niedziela, 27 marca 2011

Super Size Me, czyli rzecz o Michale Aniele czasów współczesnych...


Jak wyglądałby Dawid, gdyby w XVI wieku istniał McDonald's?

Swego czasu (w 2004 roku) wiele się mówiło o tym dokumencie, ale dopiero niedawno postanowiłam go obejrzeć w całości. Zaczynając od początku: bohaterem (jak również reżyserem i producentem) jest Morgan Spurlock, który przeprowadza na sobie McEksperyment i na 30 dni przechodzi na ścisłą - drakońską McDietę. Można powiedzieć - edukacja społeczeństwa poprzez zabawę, choć Spurlockowi pod koniec miesiąca wcale nie jest do śmiechu.

Dawid w barwach klubowych McDonald's-a
Z jednej strony mamy do czynienia ze statystykami (- liczby odzwierciedlające zmiany, jakie dokonały się w organizmie, aparycji i psychice głównego bohatera) wymierzonymi w konkretną korporację, z drugiej strony mamy do czynienia z wolną wolą jednostki. Teraz jednak pytanie, czy Amerykanie faktycznie "wolną wolę" posiadają w tek kwestii? Z dokumentu wynika, że większość z nich nie ma czasu na zjedzenie ani jednego posiłku z prawdziwego zdarzenia przez cały dzień. "Świeżość" i "zdrowie" ustąpiły miejsca "substytutowi" i "szybkości". Nie chodzi tylko i wyłącznie o dorosłych, bo - po pierwsze - reklamy McDonald's-a są skierowane do dzieci (czy to za sprawą Happy Meal i zabawek do niego dołączanych, czy samych "restauracji" wyposażanych w McKlauna i mini plac zabaw) - po drugie - na szkolnych stołówkach znajdują się McPotrawy, a to oznacza, że nawyki żywieniowe społeczeństwa są wypaczane od najmłodszych lat... A w myśl przysłowia "Czego Jaś się nie nauczy, tego Jan nie będzie umiał" - nie możemy wymagać od nastolatków, kończących szkołę średnią, by lekką ręką zrezygnowali z "pyszności z Maka". Stąd skala problemu wydaje się być ogromna, a zmiany ciężkie do wdrożenia. 


Na szczęście w Polsce nadal "jedzenie z McDonald's-a" nie kojarzy się z "prawdziwym posiłkiem". Daleko nam do USA, co widać gołym okiem - obserwując ludzi w większych miastach nie dostrzegamy "chmary spaślaków" podróżującej od koryta do koryta... I mimo tego, że zdaję sobie sprawę z powagi sytuacji i korporacyjnej polityki McDonald's - nadal nie uważam, że hamburger zabija. Nikt nas nie przywiązuje do krzesła i karmi ohydnym żarciem. Podobnie jest z papierosami - to palenia zabija a nie sam produkt. Jasne: żaden czyn nie staje się mniej haniebny przez jawna deklarację swojej haniebności, ale wiemy na co jesteśmy narażeni, znamy niebezpieczeństwo i sami się na nie decydujemy. Można przypuszczać, że jedzenie w Maku uzależnia na podobnej zasadzie co alkohol czy papierosy, jednak (być może przez to, że może raz w miesiącu zdarza mi się zawitać w to miejsce) nie uważam, żeby tego problemu nie dało się rozwiązać. Wszystko jest dla ludzi, ważne tylko, by zachować umiar. Jak to zwykle bywa, oszczędzamy na rzeczach, na których najmniej powinno się oszczędzać. Jeśli jesteśmy tym, co jemy - to kim jesteśmy stołując się w McDonald's? Mielonymi świńskimi racicami z emulgatorami, w papce z benzoesanu sodu i glutaminianu potasu polanego, utwardzonymi tłuszczami z dodatkiem wypełniacza, spulchniacza i aromatu identycznego z naturalnym*?





* Tutaj źródło - niby bez sensu, a działa na wyobraźnię

2 komentarze:

  1. Wygląda na to, że KFC ze swoim Double Down (bekon, sos, żółty ser włożone między dwa kawałki pieczonego kurczaka, które pełnią funkcję bułki) chciałoby stać się nr 1 wśród fast-food-owych zabójców:

    http://www.sfora.pl/Zobacz-najbardziej-niezdrowy-burger-swiata-a30566

    Z artykułu wynika, że jest na tego nietypowego hamburgera niezłe branie w USA. Zakładając, że ktoś chciałby przejść na dietę 1000 kalorii, wystarczyłoby przez cały dzień podgryzać kanapkę i uważać, by jej połowa została na drugi dzień. Jednak Amerykanie potrafią ułatwić życie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ocena fast-foodów przez Amerykanów:

    http://www.biztok.pl/Ktora-siec-fast-foodow-jest-najlepsza-a750

    Mc Donald's dopiero na 19. miejscu!

    OdpowiedzUsuń