niedziela, 20 marca 2011

"Jeż Jerzy" z podtekstem erotycznym

Jurek we własnej osobie


Sytuacja widza w kinie jest porównywalna ze sceną z filmu, w której czarnoskóry mężczyzna (czyt. artysta awangardowy) masturbuje się (czyt. twórczo się dotyka) na scenie. Wzbudza tym zachwyt zgromadzonej wokół publiki, wzruszenie u wrażliwych na odbiór sztuki krytyków, którzy rozczulają się na widok zagranicznego "twórcy" o gigantycznym potencjale (czyt. przyrodzeniu). 




Jeż Jerzy - kadr z filmu
Niby wszyscy na sali kinowej się śmieją, niby taka atmosfera własnemu rozbawieniu sprzyja, ale w pewnym momencie zaczynamy się zastanawiać - co jest w tym takiego zabawnego? Jeż, który potrafi powiedzieć: Elo, kufa!, którego nieodłącznym atrybutem nie jest jabłko a deskorolka i/lub flaszka, którego sobowtór chce współżyć ze wszystkim, co nie tyle się rusza a ma jakiś otwór. Wybór prezentu dla dziewczyny między piwem a kwiatami? Lilka, czyli dziwka o złotym sercu? Że niby satyra na Polaków? 


Jeż Jerzy - kadr z filmu
OK. Wszystko zabawne, tylko chyba dla odpowiedniej kategorii wiekowej. Czuję, że film będzie robił furorę wśród gimnazjalistów i "wczesnych licealistów". Reszta się nie nabierze... Chociaż... Nie dam sobie ręki uciąć. Jak to we współczesnym polskim kinie bywa, wystarczy parę przekleństw, znana obsada (w tym wypadku za sprawą charakterystycznych głosów - Borys Szyc, Maria Peszek, Maciek Meleńczuk, Misiek Koterski), seks i różnego rodzaju podteksty wokół seksu oscylujące, trochę nagości, przemoc, polityczny aspekt - i oto jest: król polskich box office-ów. To je /dopiero/ czad!

 
Z jednej strony Jeż Jerzy wskazuje na fakt, że aby zaistnieć w mediach (czy polityce) nie trzeba poprawnie się wysławiać, nie trzeba być "człowiekiem prawym" z nieskazitelną przeszłością, nie trzeba mieć wykształcenia czy odpowiedniej aparycji. Wszystko da się załatwić za sprawą kontaktów, wódki, przemówień "politycznie poprawnych". Z drugiej strony - przecież każdy o tym wie... Nie ma w tym niczego odkrywczego. Media (prasa, internet, telewizja) "od zarania dziejów" (tzn. odkąd się pojawiły) są opiniotwórczym przekazem, za sprawą którego my-masy postrzegamy rzeczywistość. I na takiej samej zasadzie, jak lansowane są gwiazdy pop-kultury, może zostać wylansowany jeż - ze swoimi wymiocinami i zielonymi gazami może stać się idolem młodzieży. 
 
o komiksie - warszawskie Metro, 2008

Zachwyt nad tym filmem jest dla mnie zachwytem nad opisywanym wcześniej Murzynem, który raczy doprowadzić się do wytrysku i wycelować w zgromadzoną publikę. Ten murzyn (czyt. film) jest skierowany do "elity", która dostrzeże prześmiewczy stosunek do polskiej rzeczywistości. Paradoksem jest fakt, że wszystko tutaj wręcz ocieka dosłownością, a co za tym idzie - nie tylko "elita" odczyta ten przekaz. Zachwycamy się nad jakimś novum, które ze względu na teoretyczne nowatorstwo ma być docenione. Tak jak przed wyborami - świetnie prowadzona "propaganda", szum medialny, kampanie reklamowe itd. itp. - a jak już złapiemy się na haczyk, zasiądziemy wygodnie w fotelu, światła zgasną i zaczniemy przyswajać obrazy - w pewnym momencie udomowiony masturbujący się Murzyn skończy nam na twarzy... 

Jeż Jerzy - kadr z filmu
/Jest i inne podejście, wręcz gloryfikujące Jeża Jerzego, wedle którego Jeż "kieruje nas w stronę Dobra. Które czasem musi trochę poprzeklinać (w dobrej sprawie)". Jakby nie było - komiksy i ich ekranizacje nie zaliczają się do "mojej poetyki" - i Jurek niestety utwierdził mnie w tym przekonaniu.

1 komentarz: