wtorek, 19 kwietnia 2011

część pierwsza: ZBRODNICZE ŻYCIE ARCHIBALDA DE LA CRUZ - fabuła

Film pochodzi z okresu meksykańskiego w twórczości Buñuela i zaliczany jest do jednego z arcydzieł tegoż etapu. 

Przynależy do nurtu melodramatów rodzinnych – porusza temat macierzyństwa, kwestię wychowania, wskazuje, że doświadczenia, z jakimi młody człowiek się styka w dzieciństwie są brzemienne w skutkach w jego dorosłym życiu. Traktuje o rodzeniu się uczuć, niespełnionej miłości i urojonej zbrodni, która jest wynikiem kompleksów bohatera i jego specyficznego podejścia do kobiecych postaci. Pożądanie i erotyka stają się tożsame z szeroko pojętym złem i śmiercią.   



Akcja rozgrywa się na trzech temporalnych poziomach – pierwszym z nich jest teraźniejszość, drugim przeszłość, przywoływana za pomocą retrospekcji, trzecim – sceny wizyjne, które istnieją poza rzeczywistym czasem, rozgrywają się w wyobraźni bohatera. Archibald jest przystojnym, zamożnym mężczyzną – interesuje się sztuką, hobbystycznie zajmuje się ceramiką. Od dziecka jego życiem rządzą dziwne zbiegi okoliczności. Bohatera poznajemy w momencie, w którym przebywa w szpitalu – ma zszargane nerwy po śmierci żony, potrzebuje odpoczynku. Leży w łóżku – opiekuje się nim siostra zakonna. Archibald postanawia wyznać jej swoje „grzechy”. Przystępuje do spowiedzi, chociaż piękna kobieta w habicie nie ma ochoty na słuchanie o jego przeszłości. Wspomina swoją młodość: był rozpieszczonym jedynakiem, wychowywanym przez dwie kobiety – matkę i guwernantkę. Ojciec nie poświęcał mu zbyt wiele uwagi – ciężko pracował, by rodzina mogła żyć ponad stan. Archibald, pomimo licznych „chłopięcych zabawek” (koń na biegunach, pociąg, piłka) wolał zabawę w szafie z damskimi ubraniami – przebierał się w stroje swojej matki. Gdy kobieta oznajmia mu, że wychodzi z jego ojcem do teatru – obraża się, nie zgadza i głośno protestuje, wygląda to tak, jakby był o ojca zazdrosny. Matka ucieka się do przekupstwa – jeśli obieca, że będzie grzeczny, dostanie coś, co bardzo lubi. Wychowaniem dziecka zajmuje się niania, matka jest osobą, która mu na wszystko pozwala. Już od najmłodszych lat wiedział, że pieniądze są tym, co zapewni mu poważanie wśród innych. Tłumaczy niani, że rodzice mają pieniądze po to, by je wydawać na jego wychowanie. Jest traktowany niczym mały książę, ma wszystko czego zapragnie. Jego ulubioną zabawką jest pozytywka matki – jest nią zafascynowany. Gdy tylko kobieta wnosi ją do pokoju, chłopiec przerywa jedzenie – wpatruje się błyszczącymi z radości oczami w kręcącą się postać baletnicy. Guwernantkę traktuje tak, jak ojciec matkę – jest oschły, arogancki i uszczypliwy. Matka bardziej przejmuje się zamknięciem teatru niż ludzkim życiem, „niech powieszą tych awanturników” mówi. Od człowieka obcującego ze sztuką wysoką wymaga się szczególnej wrażliwości – tutaj chodzenie do teatru staje się swego rodzaju rytuałem, któremu poddają się ludzie z klasy wyższej. Jest to „modne” spędzanie czasu, ważniejszy jest odpowiedni strój czy biżuteria od tego, na jaką sztukę się wybierają. 


Guwernantka wymyśla na poczekaniu bajkę o pozytywce – widać wiarę dziecka w prawdomówność i nieomylność matki – skoro mama powiedziała, że pozytywka należała do króla, tak musiało być. Gani za to nianię, która musi sprostować swoją wypowiedź: początkowo pozytywka należała do bóstwa, które zamieszkiwało powietrze, wodę i ogień. Król, chcąc pozbyć się swoich przeciwników, zamówił u bóstwa pozytywkę – miała ona moc uśmiercania wrogów. Minister doniósł władcy o prawdopodobnym spisku jego żony – gdy ten uruchomił pozytywkę, królowa zginęła. Bajeczka na dobranoc zmienia się w historię o zbrodni. Archibald, już jako dziecko, nauczył się, że kobiecie nie należy ufać – jest podstępna, nieprzewidywalna, niezdolna do prawdziwej – czystej miłości. Ta opowieść zamiast przerazić - fascynuje go. Wpatruje się w baletnicę, wsłuchuje w muzykę. Pod ich domem słychać strzały – guwernantka podchodzi do okna, by sprawdzić, co się dzieje. Pada martwa. W wyobraźni chłopca rodzi się wizja pana i władcy ludzkiego życia. Skoro pozytywka jest w jego posiadaniu, to teraz on jest królem i może unicestwić swych wrogów. W jego mniemaniu, pierwszą ofiarą była niania – zabił wtedy po raz pierwszy. Uruchomił pozytywkę, jak sam dodaje – na próbę, okazało się, że jest w stanie zabić. Niania, przez to, że zostało jej powierzone wychowanie dziecka, momentami była dla niego surowa, karciła go – to jeszcze wzmogło w Archibaldzie przekonanie o tym, że jego pozytywka zabija osoby mu nieprzychylne. Niania, w porównaniu z matką chłopca, nie wypada zbyt korzystnie – była jej przeciwieństwem. Zarówno jeśli chodzi o wygląd zewnętrzny jak i charakter. Matka – wysoka, szczupła blondynka, ubrana w klasyczną małą-czarną, z ciągłym uśmiechem na twarzy i dobrotliwym spojrzeniem. 


Guwernantka była jej przeciwieństwem – począwszy od stylu ubierania się (który po części warunkowany był jej zawodem), przez kolor włosów, po surowe, karcące spojrzenie niezadowolonej z podopiecznego nauczycielki. Jej śmierć sprawiła mu „chorobliwą satysfakcję” – patrzył, zdziwiony i uśmiechnięty zarazem, na jej martwe ciało. Po raz pierwszy widzi krew, pierwszy raz patrzy na odsłonięte, kobiece nogi – przeżywa w ten sposób inicjację, wchodzi w świat kobiecej cielesności, erotyki. Ma poczucie wszechwładzy, boskiej mocy, która w ciągu kilku sekund jest w stanie zabrać człowiekowi to, co ma najcenniejszego. Jego powierniczka mu nie wierzy – pyta: „Bawi pana udawanie złego?”. Wierzy w naturalne dobro, nie może pojąć, że dziecko mogłoby doprowadzić do zbrodni. Siostra zakonna, jako przedstawicielka kościoła, nie tylko mu nie wierzy, ale nawet nie chce go do końca wysłuchać. To doprowadza mężczyznę do wściekłości. Nie znajduje w niej oparcia, wręcz przeciwnie – wydaje mu się, że ta kobieta nim gardzi, zarzuca mu bujną fantazję i wskazuje na fakt, że czas zniekształca wspomnienia. Potrzebował kogoś, kto byłby w stanie go zrozumieć – a przynajmniej – wysłuchać. Tego pewnie się spodziewał po przedstawicielce sacrum. Zamiast próby zrozumienia otrzymuje obojętność. Siostra nie chce wysłuchać dalszego ciągu historii. Nawet nie stara się z nim porozmawiać, klasyfikuje jego wspomnienia jako „wstrętne”. Za pomocą postaci siostry zakonnej Buñuel krytykuje osoby duchowne, kler. Teoretycznie powinny być to osoby otwarte na drugiego człowieka, chętne do pomocy, potrafiące słuchać – w praktyce jest odwrotnie. Każdy zajmuje się swoimi sprawami, nie chce słuchać nic nie znaczących historii obcych ludzi. „Był pan niewinny jak wszystkie dzieci” – mówi siostra i wychodzi, by przynieść mu lekarstwa. W tym czasie, człowiek, który, jak sam stwierdza, „nie ma nic ze świętego” szykuje narzędzie zbrodni – oczom widza ukazuje się kolekcja scyzoryków, które pacjent ukrywa w nocnej szafce przy łóżku. Zamyka drzwi, by jego ofiara nie mogła uciec. Zadaje pytania odnośnie wiary – „Czy zawsze żyje siostra z Panem Bogiem w zgodzie?”. Śmierć zostaje potraktowana jako wybawienie, „rozkosz”, „początek wiecznego szczęścia” – Archibald może ją uszczęśliwić. Kobiecie udaje się wydostać z pokoju. Wybiega na korytarz, próbuje się dostać do windy. Okazuje się, że drzwi do szybu windy były otwarte, ginie w wyniku nieszczęśliwego wypadku. W następnej scenie widzimy rozmowę między sędzią a dyrektorem szpitala – uznają śledztwo za zakończone – wskazują na to, że był to „nieszczęśliwy wypadek”. 


Do sędziego zgłasza się Archibald de la Cruz – dyrektor szpitala określa go jako przeciętnego, normalnego, choć małomównego człowieka. Jak się za chwilę okaże, Archibald nie jest osobą małomówną – nie miał do tej pory osoby, która chciałaby go wysłuchać (siostra za swoją ignorancję zapłaciła życiem). Oznajmia sędziemu, że wie wszystko o śmierci siostry – najważniejszy jest fakt, iż nie był to wypadek a zbrodnia. Tym samym przyznaje się do morderstwa – zabił umyślnie i nie była jego pierwszą ofiarą. Sędzia patrzy na niego podejrzliwie, ale postanawia go wysłuchać, pan Gomez ma spisać jego zeznania. Archibald zaczyna od pytania: „lubi pan pozytywki?”. To przenosi nas w świat jego wspomnień – widzimy wnętrze antykwariatu i naszego bohatera oglądającego biżuterię. Obok niego para – starszy mężczyzna i kobieta - oglądają pozytywki – sprzedawca nakręca jedną z nich, by zachęcić klientów do kupna. Okazuje się, że jest to utracona własność Archibalda – podczas Rewolucji Hiszpańskiej jego dom został splądrowany. Kobieta odstępuje od kupna, gdyż uważa, że wspomnienia należy szanować. Dzięki niej pozytywka trafia w ręce pierwotnego właściciela. Archibald uchodzi za uczciwego klienta, porządnego człowieka, więc sprzedawca zamiast gotówki przyjmuje czek. Pracownik antykwariatu stwierdza: „Lepszy bogaty łajdak od uczciwego biedaka”, co wskazuje, że nie ważne jakim jest się człowiekiem, kiedy ma się pieniądze. Archibald wraca do domu, wita się ze służbą – jest serdecznym człowiekiem, nie wywyższa się, traktuje ich z życzliwością. Gdy zostaje sam na sam z pozytywką – uruchamia ją, wpatruje się w nią tym samym wzrokiem, jakim kiedyś podziwiał ją jako dziecko. 


Goli się, gdy dźwięk milknie – zacina się. Na jego palcu pojawia się krew. Słyszymy zmodyfikowany muzyczny temat, a ekran w dosłowny sposób zalewa się krwią. W pamięci przywołuje obraz zastrzelonej guwernantki – widzimy leżącą kobietę, z rany wypływa krew. Ten obraz po chwili zmienia się w scenę wizyjną – kadr zalewa krew, począwszy od nóg bohaterki. Widzimy bohaterkę z perspektywy mordercy, który stoi za oknem, po szybie - niczym stróżka deszczu - spływa krew. Ten sen na jawie przerwany zostaje przez wejście służącego – przynosi wazę, o którą go prosił. Ma to być prezent dla jego przyszłej narzeczonej, do której jest umówiony na herbatę. Pod jej domem spotyka atrakcyjną, pewną siebie i swoich wdzięków kobietę. Particia przypomina mu, że spotkali się u Grubego przy ruletce i jeśli chce się z nią widzieć, to niech w to miejsce przyjdzie wieczorem. Następnie kpi z niego wsiadając do samochodu, „podobają się panu moje nogi?”, śmieje się. Archibald zawstydzony idzie przed siebie trzymając w ręku prezent dla ukochanej. Słyszymy znajomą melodię, co może wskazywać na zamiary bohatera względem wyzwolonej, szydzącej z niego kobiety. Archibald wchodzi do domu. Jego ukochana rozmawia z kochankiem – żonatym architektem – Alejandro. Matka dziewczyny prosi go, by wyszedł – nie chce skandalu, poza tym dwaj panowie za sobą nie przepadają – oboje rywalizują o względy Carlotty. 

Kaplica stanowi zarówno miejsce święte, gdzie dziewczyna modli się przed figurą Matki Boskiej, jak i  potajemne miejsce jej schadzek z kochankiem. Wazę, którą dostała od Archibalda stawia na ołtarzu – „nie ma lepszego miejsca” twierdzi mężczyzna. Mówi o panującym w kaplicy spokoju, „to inny świat” – Archibald nabiera ochoty na zwierzenia. Mówi, że coś dziwnego wzbudziło w nim zapomniane uczucia – nie chce jej wyjawić o co chodzi, bo nie wie, czy byłby w stanie to jej wytłumaczyć. Ona chce mu pomóc w jakiś sposób, wierzy, że jeśli powie jej co go trapi, to wspólnie znajdą wyjście z tej sytuacji. 

Archibald uważa ją za ideał kobiecości, stwierdza: „Twoja czystość może mnie uratować”. Ale przestrzega ją przed samym sobą, mówi, że nie jest taki jak inni. Nie chce jej narażać, mówi, że boi się swoich pragnień. Czasami chciałby być świętym, innym razem wydaje mu się, że mógłby dopuścić się zbrodni i tym samym zostać przestępcą. Kobieta nie wierzy w jego złą naturę, uspokaja go, że takie myśli są wynikiem jego samotności. Proponuje częstsze spotkania. Rozmowę przerywa im matka, która wymyśla pretekst, by pozbyć się adoratora – chrzestna Carlotty jest bardzo chora i muszą ją odwiedzić. Archibald wydaje się być szczerze zatroskany zaistniałą sytuacją  - Carlotta odprowadza go do drzwi i obiecuje do niego zdzwonić. Mężczyzna postanawia wstąpić do niedawno otwartego lokalu Grubego na ruletkę. Patricia nie ma szczęścia – cały czas przegrywa. Bierze kolejną pulę pieniędzy od swojego kochanka, który sponsoruje jej zachcianki. Patricia jest przeciwieństwem Carlotty – widać to w jej sposobie zachowania, poruszania się – jest pewna siebie, świadoma własnych potrzeb, momentami wyuzdana i prowokacyjna. Ubiera się w stroje odkrywające jej długie nogi, wydekoltowane, eleganckie sukienki podkreślające jej kształty. Lubi błyskotki – kolczyki, broszki, naszyjniki, bransoletki, pierścionki. Jej zamiłowanie do przepychu nie idzie w parze z klasą, czy kulturą osobistą. Widać, że jest osobą, którą można zaliczyć do społeczeństwa nowobogackiego, choć sama nie posiada majątku, ma „zmysł do interesów” – związała się ze starszym od siebie mężczyzną, który jest o nią chorobliwie zazdrosny, ale spełnia jej wszystkie zachcianki, zabiera na salony, kupuje drogie prezenty. Przez jego uległość kobieta go nie szanuje, nie uważa go za mężczyznę, który jest jej godzien. Poniża go, obraża, w jednej ze scen pokazuje mu język. Przy ruletce jej nieodłącznym atrybutem jest papieros na długiej fifce. Konstrukcja postaci przypomina kobietę fatalną, która „wodzi mężczyzn na pokuszenie”. Jest uosobieniem demona zmysłów (tak jak tytułowa bohaterka „Zuzanny”). Siedzi przy stole i flirtuje z mężczyznami, opowiada o swoich nowych butach kupionych w Paryżu, przy wszystkich pyta partnera ile za nie zapłacił. Zachwala je, mówi, że „są mięciutkie, ale mają jakąś wadę”. Pantofelek stawia na stole i wprowadza w zakłopotanie siedzącego obok mężczyznę, pytając, czy „zachowa pan mój pantofel na pamiątkę?”. Takie „wspólne biesiadowanie” przy stole budzi skojarzenia z Ostatnią Wieczerzą – zamiast spożywania posiłku mamy grę o pieniądze. Kiedy Willy odmawia uczestnictwa w dalszej grze (tzn. kiedy nie chce dać pieniędzy Patricii), kobieta wpada w furię, bez żadnego skrępowania prosi Archibalda o pożyczkę. Jej kochanek utrudnia jej to mówiąc, że już skończyła grać. Archibald żartuje ze znajomym na jej temat, mówi: „chętnie bym ją zamordował”. Między Patricią a Willym dochodzi do kłótni o pieniądze – mężczyzna ma dosyć bycia pośmiewiskiem, uważa, że wydawanie pieniędzy w taki sposób jest bez sensu, a ona zachowuje się jak dziwka. Patricia nazywa go skąpcem i deklaruje, że odejdzie z pierwszym lepszym. Archibald przysłuchuje się tej ostrej wymianie zdań, postanawia wyjść za nią na zewnątrz. Obserwuje ją z ukrycia, jego postać filmowana jest przez kraty bramy wjazdowej. Ma zamiar ją śledzić, ale Patricia miała wypadek tuż pod lokalem z ruletką. Rozbiła samochód starszego od niej partnera, a sama zraniła się w kolano. Po raz kolejny widzimy jej nogi – rozmasowuje bolące miejsce siedząc na murku. Archibald przysiada się do niej i wprasza do domu. Podczas podróży ucinają sobie pogawędkę o sensie istnienia – kobieta zwierza mu się: „czasem myślę, że nie warto  żyć”, mówi, że jej życie jest jednym wielkim zgorszeniem - każdy ma swoje tajemnice, które powinny pozostać w ukryciu. Archibald wypytuje ją o to, czy mieszka z kochankiem, czy ma służbę – kiedy okazuje się, że będą mogli być sami, oznajmia, że musi wstąpić na chwilę do domu, sprawdzić, czy nie przyszedł do niego telegram. Zabiera scyzoryk, ten sam, którym później będzie chciał zabić siostrę zakonną i rękawiczki, by nie pozostawić odcisków palców. Gdy wchodzą do mieszkania, Patricia idzie się przebrać – w tym czasie bohater sprawdza, czy faktycznie nikogo nie ma w domu, wygląda przez okno, czy nikt nie idzie. Spostrzega kolekcję męskich zdjęć, które są prezentowane i otaczane czcią niczym święte obrazy – ten swoisty ołtarzyk kontrastuje z ołtarzem w kaplicy Carlotty. To ustanawia priorytety, jakimi się te dwie kobiety kierują. Carlotta wierzy w piękno duchowe, Patricia bardziej ceni wygląd zewnętrzny, bardziej zależy jej na poklasku innych niż bogatym wnętrzu. Pieniądze są dla niej najważniejsze, jest materialistką w każdym calu. Przebiera się w zwiewną, acz podkreślającą jej kobiece kształty sukienkę, kusi niczym biblijna Ewa. Proponuje drinka, ale Archibald oznajmia, że nie pija alkoholu – prosi o mleko. Wiadomo z pierwszej retrospekcji, że w dzieciństwie pijał mleko do kolacji. Wynika z tego, że przyzwyczajenia, czy doświadczenia nabyte w dzieciństwie mają wpływ na jego dorosłe życie. Można to również rozpatrywać w kluczy edypalnym – rozłąka z matką, która prawdopodobnie zginęła, gdy był dzieckiem, stanowi dla niego traumę. Picie mleka może oznaczać, jeśli nie chęć powrotu do łona matki, to przynajmniej do okresu, w którym karmiła go piersią. Gdy kobieta wychodzi, by przygotować coś do picia, Archibald słyszy zmodyfikowaną melodię z pozytywki. W wizyjnej scenie widzi, jak przez mgłę lub kłęby dymu, Patricię, która na tacy niesie szklankę mleka. Całuje ją i jednocześnie wyciąga brzytwę, by zadać jej śmiertelny cios. Kobieta krzyczy przerażona i pada martwa. Archibald opamiętuje się, ociera pot z czoła i rozpoczyna przygotowania do zbrodni – jeszcze raz spogląda przez okno, ubiera rękawiczki, wyciąga nóż. Tą ceremonię przerywa mu nieproszony gość – okazało się, że Willy ma własne klusze do mieszkania Patricii. Archibald pospiesznie chowa scyzoryk do kieszeni, zabiera płaszcz i szykuje się do wyjścia. W kuchni kobieta i Willy się godzą, mężczyzna jej wybacza, bo wie, że chciała tylko, by był o nią zazdrosny. Dziewczyna przeprasza go za to, że rozbiła jego samochód, on podsumowuje: „najważniejsze, że się kochamy”. Wchodzą do salonu, gdzie czeka Archibald – „sytuacja jest niezręczna, ale jesteśmy ludźmi światowymi” podkreśla William. Archibald jest zmieszany, gdy para okazuje sobie czułość – przytula się, całuje – bohater spuszcza wzrok. Kochanek Patricii stwierdza, że ufa jej mimo wszystko: „lepiej być oszukiwanym niż zazdrosnym” dodaje. Zazdrość przedstawiona zostaje jako demoniczna, destrukcyjna siła, która nie pozwala człowiekowi normalnie funkcjonować. „Mężczyzna poluje, a sam wpada w pułapkę” – to zdanie wypowiedziane przez Williama stanowi doskonałą ilustrację zaistniałej sytuacji – Archibald wpadłby w pułapkę, gdyby Willy przyszedł parę minut później. Zostałby przyłapany na gorącym uczynku. Willy postanawia się zwierzyć Archibaldowi jak poznał swoją dziewczynę – wszystko sprowadza się do erotyki: „miała na sobie obcisłą przezroczystą sukienkę w kwiaty”, widać było jej nogi. 

Ich wyznania miłosne obrzydzają Archibalda, wstaje – zabiera płaszcz – i wychodzi. Słyszymy jak para kochanków zaczyna się nawzajem obwiniać za zaistniałą sytuację. W następnej scenie, Archibald w swojej pracowni, wykonuje kolejną ceramiczną formę. Wg Freuda: „Doniczki i wazony są, jak wszystkie naczynia, również symbolami kobiecymi”. Formułuje kształt za pomocą rąk – to wskazuje na kolejny trop: te same ręce, które są w stanie stworzyć dzieło sztuki, mogą trzymać narzędzie zbrodni. Wskazuje to na dualizm głównego bohatera, na dualizm ludzkiej natury. Pracę przerywa mu lokaj, który oznajmia, że ktoś z policji chce się z nim widzieć. Okazuje się, że panna Terrazas nie żyje – popełniła samobójstwo, poderżnęła sobie gardło. Zostawiła list pożegnalny, w którym napisała, „że nie chce być piękna po śmierci”. Archibald chce się spotkać z Carlottą – ta nie ma na to ochoty, mówi, że będzie zajęta i prosi matkę, by wymyśliła jakąś wymówkę. Umawiają się na jutro, gdyż Carlottę rzekomo boli głowa. Bohater udaje się do baru, zamawia mleko i siada przy stoliku – obserwuje ludzi, ujawniają się jego skłonności do podglądactwa. Spostrzega kobietę – widzi ją przez płomienie. Lavinia jest przewodnikiem – oprowadza turystów, udziela odpowiedzi na pytania obcokrajowców. Okazuje się, że w miejscu, gdzie obecnie się znajdują był kiedyś klasztor. Teraz jedyną dostrzegalną pozostałością po sacrum jest ołtarzyk. Kobieta, by odpocząć od ciekawskiego towarzystwa udaje, że Archibald jest jej kuzynem. Przysiada się do niego. Jest kolejną kobietą, której Archibald nie poznaje – tłumaczy się „krótką pamięcią”. Dziewczyna gwiżdże melodię z pozytywki. Musieli się znać w dzieciństwie. Ponieważ przychodzi po nią „ojciec”, Lavinia zostawia adres miejsca, w którym można ją spotkać w dzień i w nocy. Następnego dnia Archibald udaje się na umówioną wizytę do domu Carlotty. Oświadcza się jej mówiąc, że jest przekonany, iż miałaby korzystny wpływ na jego życie, tylko ona może go „uratować przed katastrofą”. 

Daje jej czas do namysłu prosząc: „Uratuj mnie od złych myśli”. W domu Archibald przy dźwiękach pozytywki myśli o nieznajomej z baru. Postanawia ją odszukać. W Eleganckiej Modzie spostrzega „sobowtóra” Lavinii – prosi właścicielkę o namiary na wykonawcę manekina i w ten sposób spotyka się z modelką w parku, niedaleko warsztatu – jej miejsca pracy. Carlotta jedzie do swojego kochanka, by oznajmić mu, że wychodzi za mąż. Relacje między nimi w miejscach publicznych są grą pozorów – spotykają się pod pretekstem zobaczenia kosztorysu. Alejandro nie jest zadowolony z jej decyzji. Carlotta ma wyrzuty sumienia – jest z żonatym mężczyzną, który ma dziecko. Żona nie chce dać mu rozwodu, więc - aby nie doszło do skandalu - muszą ukrywać swoją miłość. Ta sytuacja zaczyna ją przerastać, nie chce robić matce przykrości a i sama chce wieść normalne życie – żony a nie kochanki. Okazuje się, że Carlotta zaczyna stawać się podobna do Patricii – zabezpieczenie na przyszłość staje się ważniejsze od miłości. 


Umawiają się na spotkanie, by ostatecznie zakończyć związek. Archibald, będący w swojej posiadłości, daje służbie wolne. Gdy zostaje sam przegląda damską bieliznę, schowaną w szufladzie – kolejno wyciąga pończochę, biustonosz, majtki. Słyszy dzwonek do drzwi – prowadzi Lavinię do salonu, by poznała jego głuchą kuzynkę. Czule gładzi manekina po twarzy, dotyka piersi – mówi, że ją przygarnął, bo była bardzo samotna. Porównuje Lavinię do czarownicy – dotyka jej włosów, ponownie odwołuje się do momentu, gdy ujrzał ją po raz pierwszy – otoczoną płomieniami. Nazywa ją Joanną d’Arc. Mówi, że idzie przynieść coś do picia – udaje się do pracowni, by zwiększyć temperaturę w piecu do wypalania ceramiki (symboliczny stos, miejsce ofiary). Przygotowuje dwa kieliszki – do jednego nalewa alkohol, do drugiego wodę. Gdy wraca, okazuje się, że Lavinia zamieniła się ubraniami z manekinem – wskazuje to na motyw zamiany tożsamości. 

Początkowo Lavinia odrzuca zaloty Archibalda, jednak gdy ten całuje manekina (skłonność Buñuela do niekonwencjonalnego ukazywania pocałunków) robi się zazdrosna i odwzajemnia uczycie. Archibald daje jej nowe ubrania, które kupił dla „jej siostry”. Zostawia ją samą, by mogła się przebrać. Przygotowuje się do wykonania wyroku na „czarownicy”, przestawia meble, szykuje ręcznik, rozkłada książki. Lavinia jest osobą pewną siebie, jest przekonana o swej zgrabności i idealnej figurze. Archibald pokazuje jej album z rodzinnymi zdjęciami – jest tam miejsce, w którym spalono Joannę d’Arc. Gdy skrada się za jej plecami, dzwoni dzwonek do drzwi. Sprytna kobieta zaprosiła swoich podopiecznych, by zwiedzili pracownię artysty. Po raz kolejny zbrodnia zostaje udaremniona przez osoby trzecie. Kobieta oznajmia mu, że widzi ją po raz ostatni – wychodzi za mąż i rezygnuje z pracy. „Na pocieszenie zostawiam panu siostrę” – mówi ironicznie. Archibald jest wściekły, kolejna kobieta mu się wymknęła. W akcie desperacji postanawia spalić manekina – substytut kobiety. Chwyta go za szyję – dusi, następnie ciągnie po ziemi za włosy. Po raz kolejny nacisk zostaje położony na fragmentaryzację ludzkiego ciała, zostaje podkreślona fetyszyzacja nóg w postaci oderwanej nogi manekina. Z zachwytem patrzy jak manekin pogrąża się w płomieniach, roztapia się. W tym samym czasie odwiedza go Carlotta z przyszłą teściową – przyjechała, by oznajmić mu, że przyjmuje jego oświadczyny. 


Dzięki niej Archibald może rozpocząć nowe życie. Podczas rozmowy z jej matką dostrzega „pozostałość” po Lavinii, a raczej manekinie – ukrywa pantofelek pod stołem. W następnej scenie widzimy przygotowania do ślubu, Archibald dostaje anonimowy list – ma przyjść na Osiedle Architektów, by się przekonać, że Carlotta nie jest osobą „niewinną” i „uczciwą”. Obserwuje potajemne spotkanie Carlotty z Alejandro, nie słyszy o czym mówią – widzi ich czułe przywitanie. Jest załamany, znowu słyszy znajomą melodię – melodię, której miał już nigdy więcej nie usłyszeć po ślubie z Carlottą. W parku planuje morderstwo – ma zamiar ją zabić podczas nocy poślubnej – w wizyjnej scenie wyobraża sobie jak to się stanie. Kobieta w sukni ślubnej przed lustrem ściąga biżuterię. Archibald prosi ją, by nie zdejmowała jeszcze welonu – symbolu jej czystości. Zmusza ją do modlitwy na kolanach, tak jak kiedyś modliła się w kaplicy, gdy do niej przyszedł. Wyciąga rewolwer i ją zabija, Carlotta pada martwa na małżeńskie łoże. Zadowolony z własnego pomysłu na śmierć żony wraca do domu. Nazajutrz odbywa się ceremonia – zostaje ona przedstawiona w nietypowy sposób. Widzimy zgromadzonych w domu gości – rozmawiają ze sobą, „piękno ceremonii” polega na tym, że zgromadziło się na niej mnóstwo osób. Jak stwierdza ksiądz: „urok obrzędów katolickich polega na tym, że są przepojone wyjątkową, poetycką aurą”. Ktoś oznajmia, że ceremonia dobiegła końca. Goście składają młodej parze życzenia. Podczas robienia zdjęć, zjawia się Alejandro – zabija swoją byłą kochankę. Wracamy do teraźniejszości – Archibald stwierdza: „Kolejny raz dziwny przypadek pokrzyżował moje plany, ale i tak się spełniły”. Sędzia podchodzi do jego opowieści z dystansem, pyta, czy lubi powieści. Mówi, że jest jedynie potencjalnym mordercą, ale myślenie o czyjejś śmierci, czy życzenie jej tego nie jest równoznaczne z dokonaniem zbrodni. Jedyną radą pana sędziego jest sugestia kupna elektrycznej maszynki do golenia – tu między innymi ujawnia się czarny humor bohaterów i ironiczny dystans Buñuela do prezentowanych wydarzeń . Archibald wraca do domu, po raz ostatni wsłuchuje się w dźwięki pozytywki – dokonuje swoistej autoterapii –leży na sofie, która sugeruje leżankę u psychiatry. Postanawia wyzbyć się złych emocji, które kojarzą mu się z tą muzyką. Po raz ostatni dokonuje zbrodni: pozbywa się wspomnień „uśmiercając” baletnicę. Po raz pierwszy w warstwie dźwiękowej pojawia się inna niediegetyczna muzyka niż powtarzająca się znana melodia. Zmiana bohatera polega również na tym, że widząc siedzącego na drzewie pasikonika nie zabija go. W parku spotyka starą znajomą – Lavinia nie wyszła za mąż, bo jej wybranek okazał się człowiekiem apodyktycznym i zazdrosnym. Los chciał, aby się spotkali i dalej szli przez życie razem. 

Tak zarysowana fabuła i jej główne wątki, pozwalają na wyodrębnienie kilku motywów przewodnich - część druga: ZBRODNICZE ŻYCIE ARCHIBALDA DE LA CRUZ - analiza (i być może nadinterpretacja).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz