środa, 27 kwietnia 2011

Mała refleksja dotycząca współczesności - hybrydyzacja i mcdonaldyzacja społeczeństwa

© olly - Fotolia.com

W dobie globalizacji, która w prostej linii prowadzi do zaniku granic państwowych, kulturowych czy religijnych, kwestia tworzenia dóbr ponadpaństwowych, międzykulturowych oraz międzyreligijnych wysuwa się na plan pierwszy. Coraz większa współzależność poszczególnych państw, integracja różnych - kulturowo odmiennych społeczeństw prowadzi do holistycznego spojrzenia na świat. Z jednej strony, poprzez „kurczenie się” granic państwowych, globalizacja prowadzi do zaniku lokalności i przyczynia się do homogenizacji kultury. W takim wypadku kultura dominująca „wchłania” poszczególne elementy kultur (np. wartości, wzorce, zwyczaje, świadomość, zachowania, modę) będące w jej zasięgu. 

 
W społeczeństwach narasta obecność kulturowych elementów wspólnych oraz zmniejsza się obecność elementów różnicujących. Następuje wypieranie odmienności przez podobieństwa. Za sprawą komercjalizacji świata umasowieniu podlega zarówno kultura materialna jak i duchowa (symboliczna). Obserwujemy wszechobecną mcdonaldyzację, która widoczna jest na wszystkich płaszczyznach życia społecznego. Początkowo wiązała się ona z amerykanizacją, rozumianą przez sposoby działania barów szybkiej obsługi - jednak szybko stała się określeniem kondycji ponowoczesnej kultury. Nie oznacza to jednak, że proces mcdonaldyzacji jest od początku do końca zjawiskiem negatywnym. Zawdzięczamy mu powszechną dostępność towarów i usług, natychmiastowość (poprzez stworzenie obiektów czynnych 24h/dobę 7 dni w tygodniu), zwiększenie równości w społeczeństwie (płeć, rasa, przynależność religijna nie mają znaczenia), poczucie przewidywalności (np. znane nam obiekty, towary, marki pojawiają się bez względu na długość i szerokość geograficzną). To ostatnie daje nam poczucie bezpieczeństwa w nowym miejscu, ale jednocześnie sprawia, że nasza przestrzeń życiowa zostaje niebezpiecznie ujednolicona. Do głosu dochodzi standaryzacja i masowość, które znowuż prowadzą do dehumanizacji społeczeństwa, w którym człowiek jest traktowany niczym towar na taśmie produkcyjnej, a jednostka nic nie znaczy względem ogółu masowych konsumentów. Na przeciwległym biegunie homogenizacji kultury możemy zaobserwować tworzenie się kulturowych hybryd. Kreolizacja nie polega na ujednoliceniu a wykorzystaniu globalnej dyfuzji wzorców zachowań, zwyczajów, uroczystości czy nawet świąt do rozbudowania własnej kultury – wzbogacenia jej o nowe jakości. Asymilacja pewnych elementów wspólnych kulturze globalnej do kultur lokalnych jest głównym wyznacznikiem hybrydyzacji. W tym momencie nie istnieje jeden unifikujący wzorzec – obserwujemy zjawisko swoistego synkretyzmu kulturowego, ideologicznego oraz religijnego.

4 komentarze:

  1. Zgadzam się, globalizacja ma oprócz swych wad, także i zalety. Ja na przykład pokochałam ostatnio Biedronkę, na długo jeszcze przed zakupami prezesa i okrzyknięcia przez niego, że jest to sieć sklepów dla ubogich. Podoba mi się, że w takich sieciowych sklepach są określone produkty, na które zawsze można liczyć. A Biedronka ostatnio edukuje masy w kwestii picia wina, sprowadza sporo włoskich (z innych winnic także), o zupełnie przyzwoitym smaku i cenie. Do tego dorzuca produkty towarzyszące, typu sery długodojrzewające, sery kozie, owcze, oliwki we wszelkich zalewach. A jeśli by ktoś nie zauważył owych, dołącza stosowną broszurę czym poszczególne wina należy "zakąszać". Dba także o produkty regionalne polskie, owe sery dojrzewające długo pochodzą z prywatnych polskich dojrzewalni, są też polskie pyszne kiełbaski, małe salamki, fajny łosoś, pistacje, etc. - jak przyjdzie ochota ruszamy po nie do Biedronki, ona nas nie zawiedzie. I dowodzi, że mozna zadbać zarówno o klienta jak i producenta, także polskiego. Teskt powstał spontanicznie, autor nie jest pracownikiem ani nie ma żadnych udziałów w zyskach,
    bf

    OdpowiedzUsuń
  2. M.in. za sprawą produktów spożywczych dobitnie doświadczamy globalizacji i związanego z nią "kurczenia się" świata.

    W kwestii win preferuję Lidla :-) i "on", podobnie jak pisałaś o Biedronce, również wydaje różnego rodzaju przewodniki po "trunkach świata" w formie broszur - za bardzo przystępną cenę można przenieść się np. do słonecznej Italii. Poza tym jestem zapaloną zjadaczką ichniejszej szynki szwarcwaldzkiej. Oprócz tego co jakiś czas wprowadzany jest np. tydzień kuchni włoskiej, amerykańskiej, azjatyckiej czy meksykańskiej - to również jest wyjściem naprzeciw makdonaldyzacji (-oczywiście w skali mniejszej niż swego czasu wyrastające jak grzyby po deszczu sushi-bary, "asia to go"-ły czy restauracje włoskie bądź meksykańskie).

    Bary mleczne i polska "kuchnia tradycyjna" nadal mają swych zwolenników, natomiast ludzkość bardziej otwarta na nowości i pragnąca urozmaicenia - może próbować potraw z różnych zakątków świata. Powszechny dostęp do zagranicznych towarów sprawia, że wzbogacamy nasze podniebienia o nowe doznania. Tworzymy hybrydy na różnych płaszczyznach, od tych smakowych począwszy :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Oj, tak, Lidl też doceniam, właśnie ze względu na owe tygodnie, ale wina jednak wolę z Biedronki. Szynka szwarcwaldzka również jest w jej ofercie. :)
    Nie jestem ogólnie zwolenniczką próbowania innych smaków, do tej pory nie zjadałam jeszcze ani kawałka sushi, poczekam aż znajdę się w Japonii, może wtedy skosztuję. Najbardziej lubię proste polskie dania, mleko z owsianką, ziemniaki, kaszę z jajkiem etc. i owczywiście naleśniki. Choć nie powiem, że stronię w ogóle od egzotycznych "nowinek" (jakie tam one już teraz nowinki) i tak wczoraj zawinęłam w tortillę łososia + serek tartare + sałata pekińska = wielka pycha! I w dodatku jak szybko przyrządzona> :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam straszliwie bujną "wyobraźnię smakową" - staram się domyślić, jak musi smakować coś, czego nigdy nie jadłam. Zdając sobie sprawę z działania mechanizmów reklamy - zwłaszcza fotografii reklamowej i opisów produktów (które sama często wymyślam), skupiam się na różnego rodzaju konotacjach - włoskości, azjatyckości itd. Zazwyczaj mogę powiedzieć, że "ideał sięgnął bruku" - sajgonki nie smakują jak pyszniutkie miniaturowe naleśniczki z kwintesencją chińskości, a sushi jest po prostu surową rybą z rozgotowanym ryżem i też szału nie ma.

    Po ostatniej mojej kilkumiesięcznej przygodzie z dietą proteinową odkryłam na nowo... ziemniaki! To fascynujące, jak wykluczenie z codziennego odżywiania pewnych pokarmów może zmienić późniejsze nastawienie do nich :) Do chleba nadal mam lekki dystans, ale skrobia zawarta w ziemniakach i kukurydzy do mnie przemawia... :)

    OdpowiedzUsuń