poniedziałek, 16 maja 2011

uwikłani w płeć - TRANSAMERICA

Stanley od lat ma wyznaczony cel - chce stać się 100% kobietą. Robi wszystko, by tak się stało - przeszedł już kilka operacji i jest na kuracji hormonalnej. Już  niedługo ma ostatecznie skończyć ze swoją męskością, ale skierowanie na operację mają podpisać dwie niezależne osoby - psycholog i terapeutka. Gdy ta ostatnia dowiaduje się, że Stanley ma syna - mobilizuje (choć mobilizacja ta o szantaż zakrawa) Bree do spotkania z nim. 


Felicity Huffman  wcieliła się w rolę ojca-transseksualisty (Stanleya-Bree) i tym, którym nie jest ona znana z serialu Gotowe na wszystko, mogła (w kobiecym przebraniu) nieźle zamieszać w głowie. 


Dojrzała kobieta z męskimi rysami twarzy, przerysowanymi damskimi zachowaniami, ubóstwiająca pastelowe odcienie różu - zjawia się pewnego dnia w więzieniu. Wpłaca jednodolarową kaucję za chłopca i tłumaczy, że jest z kościelnej organizacji... Kościoła Potencjalnego Ojca. Wraz z Tobym przemierza Amerykę, a z każdym kolejnym kilometrem ujawniają się skrywane przez obojga tajemnice. Transamerica jest kinem drogi - bohaterowie, których nie stać na bliskość, którzy nigdy nie mieli oparcia w rodzinie, którzy zawsze musieli wpasować się w ramy otaczającego ich społeczeństwa, którzy całe życie wierzyli w coś, co po weryfikacji okazywało się jednym wielkim fałszem - zaczynają budować relację, opartą na partnerstwie. Nie jest jednak tak, jakbyśmy się tego spodziewali. Osoby, które mają dość obłudy w ich życiu - sami tworzą kolejne iluzje. Nie mówią sobie całej prawdy. Malutkie kłamstewka czy niedopowiedzenia w finale będą miały gigantyczne znaczenie. Widz ma wrażenie, że gdyby oboje byli ze sobą szczerzy, nie doszłoby do sytuacji rodem z komedii omyłek. Bree wiedziałaby, że nie należy Toby'ego zawozić do ojczyma, Toby wiedziałby, że Bree "jest facetem", "ojcem" i nie należy się do niej dobierać, itd. 


Mimo komediowego wydźwięku mamy do czynienia z dramatem - dramatem jednostek nieprzystających do rzeczywistości, ograniczanych przez kulturę, która pisząc za Freudem, stanowi źródło cierpień. Tych dwoje - mimo że nie wiedzieli o swoim istnieniu - miało ze sobą wiele wspólnego (jaki ojciec taki syn?). Byli wyrzutkami i zawsze sytuowani byli na marginesie społeczeństwa - Toby jako prostytutka, Bree jako "facet w przebraniu", "kobieta z fiutem" czy "babochłop". A wystarczyło to dobrze rozegrać... 

 
Felicity Huffman w 2005 otrzymała Złotego Globa (najlepsza aktorka w dramacie ),  była nominowana w 2006 do Oscara (najlepsza aktorka pierwszoplanowa). W Transamerice odnalazła się świetnie i sprawiła za sprawą swojej kreacji aktorskiej, że prosty podział męskie-żeńskie przestał być aktualny.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz