wtorek, 19 kwietnia 2011

JESIENNY BAL, czyli wiwisekcja ludzkiej samotności


Każdy chce być szczęśliwy - nikt co do tego stwierdzenia nie ma wątpliwości.  Co w wypadku, kiedy tak bardzo chcemy, a nic nie wychodzi? Kiedy rozpaczliwie dopominamy się, by ktoś nas zauważył. O, usłysz mój głos - woła postać z obrazu Muncha. Możemy ją utożsamić z każdą z sześciu postaci, występujących w filmie Veiko Õunpuu. Każda z nich zdaje się przedstawiać wcielenie bólu egzystencjalnego i każda z nich jest żywym, podążając dalej za terminologią, opisującą twórczość autora Krzyku -  malarskim portretem duszy. 





W swej wymowie jest to kino bardzo podobne do tego, co reprezentuje Béla Tarr - począwszy od Ogniska zapalnego, Outsidera i Ludzi z prefabrykatów aż po Szatańskie tango (chociaż, prawdę mówiąc w każdym jego filmie przewijają się podobne motywy) - portretuje smutną postkomunistyczną rzeczywistość na Węgrzech, gdzie ludzie nie mają żadnych perspektyw, ich życie powoli zabija monotonia lub, gdy ta ostatnia wkradnie się w okowy związku - samotność. 

Czas spędzany jest na pracy, piciu i jedzeniu, seks sprowadzany jest najczęściej do jednej z funkcji fizjologicznych. Nic się nie dzieje, nic ich w życiu nie czeka. Ludzie mają względem siebie inne oczekiwania, nudzą się sobą, ale też fakt, że nigdy nie wyrwą się z rodzinnej wioski czy miasteczka, sprawia, że trwają w relacjach, które nie mają żadnych fundamentów, nie mają racji bytu. Alkohol jest zatem wybawieniem - złudnym, bo złudnym - ale ważne, że jest. Z tych filmów bije smutek - totalna beznadzieja, które nie zostaje przełamana nawet najmniejszym promieniem nadziei. 

Veiko Õunpuu wchodzi w tą poetykę. Akcja Jesiennego balu toczy się w postsocjalistycznym Lasnamäe. Poznajemy tam sześcioro bohaterów, których losy w pewnym momencie zaczną się krzyżować. Estoński reżyser przedstawia nam pisarza - Matiego - ponieważ odeszła od niego żona, topi swe smutki często zaglądając do butelki. Kolejną postacią jest fryzjer, który wykonuje swój zawód "od zawsze", ma jedynie kilku klientów na dzień, a jego życie sprowadza się do strzyżenia, jedzenia i spania. Żadnej rozrywki, żadnej pasji, żadnej osoby, z którą mógłby wieczorem porozmawiać. Poznaje śliczną rudowłosą dziewczynkę - Lottę - zawsze jak wraca po pracy do domu przechodzi obok przedszkola i przynależnego mu placu zabaw. Lotta jest outsiderem (jeśli oczywiście można użyć takiego stwierdzenia względem kilkuletniej dziewczynki:-)) - niech będzie "przedszkolnym outsiderem" :-) Małomówna, zawsze pod ścianą, taka delikatna - czysta. August zostaje oskarżony o pedofilię, bo okazuje jej taką "dziadkową serdeczność". Laura - matka Lotty - jest jedną z pracownic szeregowych w fabryce, samotnie wychowuje córkę (ojciec jest alkoholikiem) i marzy jej się prawdziwa miłość, rodem z telenoweli, którą codziennie ogląda. Maurer jest architektem, którego "pragnienie czystej formy" jest silniejsze od próśb żony, która chce się wyprowadzić z mieszkania. Po kłótni jego żona nawiązuje romans z Theo, który jest portierem i ma pokaźną listę swych podbojów miłosnych... Między nimi rodzi się nić porozumienia i kiedy już myślimy, że ta para będzie tym "światełkiem w tunelu" - wybranka jego serca wraca do męża. Nieoczekiwanie nadzieję wnosi żona pisarza, która pojawia się w mieszkaniu i, w geście budowania relacji od początku, zaczynają wspólnie sprzątać...


Jesienny bal Veiko Õunpuu otrzymał nagrodę za Najlepszy Film na Festiwalu w Wenecji w 2007 r.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz