środa, 2 marca 2011

The FIGHTER, czyli od zera do bohatera

Dramat traktuje o dwóch przyrodnich braciach, których (mimo wszelkich różnic światopoglądowych) łączy wspólny cel - zwycięstwo jednego z nich w walce. Jest to prawdziwa historia Micky Warda - poznajemy drogę, którą musiał pokonać, by zdobyć mistrzostwo. Z reguły nie cierpię tego typu filmów, bo z reguły jest jeden schemat prezentowania wydarzeń - biedny, mały, niekochany (nawet przez najbliższą rodzinę i psa) chłopiec ma wielki talent bokserski. Ponieważ rodzina jest biedna, wysyła go na różnego rodzaju walki, a ponieważ go nie kocha, nie liczy się z tym, że może nawet zginąć w starciu z jakimś osiłkiem. Na jednej z walk pojawia się szansa - chłopak ma dość bycia poniewieranym, zostawia rodzinę i wyjeżdża w świat trenować. Od tej pory rodzina widzi go jedynie w TV, jak wygrywa walkę za walką, a jedynym fizycznym aktem, który świadczy o jego namacalnym istnieniu jest czek, który comiesięcznie im przysyła. 

W wypadku Fightera mój schemat się nie sprawdził - w każdym razie nie w 100%. Film traktuje o więzach krwi i rodzinie, która jest najważniejsza. Może nie jest idealna, może zbyt wiele zgrzytów nie pozwala jej normalnie funkcjonować, może pieniądze zdają się być na piedestale - ale z drugiej strony, jeśli nie ta rodzina, to kto? Nie znam się na sportowych koligacjach, nie wiem komu można zaufać, a komu nie, więc ta rodzina (mimo swoich fanaberii) wydawała się bohaterowi najlepszym pomysłem. Poza tym jest to również film o "nierówności" w obrębie rodziny, a raczej rodzeństwa. Jak to możliwe, że matka może faworyzować jedno z (chyb dziewięciorga?) dzieci? Jej córki płacą jej czynsz, zupełnie jakby były obcymi osobami, wynajmującymi pokoje. Dicky jedynie cieszy się szacunkiem, bo kiedyś odnosił sukcesy jako pięściarz - wszyscy żyją przeszłością, tymi świetlanymi czasami, w których całe miasteczko było dumne ze swojego "światowego przedstawiciela". W domu rodzinnym cały czas oglądane są stare nagrania wideo z walk, odgrywane są sceny, które miały miejsce na ringu. Mimo że czas Dickiego przeminął, nadal jest w centrum uwagi. Micky pozostaje w cieniu, zawsze pół kroku za przyrodnim bratem. Nie on jest w tej rodzinie gwiazdą.


W tym filmie sport jest najmniej ciekawą rzeczą - zdobycie mistrzostwa jest jedynie pretekstem do uchwycenia specyficznych relacji rodzinnych, prozy życia w małym, nudnym miasteczku. Jest pretekstem do pokazania trudnej miłości, która w obliczu biedy staje się jeszcze trudniejsza. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz