piątek, 12 sierpnia 2011

O nadmiernym retuszu zdjęć


Wszyscy wiemy jakimi prawami rządzi się przemysł kosmetyczny i reklama z nim związana. Młode kobiety reklamujące kremy przeciwzmarszczkowe, szczupłe modelki prezentujące idealne uda i specyfik, dzięki któremu rzekomo osiągnęły taki rezultat, podmalowane kobiety 20+ zachwycające się preparatami na wągry dla nastolatek, lekarz-specjalista-dentysta mówiący o nadwrażliwości zębów jakiejś znanej piosenkarki - znamy te chwyty bardzo dobrze. Ze względu na specyfikę reklamy cały czas jesteśmy "wprowadzani w błąd", ale przecież o tym wiemy! Nie jest ważne kto reklamuje dany produkt, bo i tak patrzymy na to przez pryzmat chęci zwiększenia sprzedaży, perswazyjności komunikatu itd. Mało kto uwierzy w obietnicę, że skrzętnie zbierany przez kilkanaście lat cellulit po 2 tygodniach zniknie za sprawą kremu, czy że Edyta Górniak używa podkładu scenicznego z Sorayi, a Małgorzata Foremniak kremu z tej samej firmy. 


Reklama nie może wprowadzać w błąd, co do wielkości (pojemności) produktu, działania, statystyk (udowodnionych klinicznie) itd. Ponieważ prawne aspekty związane z reklamą nie są sztywne (mówiąc wprost: łatwo dają się obejść) - działanie kosmetyku (np. kremu) może zostać zastąpione sformułowanie "twarz marki". Więc Julia Roberts (straszliwie wyretuszowana, bądź co bądź) swą twarzą nie prezentuje działania kosmetyku, lecz jedynie prezentuje swoją osobą (twarzą) ten produkt. Nie przeszkodziło to jednak Advertising Standards Authority zakazania reklamy z nią w roli głównej. Powód? Aktorka jest zbyt wyretuszowana.

5 komentarzy:

  1. I bardzo dobrze, że ktoś wreszcie głóśno i wprost powiedział "przestańcie robić z nas idiotów".
    Pozdrawiam. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja się trochę dziwię tym markom, które pozwalają sobie na takie przegięcie. Wiadomo, że reklama musi zachwalać, ale kiedy się ma do czynienia np. z aktorką po 40-ce, to z czystej przyzwoitości jakaś zmarszczka mogłaby się pojawić :)

    To nawet udowodnione zjawisko, że takie "wrażenie realności" w reklamie wpływa na nią korzystnie, bo ludzie - dość naiwnie, rzecz jasna - szybciej uwierzą "nie do końca nieskazitelnej" twarzy.

    Jedyna rada? Czytać skład produktów i poznać na własną rękę właściwości poszczególnych elementów.

    OdpowiedzUsuń
  3. "Jedyna rada? Czytać skład produktów i poznać na własną rękę właściwości poszczególnych elementów."
    Świeta racja i rada. Ale znasz statystyki ile ludzi czyta co czyta (jeśli w ogóle czyta) ze zrozumieniem? :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Hmmm, masz rację... Poza tym, kto ma na to czas? Ja staram się każdy kosmetyk przestudiować w internecie - zaczęło się z czystej ciekawości (czym, do cholery, jest kompleks Adenoxine? i co wynika z połączenia Proteic Gf i Pro-Xylane? - że posłużę się przykładem Vichy), a teraz wiem, że cena nie idzie w parze z jakością, bo istnieją produkty-odpowiedniki z podobnym składem. Wiem, stwierdzenie banalne, ale mam wrażenie, że nadal gdzieś takie przeświadczenie (cena=jakość) pokutuje.

    OdpowiedzUsuń
  5. Dzisiaj natrafiłam na więcej "upiększań nie do poznania":

    Retusz "umotywowany seksapilem": http://www.pudelek.pl/artykul/34389/to_prawda_odchudzilismy_kate/

    Retusz niczym nieumotywowany:
    http://www.pudelek.pl/artykul/34391/przesadzili_z_photoshopem_foto/

    OdpowiedzUsuń