Salvador Dali urodził się rankiem 11 maja 1904 roku, za piętnaście 9.00 w hiszpańskim mieście Figueras. Jego ojciec był notariuszem i człowiekiem o znacznej pozycji. Do momentu przyjścia na świat Anny Marii Dali był jedynakiem. Jego brat (również Salvador) zmarł dożywszy 7 miesięcy na zapalenie opon mózgowych – zmarł 3 lata przed przyjściem na świat naszego Salvadora. Zbieżność imion i zewnętrzne podobieństwo, które ojciec non stop podkreślał sprawiło, że Dali zaczął odczuwać metaforyczną więź z bratem za sprawą łona matki. Matczyne łono stało się fascynacją i utożsamiane było z rajem. Mało tego. Dali twierdził, że ma wiele wspomnień z tego okresu… - i dawał im upust w embrionalnych przedstawieniach. Dali uwolnił się od takiego swoistego rozdwojenia jaźni dopiero w 1963 malując „Portret zmarłego brata”.



Młodziutki Dali folgował swoim żądzom i szukał co raz to nowych podniet. Uczęszczał do szkoły powszechnej w Figueras, później do zakładu prowadzonego przez Braci Marianów. Zawsze chciał robić dokładnie co innego niż jego rówieśnicy. Uwielbiał dokonywać aktów przemocy względem swoich kolegów i czynów aspołecznych wymierzonych w środowisko. Swojego kolegę zepchnął z 5 metrowej skarpy na skały, 3-letnią wówczas siostrę kopnął w głowę – przysporzyło mu to „deliryczną radość”. Sam uwielbiał spadać ze schodów – sam siebie z nich zrzucał ku zdziwieniu kolegów. Kiedyś przyniesiono mu rannego nietoperza – postanowił się nim zaopiekować i zamknął go w swej kryjówce w pralni. Rankiem odnalazł półżywe zwierzątko na ziemi. Jego ciało pokrywały mrówki. Dali – zachwycony jego cierpieniem – wbił zęby w drżącego, konającego skrzydlatego przyjaciela. Sprawiło mu to ogromną rozkosz. Innym razem roztrzaskał skrzypce pewnego chłopca, aby mu udowodnić, że malarstwo jest ważniejsze od muzyki… Salvador miał 6 lat.

Początkowo jego pracownię stanowiła pralnia na poddaszu. W gorące dni rozbierał się do naga i wskakiwał do balii z zimną wodą. Mógł tak siedzieć i malować godzinami. Rodzice nie mogli nie dostrzec rozwijającego się talentu syna – posłali go na nauki do impresjonisty Ramona Pichota, do posiadłości zwanej Wieżą Młyńską. Tam przydzielono mu duże – wybielone wapnem pomieszczenie, które stało się jego pracownią. Już od dawna młodemu artyście, który sam w swej skromności zwał się geniuszem, chodziło po głowie stworzenie gigantycznej martwej natury z czereśniami. Zamiast płótna użył starych, zjedzonych przez korniki drzwi, użył trzech farb, tj. trzech kolorów farb, które wyciskał bezpośrednio na drewno. Tak zaabsorbowało go malowanie kształtnych owoców, że zapomniał o ich ogonkach. Do każdej namalowanej czereśni dokleił realny czereśniowy ogonek. Nadal czegoś brakowało. Realizm martwej natury został uzupełniony robakami, które Dali przyklejał w odpowiednich miejscach. Wieża Młyńska dała mu fascynujący rekwizyt – podczas zbiorów kwiatu lipy, miał przynieść drabinę ze strychu – odkrył tam koronę (z jakiegoś teatralnego przedstawienia) i starą laskę. Laska była tak naładowana fetyszystycznymi znaczeniami, że Salvador od razu ją pokochał…

Dali rozpoczął naukę w Akademii Sztuki w Madrycie, na kierunku nauczycielskim. Dostał się na studia pomimo tego, że zignorował wytyczne dotyczące wielkości prac. W tym czasie fascynował go kubizm i Szkoła Metafizyczna Georgio de Chirico. Uwielbiał Freuda i był zafascynowany jego pracą „O marzeniu sennym”. Na Akademii poznał Louisa Bunuela i Federico Garcia Lorcę. Miał wiele obsesji i fetyszy – wszystkie je przelewał na płótna.

