wtorek, 17 stycznia 2012

Barbie po chemioterapii

źródło
Zadaniem łysych lalek (wg niektórych matek i ich chorych córek) ma być pogodzenie się małych dziewczynek z rakiem i jego następstwami. Ideałem piękna nie musi być kobieta z bujnymi blond lokami, wystarczy tylko o to powalczyć.

Jakiś czas temu powstała strona na Facebooku: "Piękna i łysa Barbie! Zobaczmy, czy uda nam się ją stworzyć" i na dzień dzisiejszy ma ona 125.518 fanów. Stronie przyświeca jeden cel - nakłonienie firmy Mattel do masowej produkcji bezwłosych lalek. Wiadomo, że nie jest to zadanie niewykonalne.

Rok temu powstała "Genesis" - łysa Barbie, na specjalną prośbę 4-letniej Genesis Reyes. Dziewczynka brała chemię, a jej największym zmartwieniem było własne przekonanie, że nie mając włosów nie będzie mogła zostać księżniczką. Firma wyprowadziła ją z błędu - powstała posągowa piękność z ogoloną głową, ubrana w iście królewską szatę.

Tym razem akcję zainicjowały dwie kobiety ze Stanów Zjednoczonych - Rebecca Sypin i Jane Bingham. Jane sama straciła włosy na skutek chemioterapii (ma chłoniaka), Rebecca jest matką Kinley - 12-latki chorej na białaczkę. Przyjaciółki chcą sprawić, by dzieciom - pacjentom onkologii, łatwiej było przejść przez chorobę. We dwoje zawsze raźniej, nawet, jeśli tą drugą osobą jest cierpiąca na to samo lalka.

Barbie w takim wypadku ma być zabawką terapeutyczną, przedmiotem, który pozwala się oswoić z inną niż dotychczas sytuacją. Ma spełniać funkcję podobną do misia czekającego na operację z Centrum Zdrowia Dziecka (można podać mu kroplówkę oraz obejrzeć go od wewnątrz - zobaczyć jego serce, wątrobę, nerki, jelita). Inicjatywę popierają, oprócz rodziców chorych dzieci, również psychologowie i lekarze.
 
Oprócz entuzjastów pojawiają się również głosy krytyczne. Niektórzy zadają pytanie, czy skoro istnieją dzieci, które urodziły się bez rąk (lub np. straciły je w wypadku) powinny domagać się (one lub ich rodzice) stworzenia lalki bez rąk? Czy jeśli chcemy uzmysłowić dzieciom okropieństwo wojny (np. ojciec jednej z dziewczynek zginął w Iraku), to czy musimy tworzyć trupiobladą lalkę na obraz i podobieństwo zastrzelonego? Jeśli nasza córka urodziła się z Zespołem Downa, to czy i lalka powinna odzwierciedlać jej rysy twarzy? Niektórzy rodzice twierdzą, że zabawki powinny być dla dzieci odskocznią od codziennych wizyt w szpitalu i wszelkich dolegliwości z chorobą związanych - nie powinny im przypominać o cierpieniu. 
 
Osobiście jestem zdania, że jeśli cokolwiek byłoby w stanie poprawić humor mojej córce, to bym o to walczyła i nie zważała na przeciwności losu (ludzi nieżyczliwych w tym wypadku). Kiedyś czytałam artykuł, w którym matki wypowiadały się na temat swoich (chorych na raka) dzieci. Zgodnie twierdziły, że ich dzieci szybciej dojrzewają niż ich rówieśnicy. To otarcie się o śmierć, o ból, wizyty w szpitalu (i również patrzenie na cierpienie innych pacjentów) - zmieniają ich (dopiero co się kształtującą) osobowość. Mogę zatem uwierzyć w  dziecięce marzenia... - nawet te o współcierpieniu, o towarzyszce niedoli, o księżniczce bez włosów. Ważne jest, by dziecko miało nadzieję - a, jak widać, można to osiągnąć za pomocą niewielkich środków. Warto jest udowadniać, że marzenia się spełniają. Zwłaszcza tym dzieciom. 

Mattel na razie odmawia wyprodukowania kolejnych łysych lalek. Zobaczymy, czy stale rosnąca liczba internetowych zwolenników zmieni ich nastawienie do tematu.

4 komentarze:

  1. Skoro była już ciężarna Steffi (i można było podglądać malucha w jej środku) to może i być chora Genesis. Kwesta gustu i potrzeb.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie! Była ciężarna lalka Barbie, chyba jakoś to wyparłam z pamięci.

      Myślę, że bardziej istotne od kwestii gustu jest zapotrzebowanie. Jeśli zabawka może pomóc, to czemu nie? Jeśli znajdzie swoich odbiorców - klientów (a z FB wynika, że tak się już stało), to czemu nie spróbować czegoś na kształt "limitowanej edycji"?

      Usuń
  2. Istnieje jeszcze inne rozwiązanie - przecież to nie musi być zabawka od Mattel! Np. Lalka CHOU CHOU (Mamusiu jestem chora) pozwoli takim dzieciom wzbudzić u siebie instynkt opiekuńczy i oderwać je od własnej choroby!!!

    http://www.fajnezabawki.pl/lalki/lalka-chou-chou/lalki/CHOU+CHOU+Lalka-Mamusiu+jestem+choraZapf+Creation,3739254,2,i2.html

    OdpowiedzUsuń
  3. Gdyby tylko o opiekowanie się kimś chodziło, to - masz rację - niemowlak CHOU CHOU by wystarczył. Mam jednak wrażenie, że chodzi o coś więcej. Niemowlaki z reguły włosów nie mają - to tylko kwestia czasu. Chodzi o kogoś (lalkę przedstawiającą osobę dorosłą), kto stracił bujne loki w wyniku choroby. Kogoś, kto jest kojarzony z pięknem idealnym (co z tego, że plastikowym?), z nienagannym makijażem, ze lśniącymi i (zazwyczaj) długimi włosami. Pozbawienie tej ikony popkultury jednego z jej atrybutów miałoby mieć wymiar symboliczny. I bez włosów możesz zostać Barbie-księżniczką!

    OdpowiedzUsuń