piątek, 20 maja 2011

Szkoła masturbacji i Korepetycje z seksu, czyli wiosna w TVN Style


Szkoła prawiczków nie jest jedyną pozycją, którą można zobaczyć w TVN Style. Od kwietnia emitowany jest trzeci sezon Korepetycji z seksu, w którym to młodzi ludzie pytają: Czy wielkość stopy ma związek z rozmiarem penisa? Jak prawidłowo założyć prezerwatywę? Czy ludzie po siedemdziesiątce uprawiają seks? Odpowiedzi udziela Anna Richardson i zapraszani przez nią goście. Wszystko wyjaśniane jest na "żywych przykładach".



Szkoła masturbacji prezentuje historię trzech kobiet, które zgodziły się wziąć udział w kontrowersyjnym eksperymencie znanego seksuologa dr Betty Dodson. Na stronie www.tvnfakty.pl czytamy: Kobiety spędziły tydzień na specjalnym szkoleniu, którego celem było poznanie technik satysfakcjonującej masturbacji i przełamanie odwiecznego tabu kobiecej seksualności. Według statystyk 50 lat temu jedna trzecia kobiet nigdy się nie masturbowała. Eksperci uważają, że to się nie zmieniło. Betty Dodson - guru masturbacji, chce to zmienić i uważa, że na tym skorzystają także mężczyźni. Czy uczestniczki będą zadowolone z nauki?

Wszystko wydaje się być takie banalne i takie spłycone zarazem. Problem sięga głębiej niż nam się wydaje. Gdyby nie specyficzne podejście do edukacji seksualnej w Polsce, być może nie bylibyśmy zalewani przez tego typu brytyjskie pseudo-dokumenty. Tzw. przystosowanie do życia w rodzinie jest tzw. przedmiotem bez właściwości, który ktoś musi prowadzić. W 99% nie jest to seksuolog czy ginekolog chociażby, a pani pedagog, katechetka, biolog. Wszyscy z rodzimej szkoły. I jak tu o cokolwiek zapytać? Wszechobecna krępacja dotyczy obu stron. Nauczyciele nie mają przygotowania, by bez żenady mówić o seksie - my nie mamy cywilnej odwagi, by zapytać np. o to jak założyć prezerwatywę. I tu kółko się zamyka. Rozmawia się o uczuciach, a nie daje praktycznych rad. Mówi o gotowości, motylkach, zapłodnieniu i poszanowaniu drugiego człowieka, pielęgnacji cery, praktycznych radach dotyczących ochrony domu przed złodziejami, dbaniu o paznokcie. O wszystkim i niczym.

Ciekawy raport z 2009 roku znalazłam tutaj. Autorami publikacji jest Grupa Edukatorów Seksualnych "Ponton", a sporządzono go na podstawie listów wysłanych przez nastolatków. Przytoczę niektóre mailowe perełki:


- "Wychowanie do życia w rodzinie mieliśmy z 60 letnią panią pedagog, która nam tylko na jednej lekcji wprowadziła temat seksu i opowiadała o jakiś niestworzonych rzeczach np. że jedną z metod antykoncepcji jest położenie się przez dziewczynę w wodzie z octem, która wypłucze i zabije plemniki! "

- "W liceum Pani, która przyszła nie wiadomo skąd, opowiadała o kalendarzyku i o tym, że prezerwatywy nie są skuteczną metodą, bo kondom może tak uciskać na podstawę penisa, że spowoduje to odcięcie dopływu krwi , a to może doprowadzić do trwałej impotencji"

- "W gimnazjum za uświadamianie wzięła się nasza nawiedzona katechetka. To był naprawdę koszmar! Według niej każdy seks powinien prowadzić do prokreacji, a żona powinna oddawać się swojemu mężowi w ciszy i z pokorą, a każda kobieta, która z seksu czerpie przyjemność będzie się smażyć w piekle. Mężczyzna ma swoje potrzeby i jeśli żona mu odmawia, nie ma co się dziwić, że ją zdradza, twierdziła też, że dziewczyna, która straciła dziewictwo przed ślubem jest jak nadgryzione jabłko, którego nikt nie będzie chciał."

- "W liceum powiedziano nam, że tylko kalendarzyk może zapobiec ciąży, bo prezerwatywa to wymysł szatana."

