sobota, 7 maja 2011

SUCKER PUNCH, czyli niekończąca się opowieść


Mam wrażenie, że niektórzy twórcy – tj. ci, którzy nie mają zbyt dobrego pomysłu na film, posiłkują się efektami specjalnymi. Są odbiorcy, którym to nie przeszkadza i bez zażenowania są w stanie stwierdzić, że „nie o fabułę tutaj chodzi”. Ale powiedzmy sobie to szczerze: źle się dzieje, jeśli wielkość filmu rozpatruje się względem jego efektowności... 

Jak opisać fabułę Sucker Punch? Umiera matka dwóch dziewczynek. Ponieważ w testamencie widnieją one jako spadkobierczynie fortuny, ojczym postanawia się nimi „zaopiekować”. Wszelkie znaki na niebie i ziemi świadczą o jego niepokojącej skłonności – bynajmniej nie rodzicielskiej - do przybranych córek. Młodsza ginie w wyniku szarpaniny, druga zostaje wrobiona w jej morderstwo. Baby Doll zostaje umieszczona w szpitalu psychiatrycznym i – dzięki pieniężnej prośbie ojczyma – w przeciągu 5 dni ma zostać poddana lobotomii. Do tego momentu (o ile się nie mylę – do końca trwania Sweet Dreams) byłam bardzo zaintrygowana fabułą. Można było z tego zrobić świetny – bardzo klimatyczny dramat rodzinny lub kryminał. Mogę się nawet pokusić o stwierdzenie, że początkowa sekwencja atmosferą przywołała w mojej pamięci altmanowski Gosford Park

Chyba trwało to jakieś 10 minut… 

Następnie pojawiła się kabaretowa sceneria rodem z Moulin Rouge, dziewczynka przekształciła się w kobietkę na pograniczu mangi i erotycznego show, dołączyły do niej inne gwiazdy porno i powstał żeński team - odpowiednik Drużyny A, który nawet posiadał (w postaci pojawiającego się w alternatywnym świecie Mędrca) własnego pułkownika Johna „Hannibala” Smitha. Później było już tylko gorzej. Była Smoczyca i jej małe Smoczątko (może jakaś inspiracja Shrekiem?), była za-chwilę-wybuchająca bomba w pociągu (któraś część Szklanej pułapki?), były okopy jak z filmów wojennych, zombie (ich aparycja przypomina krzyżówkę Abea Sapiena i jednego z antagonistów Hellboya), upiorne zamczysko Cruelli Demon, samurajskie miecze, klasztor Shaolin z mnichem, który wyznacza zadania, jest i owo zadanie i tajemnica  –  jak 5 przedmiotów pomoże w ucieczce? Mnie najbardziej zastanawiał fakt kluczowy - jak wygląda taniec głównej bohaterki, którym tak perfekcyjnie mami mężczyzn? Odpowiedzi nie uzyskałam…



Jeśli już zamysł jest taki, że "istotą" współczesnego filmu są efekty specjalne (swoją drogą zamysł dość poroniony), to dlaczego nie stworzyć czegoś obrazowego jedynie? Nie stworzyć wizji alternatywnego świata, który nijak będzie zakorzeniony w rzeczywistości? Niech to będą obrazy niezwykłe - tak jak to w 1902 roku zaprezentował Melies za sprawą Podróży w kosmos - ale chociaż nie uzurpujące sobie prawa do przyczyno-skutkowości. Bo jak połączyć wątek wykorzystywania seksualnego dziewczyny z jej chęcią znalezienia się w burdelu i bycia dziewczyną do towarzystwa? Przecież dr Vera Gorski wyraźnie mówi, że wyobraźnia nie jest niczym ograniczana i każda z nich może być kim chce i może być gdzie chce... No cóż... Z pustego i Salomon nie naleje... 
 
Film jest zawieszony w poetyce między teledyskiem a grą wideo, co nie przekonuje mnie zupełnie. Po zdobyciu przez zgrany „erotyczny team” drugiego przedmiotu miałam ochotę samodzielnie zrobić lobotomię głównej bohaterce i skrócić jej (i sobie) męki.    

11 komentarzy:

  1. Mnie się akurat film podobał - ładne laski + wartka akcja. Czego chcieć więcej? Może autorka recenzji ma jakieś kompleksy???

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeśli "ładne laski + wartka akcja" komuś wystarczą do zakwalifikowania filmu jako dobrego, to tym lepiej dla takich produkcji. Nie ma się co dziwić, że powstaje ich coraz więcej. Gdybyśmy wszyscy myśleli podobnie (i mieli podobne preferencje czy gusta) byłoby nudno :) Równowaga w przyrodzie musi zostać zachowana.

    Poza tym - wyraziłam jedynie własną opinię: "Sucker Punch" nie jest dla mnie filmem godnym uwagi. A z pewnością uroku nie dodają mu efekty czy śliczne i zgrabne dziewczyny.

    Czy mam kompleksy? Pewnie! I to całe mnóstwo. Natomiast objawiają się one tym, że nigdy nie wcisnęłabym się w podobne stroje do tych, które noszą bohaterki. Jeśli uważasz, że stwierdziłam, że film mi się nie podoba, bo tam są "kobiety, które są ładniejsze i zgrabniejsze ode mnie", to mylisz się mój drogi Anonimowy :)

    Na bazie ładnych modelek-aktorek (i tylko ładnych modelek-aktorek) można stworzyć niesamowitą sesję zdjęciową, a nie dobry film...

    Dzięki za komentarz,
    Kimkolwiek jesteś - pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja takimi filmami nie zawracam sobie w ogóle głowy. Rozumiem Gertrudo, że ty to robisz po linii zawodowej i z ciekawości. Niestety, jestem zakompleksioną babą, a nie facetem napalającym sie na laski i samochody.

    OdpowiedzUsuń
  4. Dzięki za wyrozumiałość :) Od czasu do czasu chodzę do kina "towarzysko" i to było jedno z takich spontanicznych wypadów na "byle co".
    Ale skoro już byłam, to czemu o tym nie napisać? Może taka mini-recenzyjka uchroni kogoś przed śmiercią z nudów na sali kinowej? :)

    OdpowiedzUsuń
  5. No, pewnie, jakbym miała z kim to i towarzysko na taki film też bym poszła (Cygan dla dobrego towarzystwa dał się nawet powiesić, jak mówi stare porzekadło). Ja zrobiłam tak na przykład dla "Nie zadzieraj z fryzjerem". I całkiem dobrze się bawiłam, w końcu za to zapłaciłam. :) W dobrym towarzystwie wszystko sie przełknie, i doprawi w razie nieudacznictwa twórców, smiechem. :)
    Nie mam nic przeciwko pisaniu recenzji o złych filmach, tak jak zaznaczasz, to bardzo nawet chwalebne, skoro może uratować komus życie. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ciężko jest wszystkim dogodzić :) Trzeba iść na pewne ustępstwa - ze mną idą na "Młyn i krzyż", to i ja na "Jeża Jerzego" i "Sucker punch" pójdę :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jestem ciekawa, czy wrócisz po seansie "Młyna i krzyża" żywa do domu. :) Nie, no jasne, trzeba poznawać różne gatunki, choćby po to, by móc się odnieść i mieć pojęcie co się kręci. Ja tak wybrzydzam, bo ma mam coraz mniej czasu na wszystko co mnie ciekawi i muszę coraz uważniej i mądrzej nim gospodarować (co mi się prawie w ogóle jak do tej pory nie udaje).

    OdpowiedzUsuń
  8. Przeeeżyyyłam :) Nawet nie usłyszałam żadnych pogróżek - co śmieszniejsze - nawet się podobało :) A tak swoją drogą jest to dla mnie kolejny fenomen... - mam stylistycznie hybrydycznych znajomych :) I Sucker Punch im się podobał i "Młyn i krzyż"... - chociaż może po prostu nie chcieli mi robić przykrości? :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Gertrudo Stein, piszesz bardzo ciekawie. Chętnie poznam twoje zdanie na temat adaptacji filmowych komiksów lub/i roli kobiety w komiksie. jeśli poświecisz którejś z tych kwestii miejsce na swoim blogu (a może już poświęciłaś tylko ja nie zauważyłem) to daj znać. (nibydyby@o2.pl)

    OdpowiedzUsuń
  10. Witaj Anonimowy,
    jeśli chodzi o filmowe adaptacje komiksów, to pisałam jedynie o "Jeżu Jerzym" tutaj:

    http://instytutbenjamenta.blogspot.com/2011/03/jez-jerzy-z-podtekstem-erotycznym.html

    Od komiksów zawsze wolałam książki, więc niestety nie jest to moja bajka ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. trelemorele... ładne laski, ładne efekty... brak fabuły. nie wiem czy kojarzycie akcje typu comicscon czy też inne tego typu zloty fanów: gier, komiksów, mang, wojen gwiezdnych. tam też chodzą takie ładne panie, często w fantazyjnych kreacjach. właśnie w taki sposób odbierałem ten film, jako nieco bardziej rozbudowana promocja z ładnymi hostessami + profesionalna postprodukcja - za furę zielonych. nie wiem tylko co właściwie promowały: siebie? grafików komputerowych, nowy lubrykant?

    OdpowiedzUsuń