W 1927 roku wyruszył do Paryża – spotkał się z Picassem, więc nie omieszkał mu powiedzieć, że wszystkie jego obrazy są tyle warte co jego jeden… Wrócił do Figueras i przyjął propozycję pracy przy filmie Bunuela. „Pies Andaluzyjski”, bo taki nosił on tytuł, obfitował już w surrealistyczne sceny – naga kobieta trzymająca pod pachami jeżowce, rozkładające się zwłoki osła, ucięta ręka, trzy mrowiska i przecinane brzytwą oko. Film miał premierę w 1929 roku. W 1928 Dali znowu przybył do Paryża – zaprzyjaźnił się z Jeanem Miro, spotkał z przywódcą dadaistów Tristanem Tzarą, poznał Paula Eluarda  i – pośrednio – jego żonę. Pośrednio wszyscy poznali Galę, bo wszystkim kochający mąż pokazywał jej nagie zdjęcia. 

Dali podczas pobytu w Cadaques stał się prawdziwym surrealistą – stworzył „Ponure zabawy”. Jego przyjaciele, zaniepokojeni obrazem (kalesony ubrudzone fekaliami) i jego ogólnym stanem zdrowia (wpadał w histeryczny śmiech i tarzał się na ziemi), odwiedzili go. Wśród gości była również Gala, w której Salvador od razu się zakochał. 

Od tego momentu Gala była jego muzą, mentorką, matką. Kochanką była tylko jeden jedyny raz, gdyż Salvador odczuwał straszliwy lęk przed penetracją. Niemniej jednak wprowadziła 25-letniego mężczyznę w świat seksu. Byli niczym Dante i Beatrycze, stanowili mityczną parę. Gala Gradiva, czyli „ta która postępuje naprzód” ratowała Dalego przed grożącym mu obłędem, prowadziła przez zakamarki wiedzy, popychała go naprzód. Stała się władczynią dalijskiej kosmogonii. Dali wplatał jej postać w swą twórczość, sygnował wiele swoich obrazów „Gala-Dali”, opiewał w swoich wierszach i dedykował jej wszystko, co tworzył.
Dali twierdził, że świat oniryczny jest bardziej realny od tego, który nas otacza. I ten pogląd jest widoczny w Śnie spowodowanym lotempszczoły wokół owocu granatu na sekundę przed przebudzeniem.

9 komentarzy:

  1. Indywidualista - dziwak - wariat - artysta...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miedzy geniuszem a dziwakiem przebiega bardzo cienka linia... ;)

      Usuń
  2. Moim zdaniem największy artysta XX wieku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, Dali był Kimś. Kimś, kto zmienił oblicze sztuki.

      Usuń
    2. A, odwiedziłam Dalicje - świetnie, że powstała strona w hołdzie Salvadorowi - był (i jest) tego wart. Podejrzewam, że bez ogródek przyznałby mi w tym przekonaniu rację ;)

      Pozdrawiam ;)

      Usuń
    3. Masz jakieś przemyślenia na temat serwisu?

      Usuń
    4. Podoba mi się prostota tej strony - kiedyś, kiedy szukałam w internecie informacji o surrealistach, natrafiałam na strony, które tworzone były podobno surrealistycznie, choć ja tam widziałam jedynie barokowy przepych, bogactwo ozdobników, itd. Nie były czytelne. Raczej drażniące.

      Kiedy malarstwo mówi samo za siebie - trzeba je pokazać. To wystarczy.

      Odnośnie tekstów na stronie - myślę, że popracowałabym trochę nad analizami obrazów :)

      Pozdrawiam :)

      Usuń
    5. Wielkie dzięki za opinie!

      Usuń
    6. Cała przyjemność po mojej stronie :)

      Usuń