wtorek, 5 kwietnia 2011

O stereotypach w kinie słów kilka

Marlena Dietrich jako Amy Jolly (Maroko)
Jak twierdził Panofsky - wczesne kino posługiwało się prymitywną stereotypizacją, która została stworzona (podobnie jak ikonografia) w celu praktycznym. W momencie, w którym kino raczkowało, filmy musiały charakteryzować się pewną dozą dosłowności i dostarczyć środków, dzięki którym publiczność zrozumiałaby prezentowaną na ekranie opowieść. Stała ikonografia miała być pomocą w rozszyfrowaniu wątków występujących w fabule i poniekąd (jako szczególny rodzaj znaku) przyczyniła się do stereotypizacji w ogóle. Panofsky mówi o tego typu konwencji w kategorii filmu, jednak - zarówno ikonografię jak i stereotypizację – można w prostej linii przenieść na grunt reklamy {ale o tym w następnym poście :-)}


Należy zauważyć, że postacie męskie (ze względu na umiejscowienie ich w historii) są bardziej zróżnicowane, kobiety – jako „twory” ahistoryczne są prezentowane niczym archetypy. Ich „wieczność”  i „niezmienność” wynika z założeń ideologii dominującej z jej standardami wartości nadrzędnych. Swego rodzaju mit (rozumiany jako forma mowy lub dyskursu) reprezentuje sposób, w jaki kobiety są w kinie przedstawiane. Jest nośnikiem ideologii seksizmu, a jak wiadomo wszelka ideologia (ze swej natury) jest niewidoczna (intuicyjnie wiemy, że istnieje, chociaż nie możemy wskazać jej źródła). Gdy seksizm zostaje zdemaskowany i wychodzi na światło dzienne, mit znika a samo przedstawienie zaczyna funkcjonować jako „naturalne”. Natura mitu polega na zastąpieniu dotychczasowego sensu znaku innym znaczeniem, które zdaje się być w konsekwencji naturalnym. 

Postacie kobiece w kinie hollywoodzkim nie są kobietami z krwi i kości, a ich reprezentacją – symbolem. Kobieta w filmie nie była przedstawiana  jako autonomiczna jednostka, a jako ktoś, kto pełnił pewną funkcję (służebną) względem mężczyzny.  Laura Mulvey wskazywała na fetyszystyczny obraz kobiety, który odnosi się do męskiego narcyzmu i - za sprawą przemieszczenia -  jest personifikacją męskiego fallusa. 

Kobieta jako taka nie istnieje, jest podporządkowana prawu prawdopodobieństwa, dzięki któremu (my-widzowie) wierzymy w obraz. To właśnie prawo prawdopodobieństwa determinuje wrażenie realizmu i w kinie jest odpowiedzialne za represję obrazu kobiety i celebrowanie jej nie-istnienia.   

Na przykładzie Maroka Sternberga można wyprowadzić, zamiast prostej dychotomii kobieta – mężczyzna, opozycję mężczyzna – nie-mężczyzna. Postać kobieca, grana przez Marlenę Dietrich, prezentuje to zjawisko dosłownie za sprawą ubioru. Hollywoodzki star system sprawił, że kobieta stała się źródłem fałszywych, alienujących marzeń



[na podstawie fragmentów: Claire Johnson, Kino kobiece jako kino buntu]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz