niedziela, 29 maja 2011

Dyktatura obrazu - medialny konkurs piękności

© NinaMalyna - Fotolia.com




- Dlaczego chcesz zostać veline?

- Ponieważ chcę wyjść za mąż za piłkarza...







Silvio Berlusconi przelał na grunt telewizji wszystkie swoje fantazje o świecie kolorowym, przepełnionym erotyzmem i wieczną zabawą. Od pierwszego kontrowersyjnego programu-teleturnieju (quizu), jaki pojawił się we włoskiej telewizji minęło 35 lat. W studiu padały pytania - telewidzowie dzwonili, a z każdą poprawną odpowiedzią modelka zrzucała kolejną część garderoby. Program był emitowany późnym wieczorem i wywołał falę protestów - nie tyle ze względu na prezentowaną nagość na ekranie, a względy ekonomiczne (robotnicy zasypiali do pracy...). Wtedy jeszcze kobieta rozbierała się do bielizny (biustonosza, majtek i pończoch) - w dzisiejszej wersji może, co najwyżej, pozostać w stringach. Berlusconi posiada monopol zarówno na władzę jak i przemysł medialny. Jeśli ma wygłosić przemówienie, bądź udzielić wywiadu - inne kanały kończą swoje programy wcześniej, by telewidz zdążył przełączyć na "preferowany kanał". Według badań opinii publicznej w 2009 roku cieszył się 75% poparciem - to utwierdziło go w przekonaniu, że jest najbardziej kochanym politykiem na świecie. Włochy pod względem wolności słowa plasują się na 77 miejscu. Berlusconi jest właścicielem firmy Mediaset, która kontroluje trzy z siedmiu najważniejszych włoskich stacji telewizyjnych. Niebywały jest fakt, że 80% społeczeństwa czerpie informacje o świecie jedynie za sprawą zdominowanej przez "imperatora" telewizji. Berlusconi stworzył "bezwstydne medialne śmietnisko", w którym czuje się jak ryba w wodzie. Feerią barw i przepychem przyciąga ludzi, którzy chcą mieć udział w wielkim show. Występ w telewizji jest bezpośrednio sprzężony ze sławą, pieniędzmi, tabunami kobiet (w przypadku mężczyzn), bogatym zamążpójściem (w przypadku kobiet). Zaistnienie nie polega jednak na "ujawnieniu talentu", na staniu się autorytetem w jakiejś dziedzinie czy ekspertem. Chodzi o wszechobecne "uwielbienie piękna". To przypomina telewizyjny odpowiednik kina białych telefonów - filmów programowo banalnych i "apolitycznych", dziejących się w wyższych sferach i konsekwentnie obrażających widza, którego nie traktowały jako osobę myślącą. "Kino papy" przeobraziło się w telewizyjne, lekkostrawne show, w którym podziwiamy aktorów, celebrytów i zwykłych uczestników a nie to, co sobą reprezentują. Veronica Lario, była żona Silvia Berlusconiego, zapytana w wywiadzie (2009) o pogląd na temat kontrowersyjnych kandydatek do Parlamentu Europejskiego na listach Ludu Wolności, nazwała zaistniałą sytuację rozrywką imperatora, bezwstydnym medialnym śmietniskiem. Ja i moje dzieci jesteśmy ofiarami tej sytuacji. Musimy ją znosić i bardzo cierpimy - dodała (źródło). Przypomnijmy - na listach do Parlamentu Europejskiego pojawiła się m.in. aktorka popularnego miniserialu telewizyjnego, aktorka z opery mydlanej, uczestniczka trzeciej edycji włoskiego Big Brothera, spikerka telewizyjna. Nic więc dziwnego, że w przekonaniu młodych Włoszek występ w telewizji wiąże się z szansą na zrobienie wielkiej kariery - czy to tej zwykłej - "celebryckiej" czy politycznej. Berlusconi wyszedł z prostego założenia - dobry program powinien "się opierać" na pięknej kobiecie, najlepiej uśmiechniętej seksbombie, która podkreśla swoje atuty kusym strojem i kokieteryjnie trzepocze rzęsami, tym samym wabiąc "samca" przed odbiornikiem. Na fali takiego "nurtu" pojawiły się w latach 80-tych we włoskiej telewizji veline.

Veline początkowo były kojarzone z programem emitowanym od 1987 roku - Striscia la notizia, gdzie występowały w charakterze "pomocnic" prezenterów - ich asysta sprowadzała się jednak do dobrej prezencji (czyt. ładnej buzi i skąpego ubioru). Zadaniem głównym dziewcząt było stanowienie atrakcyjnego tła - nie odzywały się, co najwyżej wdzięcznie poruszały biodrami lub tańczyły.

Skąd wzięła się nazwa? "Velina" to papier welinowy, bibułka, przebitka, kopia lub odbitka pisma maszynowego.Otóż w okresie reżimu faszystowskiego we Włoszech była to forma cenzury dziennikarskiej; na takich cienkich bibułkach (nadających sie do wielokrotnego kopiowania) drukowano oficjalne informacje i dyspozycje reżimu, które miały się pojawić w prasie poważnie ograniczając wolność słowa. Pojawił się nawet czasownik "velinare", czyli dostarczać informacje zgodnie z zarządzeniami władz. (...) Po wojnie stopniowo zaniknął wymiar polityczny tego terminu i odnosił się już do każdej nowości dziennikarskiej uzyskanej przez agencje prasowe. (...) W programie „Striscia la notizia”, autorstwa A. Ricci, początkowo tańczące asystentki pojawiały się dostarczając karteczki z „nowinkami” dziennikarskimi. Ta forma prezentacji z czasem zanikła pozostawiając jedynie seksowne vallette o symbolicznej nazwie „veline”, która, jak wiemy, nabrała stopniowo zupełnie innego zabarwienia semantycznego. (źródło)  

typowy występ Veline

Kiedyś veline (czyli bibułki) były oficjalną faszystowską wykładnią wydarzeń dnia, dzisiaj są synonimem dyletantek, które za sprawą zgrabnych sylwetek i wypielęgnowanych ciał chcą zaistnieć w show-biznesie. Nikt nie wymaga od nich wiedzy, profesjonalizmu w danej dziedzinie, poprawnej dykcji - wystarczy prezencja. Veline co roku  wyłaniane są w specjalnym programie-konkursie. Programy z ich udziałem propagują instrumentalne i przedmiotowe traktowanie kobiet, a wszechobecna erotyka sprowadza je do roli męskiego fantazmatu.


Berlusconi od początku wiedział jaka siła drzemie w kobiecym ciele i seksualności, która jest z tym ciałem sprzężona. Tworzona przez niego telewizja to przede wszystkim rozrywka:  Ta telewizja jest jak nasz premier – mówi jedna z bohaterek filmu. On kocha życie, piękne przedmioty, a przede wszystkim uwielbia się dobrze bawić. Od nazwiska premiera powstał termin berlusconismo, który jest synonimem braku jakichkolwiek wartości moralnych. Berlusconi wiedział, czego potrzeba "zwykłemu Włochowi" i co najbardziej przykuje jego uwagę. Berlusconi nie jest skromnym człowiekiem: „Wszystkie projekty, które realizuję w życiu to przejaw mojej ambicji. Wszystkie! Buduje miasto dla 4 tys. mieszkańców i co słyszę?  - To niemożliwe! A mimo to udało mi się zbudować miasto dla 12 tys. i dla 18 tys.! Powiedziałem, że "Mondatori" będzie największym wydawnictwem w kraju – i jest. Mówiłem, że AC Milan będzie najlepszą drużyną na świecie – zrobione, że założę partię i będziemy rządzić – dokonaliśmy tego w trzy miesiące. Więc pozwólcie mi napawać się dumą i powiedzcie, kto we Włoszech odniósł większy sukces niż obecny premier Silvio Berlusconi?! No powiedzcie!”. Berlusconi od początku wiedział jak wykorzystać potęgę mediów, którymi władał. Przykładem może być chociażby ten spot wyborczy, stanowiący "karaoke dla widzów":


Z wielkim zaciekawieniem obejrzałam Wideokrację, która to prezentuje - cytując twórcę dokumentu Erika Gandiniego -  jak za pomocą cycków i dupy można zniszczyć demokrację. Wielkość medialnego imperium nie idzie jednak w parze z jakością. W filmie prezentowane są nam cztery postacie - młody Riccardo Canevali chce połączyć karate z karierą muzyczną i pragnie być reklamowany jako "włoski van Damme" (z wielką szczerością stwierdza, że ewentualnie raz mógłby iść z kimś znaczącym do łóżka, jeśliby mu to pomogło w karierze), Fabrizio Corona jako "współczesny Robin Hood" (mówi, że kradnie bogatym i... zostawia sobie), Lele Mora (od niego zależy kto zrobi karierę) oraz sam "wielki król mediokracji"  - Silvio Berlusconi. Wideokracja ukazuje oblicze włoskiego show-biznesu. Nie jest on zaskoczeniem dla osób, które oglądają włoską telewizję, ale dla mnie rzeczywistość w nim prezentowana wydaje się jednak nieco szokująca. (...) wniosek, jaki płynie z filmu Gandiniego, jest prosty: Berlusconi zarządza zarówno zbiorową wyobraźnią ziomków, jak ich najbardziej żywotnymi sprawami egzystencjalnymi. Jest wszechwładny – dysponując telewizją, może kształtować swój wizerunek, wpływając w ten sposób na wybory polityczne (ale i estetyczne) Włochów. (źródło)

 
Wideokracja zdobyła w 2009 roku nagrodę dla Najlepszego Dokumentu podczas Toronto Film Festival oraz Nagrodę Specjalną Jury na Sheffield Film Festival.

2 komentarze:

  1. Oj, mam ten film, zakupiłam go w pięknym pakieciku sześciu filmów dokumentalnych. Pełna mobilizacja teraz, żeby go jak najszybciej zobaczyć. Pewnie nie dowiem sie wiele nowego o potędze mediów i o głupio-mądrym Berlusconim, ale myślę, że tak jak ty, przekonam się, że co innego jest wiedzieć, a co innego zobaczyć, jak to wygląda w praktyce.
    Jest takie powiedzenie, że idioci rządzą idiotami, coś w tym musi być, skoro piekny Silvio nie poprzestał na jednej kadencji. Jeśli do siły seksu, dochodzi także siła pieniądza, jaką włada SB, to to jest dopiero moc, nawet największa mądrość, może jej ulec.

    OdpowiedzUsuń
  2. Będąc u rodziny w Neapolu dość często natrafiałam w tv na "veline", początkowo tłumaczyłam sobie to tym, że jest już późna pora i być może jest to odpowiednik naszych głupawych nocnych teleturniejów w stylu "Dziewczyn w bikini". Później Dora z Ugiem wytłumaczyli mi, że pora dnia nie ma znaczenia i nagość jest na porządku dziennym. Aż taka "kulturowa przepaść" między Polską a Włochami jest zadziwiająca. Jak dobrze, że u nas obnażone biusty tylko w erotykach...

    OdpowiedzUsuń