poniedziałek, 30 maja 2011

Sex w Brnie



Świetny dramat podszyty subtelnym humorem, jakim tylko Czesi potrafią się posługiwać. Cytując program telewizyjny, którego akcja rozpoczyna film - każdej nocy w Brnie 150 tysięcy osób (chociaż należy od tej liczby odliczyć emerytów i buddystów) uprawia seks. Szybko jednak te dane zostają zweryfikowane za sprawą przedstawionych w filmie bohaterów - reprezentantów tychże 150 tysięcy. 




Standa (Jan Budar) jest lekko opóźniony w rozwoju, ma 178 centymetrów wzrostu i waży 75 kilo. Kiedyś miał plan, by pilnie się uczyć - chciał zostać ogrodnikiem, jednak odkrycie nieobecności kaktusów na szkolnym wyposażeniu sprawiło, że czym prędzej porzucił edukację. Jego jedynym powiernikiem i przyjacielem jest brat. Standa jest szaleńczo zakochany w Olince (Katerina Holanova) - może niezbyt urodziwej dziewczynie, ale za to o złotym sercu. Koleżanki z kamienicy wprowadzają Olinkę w "te sprawy", opowiadają o straszliwych i traumatycznych doświadczeniach związanych z pierwszym razem, zaś "lekcje" Stanislava Pichlika sprowadzają się do założenia prezerwatywy na mini-bagietkę. W pobocznych wątkach przedstawiono m.in. kobietę, która zawsze trafia na nieodpowiednich mężczyzn (obecnie jest w związku z masochistą), ekspertkę od spraw damsko-męskich, posługującą się pustymi teoriami, które nijak się mają do realnego życia, niespełnionego aktora, który od 20 lat tkwi w małżeństwie, z którego nie jest zadowolony.
Wszyscy spędzają noc pod jednym dachem kamienicy, wszyscy dążą do spełnienia w miłości. Jednak pod "miłością" kryją się różne znaczenia - dla niektórych jest to sposób na samotność, inni przez "miłość" rozumieją satysfakcję seksualną, jeszcze inni chcą cierpieć fizycznie w imię "miłości", koleżanka głównej bohaterki rozpatruje wielkość uczucia przez pryzmat wielkości członka mężczyzny, a dla Olinki i Standy "miłość" jest tym "pierwszym razem", który ma przypieczętować listowną znajomość. 


Seksu w Brnie nie ma, a przynajmniej nie ma go w takiej postaci, w jakiej moglibyśmy się spodziewać po czołówce. Każdej nocy w Brnie 150 tysięcy osób uprawia seks - może, ale jest to zjawisko beznamiętne, wyzute z erotyzmu,wręcz fizjologiczne. Seks jest sposobem na towarzystwo w nocy (na jakiekolwiek towarzystwo bądź np. lepsze od żony). Ludzie mają swoje problemy, a każdy - nawet najmniejszy szczegół odbija się na ich pożyciu. Nie są w stanie być spontaniczni, nie umieją ze sobą rozmawiać, nie potrafią się wzajemnie słuchać. Jedynie Olinka i Standa wychodzą na prostą i może im uda się przełamać berneńską "złą passę"...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz