sobota, 6 sierpnia 2011

Bielą na bieli pisane - Roman Opałka


źródło
W mojej postawie, która jest programem na całe życie, progresja rejestruje proces pracy, dokumentuje i określa czas. Występuje tylko jedna data – data powstania pierwszego detalu idei progresywnego liczenia. Każdy następny detal jest elementem jednej całości. Oznaczony jest datą powstania pierwszego detalu – 1965, otwartą znakiem nieskończoności, oraz pierwszą i ostatnią liczbą danego detalu. Liczę progresywnie od 1 do nieskończoności na jednakowych formatach detali (z wyjątkiem „kartek z podróży”), odręcznie, pędzlem, białą farbą na szarym tle, z założeniem, że tło każdego następnego detalu będzie o 1% bielsze od poprzedniego. W związku z tym przewiduję dojście do momentu, w którym detale będą wyliczane bielą na bieli. Każdy detal uzupełniony jest zapisem fonetycznym na taśmie magnetofonowej oraz fotograficzną dokumentacją mojej twarzy.

Roman Opałka[1]

 
RYS BIOGRAFICZNY I PODWALINY PÓŹNIEJSZEGO STYLU

Opałka urodził się 27 sierpnia 1931 r. w Abbeville-Saint-Lucien we Francji. Wraz z rodziną powrócił do Polski w 1946 r. i spędził w kraju 30 lat. Później na stałe przeniósł się do Francji, ale od początku lat 90-tych często odwiedzał  rodzinne strony. Był studentem Władysława Strzemińskiego w Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych w Łodzi i w Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Początkowo był pejzażystą i portrecistą – był również twórcą martwych natur, aktów, abstrakcji, plakatów i pocztówek. Przez jakiś czas parał się grafiką i rzeźbą, co w późniejszym okresie niechętnie wspominał. Opałka własnoręcznie zniszczył część wczesnych prac w 1986 r., kiedy nie pozwolono mu ich wywieźć za granicę. Już to świadczy o charakterze tego twórcy – posiadał on niezwykłe cechy osobowości, oparte na dążeniu do doskonałości. Młody twórca po skończeniu akademii chce się pochwalić swoimi umiejętnościami, chce zaistnieć w „świecie sztuki” – Opałka wyszedł z założenia, że nie może wystawić swoich prac w galerii, póki nie określi własnej ścieżki twórczej, nie nada własnej artystycznej wypowiedzi pożądanego kształtu, nie wypracuje własnej stylistyki czy  poetyki. Potrzebował 10 lat „pracy poszukiwawczych”, by wreszcie zaprezentować swój dorobek na wystawie indywidualnej (1966). We wczesnym okresie (tym „przedwystawowym”) pozwalał sobie jedynie na udział w wystawach zbiorowych lub konkursach – zdobywał liczne nagrody i wyróżnienia, które świadczyły o jego wszechstronnym uzdolnieniu (otrzymywał nagrody w kategoriach malarskich jak również graficznych i medalierskich). Istotny jest fakt, że zanim rozpoczął studia miał opanowany rysunek realistyczny – na akademii doprowadził go do perfekcji, tworząc szkice o charakterze studyjnym bądź reporterskim. Już te wczesne prace zapowiadały późniejsze upodobanie artysty do konstruowania struktur z drobin – „Pejzaż” z 1952 roku potraktowany został tkanką drobnych dotknięć ołówka (lub piórka), za sprawą których rysunek nabierał przestrzenności i zostawał nasycony światłem. Inne prace – szkice konturowe (np. „Halszka” z 1954 lub „Kaktusy” z 1955), w których posługiwał się skrótową kreską, która płasko definiowała kształt, stanowiły zapowiedź konstrukcyjnego sposobu myślenia, w którym dążenie do czystości i syntezy było ideą nadrzędną.

EKSPERYMENTY Z FORMĄ

Opałka eksperymentował i nie od razu tworzył w nurcie konceptualizmu. Pierwszym eksperymentem był cykl „Studia dotykowe” z 1958 roku (składał się on z rysunków bezprzedmiotowych, tworzonych za pomocą pokrytych tuszem i odciśniętych na kartonach płaszczyzn – tak powstawały tkanki drobin, o zróżnicowanych gradacjach szarości, na tle białych przestrzeni). Rok później Opałka podjął eksperyment z fakturą – tworzył różnokształtne materie za sprawą sproszkowanej farby, którą sypał na świeży podkład oleju. Ze względu na „zbytnią dekoracyjność” porzucił tą technikę twórczości i zajął się obrazami reliefowymi, które również (po 2 latach) zdawały mu się być technicznie wyeksploatowane i nazbyt ekspresjonistyczne.

STOSUNEK JEDNOŚCI DO WIELOŚCI

Roman Opałka zapełniał białe płaszczyzny czarnymi, nieregularnymi kratownicami lub gęstymi strukturami jednostajnymi. To było przejawem jego fascynacji stosunkiem pojedynczego elementu do niepoliczalnego zbioru. Tak powstał cykl ascetycznych myśli zatytułowany „Chronomy” –kompozycje na kartonach były budowane na bazie jednego modułu (punktu, zawijasa czy konta prostego) i tworzyły tkanki uwarunkowane rytmem. „Żaden z elementów modularnych tych kompozycji wyjęty z całości, sam w sobie, nic nie oznaczał. Tak i ziarnko piasku nie jest ani pustynią, ani plażą. Dopiero w astronomicznych powieleniach określa swoje miejsce i swoją rolę. Czy więc istotę jego stanowi ono samo, czy to, czym staje się jako drobina całości?”[2] „Fonematy” oraz „Alfabet grecki”, następnie  kompozycje przestrzenne - „Poduszkowce”, „Integracje”. W latach 1968-1970 powstał cykl grafik „Opisanie świata”. Od 1965 r. Opałka  skupił się nad jednym projektem - „Obrazami liczonymi”.} Pytanie o „istotę” jednostki względem wielości jest szczególnie istotne, bo w prostej linii prowadzi do pytania o wymiar ludzkiego czasu, który Opałka szczególnie sobie upodobał jako temat prac w późniejszych latach twórczości. Stąd można wysnuć wniosek, że „Chronomy” były filozoficznym preludium „obrazów liczonych” (pierwszy z cyklu powstał w 1965 roku). {Po „Chronomach” powstały 
 
KONCEPCJA OBRAZÓW LICZONYCH

Roman Opałka zastąpił schematy modularne, występujące w „Chronomach”, rzędami rosnących liczb. Cykl jest zapisem procesu liczenia od cyfry 1 do nieskończoności. Pierwszy obraz nosi tytuł „Opałka 1965/1-∞”. Płótna, nazywane przez artystę „detalami”, pokrywane są białymi cyframi (każdy obraz zawiera około 140 tys. cyfr). Tło początkowo było czarne. Od 1972 r. stopniowo - w każdym kolejnym detalu - jest rozjaśniane o 1 proc. Ostatni obraz miał zostać namalowany bielą na bieli. 


- Moja idea jest prosta jak życie, rozwija się od narodzin do śmierci – tak niejednokrotnie Opałka mówił o swoim projekcie. - To zadanie na całe życie, bo ostatnia liczba, którą kiedyś namaluję, będzie oznaczać kres mego istnienia. Próbuję namalować coś, co nie było jeszcze namalowane. Namalować czas trwania jednej egzystencji. Swój projekt porównywał do zakładu Fausta z diabłem, zaznaczając, że nie chodzi w tym wypadku o wieczną młodość, lecz o dzieło naprawdę skończone.

Roman Opałka zmarł 6 sierpnia 2011 roku.


[1] B. Kowalska, Roman Opałka, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1976.
[2] Tamże, s. 11.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz