środa, 13 lipca 2011

Wybory parlamentarne 2011 - o spotach wyborczych

Kodeks wyborczy zabrania prowadzenia kampanii wyborczej przed ogłoszeniem daty wyborów przez prezydenta. W myśl zasady "Polak potrafi" - politycy nie byliby sobą, gdyby nie udało im się obejść przepisów.

© Ben Chams -  Fotolia.pl

Spoty wyborcze mają to do siebie, że rozpatrujemy je w kategorii reklam (chociaż wiadomo, że reklamami nie są) - wizytówek partii. Nie chodzi tutaj o wiarygodność czy odniesienie do rzeczywistości - liczy się ich "magiczność" w prezentowaniu wzniosłych ideii. Najlepiej, by historia podszyta była melodramatem - by krytyka nie była agresywna a dosadna, by wypowiadali się "przypadkowi przechodnie" a nie aktorzy, by mówiono językiem prostym i zrozumiałym, ale nie potocznym. By świat stał się piękną mistyfikacją, w której funkcjonuje prosta dychotomia my-obcy, dobro-zło.

W 2007 byłam zachwycona spotem wyborczym PO (wzorowanym na spocie argentyńskiego kandydata na prezydenta z 2006 roku). Świetny pomysł i realizacja. Spece od marketingu się spisali i zlecono odpowiednim ludziom kreację i produkcję:

 

Świetny zabieg - początkowo coś na kształt czołówki "Gwiezdnych wojen" z pesymistycznym przesłaniem, a następnie zwrot o 180 stopni - błękitne litery na białym tle i bijąca po oczach wiara w ludzi - Polaków. 

W tym roku jestem pod wrażeniem spotu wyborczego PiS-u - "Słowa prawdy". Już sam tytuł jest dosadny (bo "ostry" to za dużo powiedziane) - stwarza wrażenie, że żyjemy w baudrillardowskim świecie simulacrów - rzeczywistości pozorów, a paradoksalnie słowa prawdy ujawniają się w... wyborczym spocie = wizytówce partii, funkcjonującej niczym jej reklama! Wierzymy w to, w co chcemy wierzyć. Istotną różnicą między spotem wyborczym a reklamą jest sytuacja odbioru. Podczas gdy reklama jest komunikatem niechcianym i traktujemy ją po macoszemu (paradoksalnie im bardziej się przed nią bronimy - tym bardziej na nas - naszą podświadomość - działa), to tego typu spoty oglądamy bardziej wnikliwie. W spocie w większej mierze chodzi o kreację wizerunku partii, niż przedstawienie programu wyborczego. Rzadko nam się zdarza, by po zobaczeniu jakiejś reklamy sprawdzać produkt, np. na tematycznych forach w internecie. Tutaj jest inaczej - na naszą podświadomość działa spot wyborczy i projektuje wyimaginowane oblicze partii, jednak do głosu dochodzi racjonalność i wiedzę weryfikujemy, np. na podstawie programu partii, bądź wypowiedzi jej członków. Nie jesteśmy ufni, bo mamy zbyt wiele do stracenia.


Wierzymy w obraz, a nie w rzeczywistość. Zarówno dzieci jak i osoby starsze argumentują słuszność swych sądów stwierdzeniem: "Widziałem w telewizji". Wynika to z różnych czynników, jednak na plan pierwszy - i w jednym i w drugim wypadku - wysuwa się naiwność. I dziećmi i ludźmi starszymi można w łatwy sposób manipulować, o czym doskonale wiedział o. Rydzyk stwarzając swe złote imperium. Religia jest opium dla mas, jak mawiał Karol Marks. Na niej można wszystko oprzeć, również przekonania polityczne. Wskazanie na istotną rolę religii w kształtowaniu się tożsamości Polski i Polaków jest już częścią kampanii wyborczej, bo wskazuje na "partyjne" kultywowanie tradycji i pielęgnowanie wartości w świetle wiary. Na szczątkach tupolewa wyrosła w Polsce nowa religia nazwana "herezją smoleńską". Cezary Michalski ostrzega w "Newsweeku", że nowy kult poważnie zagraża polskiemu Kościołowi. - Śmierć prezydenta, który zginął umęczon pod Putinem i Tuskiem, oraz dogmat o nieomylności Jarosława Kaczyńskiego to kanon religii, która wygrywa z kultem papieża i zagraża Kościołowi w Polsce - pisze w tygodniku*. 

PiS w tym roku odżegnuje się od sytuacji ofiary (w tym smoleńskim, katastroficznym sensie) - wskazuje na oszustwo PO i na fakt, że ofiarami w tym "politycznym spisku" jesteśmy my wszyscy. Analogicznie (bo toż to plagiat jest, więc jak mogłoby być inaczej...) do spotu wyborczego byłego gubernatora stanu Michigan - Mitta Romney'a - Bump in the Road - powstały Głosy prawdy. "Nie jestem dziurą w drodze" zostało dosłownie powielone z oryginału, oprócz tego bohaterowie mówią:  "Nie jestem światowym kryzysem", "Nie jestem ciemniakiem" (hmmm... czyżby sprytne odwołanie do Geoffreya Rusha i spotu promującego 60. Międzynarodowy Festiwal Filmowy w Melbourne?), "Nie jestem obciachem", "Nie jestem antypolski". Podobieństwa są ogromne. I nie chodzi jedynie o formę, jak bronią się marketingowcy PiS. Kazimierz Michał Ujazdowski z PiS w programie TVN 24 mówił: "To jest przede wszystkim nawiązanie do wzorców amerykańskich co do formy, a nie co do treści". Czy aby na pewno? Poniżej pierwowzór:


Adam Hofman z PiS zastrzega, że spot nie jestem elementem kampanii wyborczej, bo do momentu ogłoszenia przez prezydenta daty wyborów nie można emitować reklam wyborczych. Hofman mówi o "kampanii informacyjnej".** Na tak wykreowany przez pisowców spot zareagował Palikot, tworząc spot "Nareszcie" - w nim - bardzo ekspresyjnie - wypowiadają się ludzie (jak podkreśla polityk - z krwi i kości, którzy nie są aktorami zatrudnionymi na potrzeby kampanii) o swoich bolączkach i trudnościach, z którymi borykają się na co dzień. Jest to sprytne zagranie, ale należy pamiętać, że i jeden i drugi przekaz jest nacechowany ideologicznie. "Kocham Palikota"? - a po cholerę mam go kochać? Czy muszę pałać miłością do polityków? Ruch Poparcia Palikota nie robi na mnie wrażenia, ale wiem o co jego twórcom chodziło - z jednej strony "słowa prawdy" i aktorzy - z drugiej "ludzie prości" i słowa prawdy. Pomysł na konfrontację ciekawy, ale ani w jednym ani w drugim przypadku o obiektywności przekazu mówić nie można... Przykro mi, Panie Palikocie. 


I tak "Nareszcie" bardziej do mnie przemawia niż Impreza u Tuska i "polityczna prostytucja". By obejść przepisy prawne zarówno Palikot jak i Kaczyński robią "objazdówkę po Polsce" i w ten sposób próbują zdobyć elektorat. Prezes PiS w ramach akcji "Polska jest jedna" chce odwiedzić wszystkie powiaty, być może także część gmin i rozmawiać o  budżecie i panującej drożyźnie. Napieralski ostatnio pojawia się w mediach ze wzmożoną częstotliwością - tak jak kiedyś rozdawał robotnikom jabłka - tak teraz smakuje oscypki lub bawi się na placu zabaw (a, i jeszcze zjechał do kopalni!). Warszawiacy w swych skrzynkach pocztowych mogli znaleźć "Sprawozdanie senatora Zbigniewa Romaszewskiego", którego obecnie popiera PiS. W ramach uczczenia rocznicy na ulicach pojawiły się billboardy z Andrzejem Celińskim i Lechem Wałęsą - przypominały o wyborach z 4 czerwca 1989 roku - Celiński z ramienia Solidarności startował wtedy do Senatu. Teraz jest podobnie, z tym, że Celińskiego popiera SLD.

Mała dopiska (14.08.2011): pojawił się przekształcony spot wyborczy PiSu (nazwany wersją 2, poprawioną) =>




* http://www.gadu-gadu.pl/religia-smolenska-kaczynski-umeczon-pod-putinem-i-tuskiem
** http://www.wiadomosci24.pl/artykul/pis_skopiowal_spot_wyborczy_amerykanskiego_polityka_202219.html

2 komentarze:

  1. No cóż, gdy trafiam przypadkowo na pewne gęby, albo teksty, automatycznie wyłączam tv, albo się. Wiem, że pis o czymś tam informuje, oczywiście o skrajnej biedzie i przepaści nad którą się znajdujemy, ale zupełnie mnie to nie obchodzi. Wiem od dawna, że każdy polityk, czy partia wiele obiecuje i byłabym skrajnie głupia, gdybym w to uwierzyła, tak więc nie jestem nigdy rozczarowana. Ale wiem też na kogo mam głosować, by nie wygrała partia hipokrytów, banda chłopców z piaskownicy, grających uparcie w ulubionę grę przedszkolaków "pomidor".

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam coś na kształt politycznej alergii. Nie wiem na kogo mam głosować, bo każdy wybór wydaje mi się zły. Nie wiem kto jest w stanie coś zmienić, bo - tak jak napisałaś - każdy polityk wiele obiecuje i każdy ma tysiące pomysłów, które "jedynie" wystarczy wprowadzić w życie.

    OdpowiedzUsuń