Dopóki sami nie uporamy się ze średniowiecznymi przesądami na temat seksu i tabu, jakie się z nim wiąże, to będziemy zdani na "wiedzę Brytyjczyków" i jej sposób przekazania. Najbardziej śmieszą mnie katechetki i księża, którzy biorą się za coś, o czym nie mają zielonego pojęcia. Oni - jako przedstawiciele kraju katolickiego - wciskają herezję dzieciakom, które działają pod wpływem dość prostych mechanizmów. Im bardziej zakazują - tym bardziej kuszą.

11 komentarzy:

  1. ostatnio furorę robi jakiś ojciec zakonnik i seksuolog w jednym, który radzi małżonkom w sprawach seksu. Wydał nawet jakiś podręcznik (!). Oprócz porad praktycznych udziela także porad z zakresu psychologii, radzi na przykład, by w razie zdrady małżonek zdradzajacy nie przyznawał się do tego grzechu przed przed zdradzanym, by go nie ranić. Wystarczy się wyspowiadać i po bólu, można sobie nadal żyć w stadle uświęconym przed Bogiem. Niestety, mamy XXI wiek i okazuje się, że księża, zakonnicy ciągle znają się na wszystkim, do wszystkiego się wtrącając, każdego chcą uzdrawiać, zapominając o swoich problemach. Dobrze by było, by lepiej skupili się na sobie i kościele, bo jak tak dalej pójdzie, to nagle obudzą się na pastwisku bez trzody baranów.

    OdpowiedzUsuń
  2. Słyszałam o księdzu Pawlukiewiczu, jeśli o nim mówisz. Sama tylko przez jeden pseudo wykład przebrnęłam, bo chciałam zobaczyć w czym tkwi jego fenomen? Może faktycznie mówi z sensem? I jak zaczął od tego, że nie trzeba być chorym na serce, by być kardiologiem (analogicznie – uprawiać seks, by o nim mówić), to ręce mi opadły. To tak jakby pisać o samochodach nie mając prawa jazdy. "Kultura duchowa" została zrównana z kulturą osobistą, co w prostej linii mogłoby oznaczać, że osoby niewierzące kultury nie posiadają. Nie rozumiem zachwytu nad tym facetem. W "Seksie, poezji czy rzemiośle" (bo tylko tego wysłuchałam) stwierdza, że chłopcy, którzy siadają w ostatnim rzędzie na sali kinowej i komentują sceny erotyczne, na 100% się onanizują. Tylko osoby "czyste" siedzą cicho. To jest jakaś paranoja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatnio również słuchałam tego wykładu. Sama pewnie nigdy bym po niego nie sięgnęła, ale dostałam od kogoś nagranie i po paru latach w końcu go odsłuchałam. Przyznaję, że i mnie zbulwersowała opinia o "chłopcach z ostatniego kinowego rzędu", uważam jednak że było też wiele pozytywnych treści, o których Pani tutaj nie nadmienia, przez co problematyka całości zostaje spłycona. Zakładam, że do każdego takiego "wykładu" będąc studentem (a do takiej grupy adresowane było wystąpienie Pawlukiewicza) jest się w stanie podjeść w sposób krytyczny i oddzielić kwestie godne uwagi od tych drugich.
      Zgadzam się z tym, że w Polsce dużym problemem jest przygotowywanie do życia w rodzinie, niestety jednak mam wrażenie tak samo wiele błędów w tym zakresie leży po stronie tzw. "świeckich" jak i "duchownych specjalistów".

      Usuń
  3. Nie, nie, to nie o tego księdza chodzi. Ja słyszałam i widziałam (w tv) ojca kapucyna (! żeby było śmieszniej) Ksawerego Knotza. :) O księdzu Pawlukiewiczu nie miałam przyjemności słyszeć ani go widzieć. No cóż, w kwestii cytuję: "chłopcy, którzy siadają w ostatnim rzędzie na sali kinowej i komentują sceny erotyczne, na 100% się onanizują. Tylko osoby "czyste" siedzą cicho." - widać ksiądz sądzi wg siebie. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. A, to nie słyszałam o nim. Widzę, że jest jakaś "moda na seks". Każdy chce się wypowiedzieć, nie ważne czy jest osobą świecką czy duchowną, czy ma lat 14 czy 40, czy jest jabłkiem nadgryzionym, czy też jabłkiem "zębami" nie skalanym :) Żyjemy w czasach, w których każdy jest ekspertem i każdy prawo głosu posiada. Nie wiem jednak, czy stosownie jest z tego prawa korzystać w pewnych kręgach... Czy ksiądz/zakonnik może być autorytetem w kwestii seksu? Nawet jeśli 6 książek napisał i głosi wykłady różnego kalibru?

    OdpowiedzUsuń
  5. Takie sztuczne pochwy i penisy nauczą dzieci seksu w Bazylei: http://www.sfora.pl/Takie-sztuczne-pochwy-i-penisy-naucza-dzieci-seksu-a32430

    OdpowiedzUsuń
  6. Przeczytałam ten krótki artykuł i myślę, że wszystko zależy od, powiedzmy, oprawy merytorycznej. Jeśli osoba kompetentna się tym zajmie, to nie uważam, żeby miało to na dzieci zgubny wpływ. "Dzieci powinny być zachęcane, by rozwijać i doświadczać swojej seksualności w przyjemny sposób - tłumaczy serwisowi Daniel Schneider, zajmujący się ze strony ministerstwa przedszkolami w Bazylei." - i zgadzam się z tym, jeśli dookreślimy "dziecięcą seksualność". To niewiedza jest przyczyną skrępowania, a edukowanie najmłodszego społeczeństwa - na zasadzie czym różni się kobieta od mężczyzny pod względem anatomicznym jest wskazana. Sama pamiętam jak, bodajże w 6 klasie podstawówki, dziewczynki czerwieniły się przeglądając podręcznik do biologii, a chłopcy traktowali rysunki jako powód do śmiechu. Niektórzy woleli dostać jedynkę (a przecież w podstawówce jeszcze wszystkim zależało na ocenach :)), by tylko nie odpowiadać z "układy rozrodczego"! "Dzieci pod okiem nauczyciela mają uczyć się relaksacyjnych masaży" - przecież nie zakładamy, że chodzi o masturbację... "Dzieci będą uczone, że wkładanie penisa do pochwy może być przyjemne" - o zgrozo, to seks nie służy jedynie do prokreacji?

    Poza tym nie jest podany wiek tych dzieci - w przedszkolu malowanki, w podstawówce pluszaki itd. Na całym świecie zdarzają się już 13-to latki w ciąży, więc skoro dzieci szybciej dojrzewają, to i nauka o ich seksualności powinna pojawić się wcześniej.

    OdpowiedzUsuń
  7. Gertruda Stein piszesz: "nie trzeba być chorym na serce, by być kardiologiem (analogicznie – uprawiać seks, by o nim mówić), to ręce mi opadły. To tak jakby pisać o samochodach nie mając prawa jazdy."
    Dlaczego nie można pisać o samochodach nie mając prawa jazdy?? Można opisać wszystko( to co pod maską, jego stan techniczny, a nawet odczucia podczas jazdy-jako pasażer), wykluczając to jak się wrzuca biegi czy jak szybko przyspiesza samochód względem użycia siły przy naciskaniu hamulca... Tak samo można pisać o seksie nie uprawiając go. On pisze jak ksiądz, obserwator, psycholog. On wyspowiadał tysiące ludzi którzy mieli jakieś problemy z seksualnością. Wypowiada się jako specjalista, na tej samej zasadzie jak psychiatra leczy psychicznie chorych mimo, że sam nigdy nie chorował. Nie zrozum mnie źle-nie mam na myśli, że seks jest chorobą, tak jak nasza psychika nie jest chora. Ale w tej dziedzinie też zdarzają się problemy.
    "stwierdza, że chłopcy, którzy siadają w ostatnim rzędzie na sali kinowej i komentują sceny erotyczne, na 100% się onanizują. Tylko osoby "czyste" siedzą cicho." Też słuchałam tej konferencji. I padają tam słowa: "Jestem przekonany na 90%proc"!! Nie na 100% a na 90% i mówi, że to on "jest przekonany" czyli to jego osobiste zdanie a nie stwierdzenie prawdy. I nie mówi też, że TYLKO osoby czyste siedzą cicho. Pawlukiewicz mówi w tym miejscu, że "to osoby praktykujące czystość powinny się aż trząść- a jest odwrotnie." I czy jesteś pewna, że nie miał racji??

    OdpowiedzUsuń
  8. - "nie mam na myśli, że seks jest chorobą, tak jak nasza psychika nie jest chora. Ale w tej dziedzinie też zdarzają się problemy"

    - Ależ do tego właśnie zmierzam. Tyle że jeśli mam problem z psychiką - idę do psychologa, jeśli z seksem - to do innego specjalisty - seksuologa... Nie wpadłabym na pomysł, by iść z tym do księdza. On się powoływał na spowiedź rekolekcyjną studentów i że pojawił się problem seksu - tak, jestem pewna, że się pojawił - "uprawiałam seks" jest wymieniane zaraz po "paliłam papierosy" i "piłam alkohol". Bo seks przedmałżeński jest zły i trzeba się z niego spowiadać, powiedzieć, że się żałuje i więcej tego błędu nie popełni.

    - "Dlaczego nie można pisać o samochodach nie mając prawa jazdy?"

    - Bo nie wyczerpiemy tematu. Bo merytorycznie nie jesteśmy do tego przygotowani. Bo nie mamy doświadczenia. Bo doświadczenie zdobywa się w praktyce. Każdy może pisać, nie każdy powinien.

    - Może i 90% - jakiś czas temu na ten wykład natrafiłam i tak to zapamiętałam. Zmierzam jednak do tego, że nastolatkowie w kinie nie muszą być definiowani przez podgrupy "onanizujących się" i "nie onanizujących się". Popisywanie się - na zasadzie kto powie coś głupszego i który z nich wypowie to głośniej jest zjawiskiem "normalnym" u np. gimnazjalistów. Nie tylko sceny erotyczne są komentowane w ten sposób, zatem seks na ekranie jest jednym z wielu elementów filmu, który można wulgarnie skomentować. Założenie, że się onanizują jest dla mnie co najmniej dziwne. I tak - to jest jego osobiste zdanie, bo prawdą to być po prostu nie może. Nie można zrównać onanizmu z popisami przed rówieśnikami, dla których wyrzucenie z sali kinowej jednego ze współbratymców jest wielką przygodą i historią, którą będzie się długimi tygodniami wspominać i opowiadać w szkole.

    - "Pawlukiewicz mówi w tym miejscu, że "to osoby praktykujące czystość powinny się aż trząść - a jest odwrotnie." I czy jesteś pewna, że nie miał racji??"
    - To by zakładało, że dziewice i prawiczki odczuwają swoją seksualność głębiej, a nie wydaje mi się, że tak jest. Pawlukiewicz z tego co pamiętam zmierzał do tego, że trzęsą się i komentują ci, którzy się onanizują, a za sprawą rozładowania napięcia seksualnego (w masturbacji właśnie) powinni siedzieć cicho. Nadal uważam, że kultura osobista a onanizm nie mają ze sobą nic wspólnego. Nastolatków (i sposób odbioru przez nich scen erotycznych w filmie) można podzielić na kilka grup, jednak klasyfikacja daleka by była od prostej-wręcz biologicznej dychotomii "praktykujący czystość" - onanizujący się. Poza tym uważam, że w takich kinowych podgrupach najmniejsze pieski najgłośniej szczekają. I może się równie dobrze zdarzyć, że nie onanizujący się prawiczek będzie najbardziej wulgarny i dosadni w komentarzach. Kolejna rzecz - czy onanizm jest powodem do dumy? Czy gdybym dokonywała, jak to określił ksiądz w wykładzie, samogwałtu, to chciałabym, aby inni o tym wiedzieli? Przecież stałabym się obiektem kpin ze strony rówieśników! Toteż wtapiam się w tło, staję się niewidzialna. Nie można mnie seksualnie zaszufladkować tyko dlatego, bo coś głośno skomentowałam w kinie lub lego nie zrobiłam. Błędne założenie doprowadziło do błędnej teorii.

    OdpowiedzUsuń
  9. Pawlukiewicz jest fajny, otwarty, zabawnie opowiada i stosuje dobre metafory. Mimo, że nie wyznaje jego pogladów na temat czystości przedmałżeńskiej,wciąż go cenię i polecam (nie jestem katoliczką). Wzięliście jakies wyrwane z kontekstu zdanie i nicujecie je na wszystkie strony w poszukiwaniu (bez)sensu. Posłuchajcie całego wykładu, niekoniecznie o seksie, i wtedy wyrabiajcie sobie opinie.

    OdpowiedzUsuń
  10. Aha - masz rację, że raczej ''onanizujacych się chłopców'' nie można poznać tylko na podstawie jednej poszlaki ( o ile w ogóle). Ale ksiądz ma, z drugiej strony, ograniczony czas i siłą rzeczy musi stosowac dygresje i uproszczenia. Czy słuszne - nie wiem, wiem, że z przyjemnością słuchałam sobie na mp3 jego wykładów ;)

    OdpowiedzUsuń