wtorek, 19 kwietnia 2011

Najgorszy post wszechczasów

Kadr z "klipu" - źródło
Jak wypromować niszowego twórcę? Jak sprawić, by awangarda weszła do mainstreamu? ...No dobrze, z tym drugim pytaniem przegięłam, bo logicznie myśląc: gdyby awangarda zyskała masowych fanów, to przecież przestałaby być awangardą... A awangardy unicestwić nie chcę - zwłaszcza w ten sposób. 


Ale do rzeczy: mam wrażenie, że w 90% przypadków, kiedy mamy do wyboru link z czymś, co jest "najgorsze" i coś, co jest "najlepsze" - klikamy na ten pierwszy opis. Ciekawość jest zapewne kluczem, który z łatwością zagadkę może rozwikłać, jednak można ten wytrych również do drugiej opcji zastosować... Więc co? Co nami kieruje? Myślę, że to samo, co w przypadku "śmiesznych filmików" na YouTubie - chcemy się pośmiać, popatrzeć na niedorajdów, którzy próbują coś zrobić, co zakrawałoby o "profesjonalny wykon". Nie ważne, czy zrobilibyśmy to lepiej, czy w ogóle podjęlibyśmy się takiego czy innego zadania - ktoś się przewróci, ktoś nie trafi do celu, ktoś się przestraszy, pośliźnie itd. - ważne, żeby było zabawnie. 

Różnego rodzaju "gwiazdy internetu", które obecnie komentują na swoich wideo-blogach rzeczywistość - ze szczególnym naciskiem na polski show-biznes, stały się kimś na kształt celebrytów. Ostatnio nawet słyszałam o pomyśle na stworzenie edycji Big Brothera z ich udziałem... Wystąpiłaby lekko wulgarna acz osobliwa Pani Basia, wesoły ekshibicjonista i domorosły piosenkarz Gracjan Roztocki, fan Dody - Luntek, Mateusz Osiecki, Piguła z Gdyni... (- szczerze mówiąc, reszty nie doczytałam). Wynika z tego, że lubimy powoływać się na "domorosłe autorytety" w danej dziedzinie i lubimy oglądać tego typu freaków. Nie twierdzę, że są to "postacie opiniotwórcze", ale jednak coś nas do nich musi przyciągać - jeśli nie ich wiedza lub ciekawe spostrzeżenia, to co? Może zostawię to pytanie bez odpowiedzi.

Czytając newsy na tvn24 natrafiłam na "najgorszą piosenkę świata" - Rebecca Black, Friday. Cytując fragment artykułu: 13-letnia Rebecca Black pokonała kolejny rekord YouTube'a – jej hit "Friday" obejrzano już ponad 100 milionów razy. Tym samym "najgorsza piosenka wszech czasów", jak nazywają ją media, to jeden z 43 filmów, które tego dokonały w historii portalu. "To wygląda na koniec świata" - napisał jeden z internautów. Jak ogłosił magazyn "Billboard", amerykańska nastolatka prześcignęła swojego idola Justina Biebera i jego najnowszy teledysk "Pray" oraz "Born This Way" Lady Gagi, który sama piosenkarka zapowiadała jako "najlepsze dzieło dziesięciolecia".


Stąd, swoją drogą niezbyt odkrywczy, wniosek: "najgorsze" przyciąga widzów i słuchaczy jak magnes... Poza tym Rebecca Black, niezrażona milionem negatywnych komentarzy, może pobić swój własny rekord... - zapowiedziała, że nagrywa nową piosenką... tym razem tekst traktował będzie "o pisaniu smsów". 

4 komentarze:

  1. Ja na szczęście nie wpisuję się w nurt czytaczy i oglądaczy wszystkiego. Ograniczam się tylko do kilku blogów o filmach i okołofilmowych. No i do bazgrania na swoich dwóch, oraz na dwóch forach. I jestem taka szczęśliwa. Pamiętam jak kiedyś zachwycano się mozliwościami Youtube, miałam do tego i mam, ciągle sceptyczny stosunek. Zjadaczy czasu mamy aż nadto. Rozumiem, że to poszerza mozliwości, że każdy ma szansę zaitnieć, ale po co, pytam?
    /babka filmowa/

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja również jestem sceptycznie do tego typu youtubowych praktyk nastawiona.

    Za maksymę wzięłam sobie zdanie wypowiedziane w "Social Network" przez Ericę - "raz napisanych słów nie da się wymazać z Internetu".
    I parafrazując - raz wrzucony filmik czy "słitaśna focia" zaczyna w sieci żyć własnym życiem i - prędzej czy później - dostaniemy rykoszetem.

    Swoją drogą - na buszowaniu w sieci spędzam stanowczo zbyt wiele czasu - i mam taką przypadłość, że niedużo trzeba, by mnie zainteresować. Dużo też oglądam na YouTubie - zwłaszcza reklam... - ale są też filmiki, które intrygują... a wołają o pomstę do nieba.

    Najdziwniejsze jest to, że w XXI wieku, kiedy tyle się mówi o "możliwościach internetu" i również zagrożeniach z nim związanych, ludzie wrzucają w sieciowy eter dosłownie wszystko - od seks-kamerkowych kadrów i domowych porno-sesji po tańce, przebieranki, skoki, śpiewy, wypadki, operacje, itd. W domowym zaciszu każdy jest jedyną w swoim rodzaju gwiazdą. Nie wiem czy istnieje internetowy odpowiednik "parcia na szkło" - ale wniosek jeden: większość z nas marzy o sławie.

    Cytując informacje z czołówki RudeTube: "w serwisie znajdują się 32 mln godzin materiału filmowego, a codziennie przybywa ćwierć miliona nowych filmików" - istne szaleństwo.

    OdpowiedzUsuń
  3. No właśnie, z tym wrzucaniem w internet wszystkiego. Potwierdza się teza, że ludzie, w większości, to ciemna masa. A najlepszym tego dowodem jest filmowanie nawet swoich czynów przestepczych, jakieś bicie dziadka, czy napad na sklep, męczenie zwierzat (wiem, ze są takie filmy, z opowiadań, bo sama jak mówiłam, nie buszuje po sieci - nie to pokolenie). Żal mi tych ludzi, mają takie niskie mniemanie o sobie, a przy tym wielką potrzebę bycia kimś, a na dodatek tak dużo czasu, z którym nie wiedzą co zrobić.
    babka filmowa

    OdpowiedzUsuń
  4. Masz rację - ja również uważam, że taki pseudo-medialny ekshibicjonizm wynika z niskiego poczucia własnej wartości - jest wręcz próbą dowartościowania się (chociażby za pomocą komentarzy internautów). Dziwne, że tak wiele osób uważa, że - tak jak napisałaś - zostanie KIMŚ jest potrzebą niemal biologiczną.
    Jednak to sformułowanie jest rozumiane na dwóch - zupełnie od siebie różnych płaszczyznach. Jakbyśmy mieszkali na dwóch różnych planetach! Dla nas może to oznaczać bycie świetnym w jakiejś dziedzinie, bycie mistrzem sportu, wirtuozem gitary, świetnym instruktorem tańca; to może być znajomość kinematografii i czeskiej i tej azjatyckiej, bycie na bieżąco z faktami z dziedziny astronomii i/lub biotechnologii. Są jednak ludzie, którzy "bycie kimś" utożsamiają z internetową popularnością. Cóż - smutne.

    OdpowiedzUsuń