niedziela, 15 maja 2011

Tom Kalin i jedna wielka mistyfikacja - UWIKŁANI


Podzielony na sześć części film pokazuje historię pewnej zamożnej rodziny na przestrzeni 26 lat (1946 - 1972). Charyzmatyczna kobieta - Barbara (Julianne Moore) wżeniła się w klasę wyższą - poślubiła dziedzica fortuny twórcy bakelitu - Brooksa Baekelanda. Stała się w ten sposób Panią Baekland (z domu Daly) - niepracującą, nadużywającą alkoholu artystką - malarką, spędzającą czas na wychowywaniu ukochanego synka i organizowaniu przyjęć lub spotkań towarzyskich. Zawsze była duszą towarzystwa i zawsze znajdowała się w centrum zainteresowania. Kiedy mąż poznaje śliczną Hiszpankę - Tony musi zaopiekować się matką. Nie jest to łatwe zadanie. Między nimi zaczyna się tworzyć bardzo niebezpieczna i wątpliwa moralnie relacja. 


Tony nie ma szczęścia w miłości - cały czas poszukuje, prowadzi eksperymenty. Jest gejem, ale nie stroni od kobiet. Nadopiekuńcza Barbara (chociaż później nie wiadomo kto się kim opiekuje) stara się mu rekompensować brak życiowego partnera - wchodzi w rolę matki, kobiety-uwodzicielki, kochanki, stara się być przyjaciółką, partnerką do picia. Po przekroczeniu pewnych granic nie da się wrócić do stanu, w którym te bariery istniały. Oboje tworzą toksyczną relację, która ma  na nich wielce destrukcyjny wpływ.


W co uwikłani są bohaterowie? W codzienność, w rutynę, w brak chęci zrozumienia drugiej osoby, w obsesję, kazirodczy związek, w "etykietę", która mówi im jak powinni się zachowywać/ubierać, w zbytnie skoncentrowanie na sobie, uczuciową znieczulicę, która będzie triumfowała w paru znaczących momentach dla rozwoju akcji, a znajdzie najpełniejszy wyraz w finale.  


Savage Grace jest świetnym filmem, nie tylko za sprawą fenomenalnej Julianne Moore, a również dlatego, że przedstawia różnego rodzaju klasowe kompleksy i - co najistotniejsze - portretuje moralny relatywizm.

2 komentarze:

  1. Widziałam jakiś czas temu, już mało pamiętam, ale przyznam, że miałam dość mieszane uczucia względem bohaterki. Nie rozumiałam Barbary, granej - zgadzam się - jak zawsze świetnie przez Moore. To znaczy rozumiałam dlaczego tak postępuje, ale nie rozumiałam jej egoizmu, egocentryzmu, ogolnie przerośniętego "ego". Kazirodczy związek chyba zawsze jest szkodliwy, nie da się go przejść, bez żadnych moralnych szkód, więc dlaczego ona robiła to swojemu synowi? Ale dobrze, że i taki film powstał, o tego rodzaju ludzkich relacjach, które na pewno się zdarzają.

    OdpowiedzUsuń
  2. Właśnie, to jest chyba najbardziej pociągające w tym filmie. W większości tego typu opowieści możemy, tak szkolnie, wyliczyć cechy bohaterki, wskazać przyczyny zachowania, zarysować taką przyczynowo-skutkowość, powiedzieć co kieruje bohaterami. Tutaj tych aspektów jest tak wiele, że w pewnym momencie każdy jeden wyklucza następny. Barbara kocha i wykorzystuje, jest samotna i jest duszą towarzystwa, jest zaborcza i uległa, nadopiekuńcza i nie potrafiąca o siebie samą zadbać. Postać nie jest spójna, nie jesteśmy w stanie przewidzieć, co zrobi, jak się zachowa. Taka postać "pusta znaczeniowo", paradoksalnie przez nagromadzenie znaczeń właśnie.

    OdpowiedzUsuń