wtorek, 12 lipca 2011

I'm more plastic than Barbie ... and I love it!

http://www.reallifebarbie.com/
Była gwiazda Playboya - Sarah Burge, znana jako "Kobieta Barbie", z okazji 7 urodzin swojej córki wyprawiła przyjęcie, na którym solenizantka i jej koleżanki były obskakiwane przez kosmetyczki - manicure, pedicure i makijaż to jednak nie wszystko. Sarah podarowała jej bon o wartości 10,000 $ na operację plastyczną powiększenia piersi. 



Gdy Poppy będzie miała 16 lat, będzie mogła rozpocząć metamorfozę - dokładnie w tym samym stylu i kierunku, co jej mama. Jeśli jej piersi będą dostatecznie duże, będzie mogła wykorzystać voucher na inny, już przecież w tym wieku potrzebny, zabieg. Starsza siostra Poppy jest już przez mamę nastrzykiwana botoksem, 7-latka dopiero uczy się tańca na rurze, chodzenia w butach na obcasie i robienia sobie makijażu. 


Lalka Barbie jest dla dziewczynek z całego świata ideałem kobiecego piękna - idealne proporcje, talia osy, burza blond włosów, perfekcyjny makijaż, zgrabne długie nogi, duży biust, smukłe dłonie, równomierna opalenizna (bez żadnego znamienia na skórze czy pieprzyka). Jak się okazało istnieje na świecie kobieta, która zbyt dosłownie potraktowała zabawę lalkami i zapragnęła stać się jedną z nich. Sarah uważa, że pieniądze dają siłę kobiecie - dzięki nim nie musi ona tkwić w ciele, które jej się nie podoba. Jej transformacja zaczęła się po brutalnym pobiciu - skoro rekonstrukcja twarzy i tak jest potrzebna, to po co wracać do jej poprzedniego wyglądu? Nowa twarz kosztowała 32 000 funtów, a kolejne 30 000 funtów zapłaciła za nową żuchwę. Skąd wziąć taką sumę? Z pomocą przyszły gabinety chirurgii plastycznej - czy może być lepsza reklama od bajkowej kobiety, która za ich sprawą przeistacza się w zabawkę firmy Matel?

 
Mimo wielu operacji Sarah nie ma i nigdy nie będzie miała idealnych wymiarów Barbie. Wymagałoby to przesunięcia kilku narządów i usunięcia żeber... Inną kwestią jest jej wątpliwe piękno, które zachwyca sztucznością i sprawią, że patrzymy na nią niczym na jedną z bohaterek "Ze śmiercią jej do twarzy" Roberta Zemeckisa.

2 komentarze:

  1. Potem się dziwić, że faceci traktują kobiety przedmiotowo, skoro one same z siebie, a co gorsza i ze swych dzeci, robią lalki do seksu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jako dziecko na urodziny dostawałam klocki lego - lalki były rzadkością, chociaż miałam nawet kilka Barbie. Żeby się bawić z innymi dziewczynkami - trzeba było mieć miniaturową blond-piękność. Każda z nas utożsamiała się z Cindy, Bellą czy Nicole (...bo imię musiało być "zagraniczne"). W jakiś sposób rozwijało to wyobraźnię, ale też szybko się nudziło. W momencie, w którym dziecko o bardzo małym rozumku, zafascynowane mamą-Barbie dostaje bon na operację plastyczną, to dostaje sygnał, że marzenia (nawet te najgłupsze, najbardziej niedorzeczne i - co najważniejsze - nie nasze) się spełniają. Nie trzeba zatem "bawić się wyobraźnią", bo wystarczy przynieść lalkę (mamę) do chirurga i powiedzieć: "tak chcę!". A ta siedmiolatka zapewne wie, że mając pieniądze jej życzenie jest dla niego rozkazem.

    Nie wiem, czy sobie czegoś nie wkręcam, ale mam wrażenie, że środowisko chirurgii plastycznej jest tak "hermetyczne", tj. nauczone kilku zabiegów, których efekty (u kilku różnych, zupełnie niepodobnych do siebie kobiet) sprawiają, że pacjentki wyglądają jakby wyszły spod jednej sztancy. Taki sam kształt kości policzkowych, takie same - botoksowe usteczka, brak zmarszczek mimicznych, ten sam kształt oczu i nosów. Nawet uszy mają takie same, bo wszystkie chodziły do najlepszego specjalisty od ich "plastyki".

    Pozwolenie 16-latce decydować o własnym ciele jest w tym wypadku unicestwieniem jej indywidualności i zunifikowaniem z dojrzałymi kobietami. Nietypowe (tj. własne) rysy twarzy wyrówna botoks, nos zostanie poddany korekcie (według jednego z sześciu wzorców) - a w wieku 19 lat będzie jedną z wielu "zrobionych panienek", które nad intelekt przekładają manicure.

    OdpowiedzUsuń