sobota, 5 marca 2011

Batman w wersji "od Gucciego"

Po wielkim sukcesie damskiej wersji Guilty w 2010 roku, marka Gucci zdecydowała się wylansować Guilty pour Homme, która trafiła na rynek europejski w lutym 2011 roku.

Perfumy dedykowane są "prawdziwym mężczyznom", którzy wiedzą czego chcą i dążą do tego za wszelką cenę. Produkt skierowany jest do charyzmatycznych samców alfa w stylu macho. Do mężczyzn, którzy są świadomi własnej wartości i przyciągają swoją pewnością siebie kobiety jak magnes. Flakon perfum, zaprojektowany przez dyrektor kreatywną domu mody - Fridę Giannini, wykonano z zimnego metalu i grubego szkła, by spotęgować wrażenie luksusu. 
To tyle jeśli chodzi o założenia producenta.



Chris Evans (aktor, którego jedynie kojarzę z Fantastycznej Czwórki jako Żywą Pochodnię) wciela się w rolę mściciela przemierzającego świat na płonącym motorze. Ponieważ mojej wyobraźni dużo nie trzeba - złączone dwa G w logu marki od razu kojarzą się z nietoperzem, a to niesie za sobą poważniejsze rozważania... Teoretycznie, jako ktoś na kształt współczesnego herosa, powinien przybyć kobiecie na ratunek, ale ona raczej na uciśnioną nie wygląda. Nawiązując do damskiej wersji zapachu, oprócz aktorki Evan Rachel Wood (znanej chociażby z Zapaśnika), która go rekomenduje użyczając swojego wizerunku, i sloganu: Nigdy nie czuj się winna, odczuwając przyjemność niewiasta uciśnioną być nie musi.


Kobieta "potrzebująca przyjemności" wysyła sygnał na zasadzie tego, który przywoływał Batmana i mroczny bohater się zjawia. Ma również własne cele - zaspokaja pożądanie kobiety w zamian za drobną - złotą błyskotkę. Nie jest powiedziane, czy ją dostaje czy kradnie. Raczej to drugie, sądząc z treści reklamy. Na jego szyi zatem wiszą różnego rodzaju ponocne trofea. Jest w połowie Robin-Hoodem, Ghost Riderem i Batmanem w jednym człowieku - Żywej Pochodni. Mieszanka wybuchowa.

Van Gogh, Gwieździsta noc
Dawno nie widziałam tak śmiesznej reklamy zrobionej "na serio". Już sam plakat na mnie działa - widząc maślane oczy Chrisa Evansa, które bardziej kojarzą mi się ze wzrokiem bernardyna - bardzo chętnie rzuciłabym mu kość. I na tym jego magnetyzm niestety by poprzestał. Rozumiem, różne są gusta - ale w moim rozumieniu macho to ktoś więcej niż gość, który nie goli się przez trzy dni. A wzrok jednak jest kategorią kluczową - oczy u prawdziwego macho z pewnością nie krzyczą: "Nakarm mnie!". Podobnie z włosami na klacie - raczej nie są "uczesane"... - a już na pewno daleko im do "efektu gwieździstej nocy", który nam "panowie od Photoshopa" na plakacie zafundowali.

A tak z drugiej strony - czego można było się spodziewać po autorze spotu, który jako artysta komiksowy (The Spectacular Spider-Man, Ronin, Sin City***, The Dark Knight Returns, 300) czy scenarzysta  (RoboCop 2 i RoboCop 3) wypracował własną poetykę noir? Z tą wiedzą sam spot przestaje drażnić - jednak jego główny bohater nadal pozostaje irytujący... Za jego sprawą mini-filmik nie jest zabawą z konwencją filmu czarnego a jego parodią. A z pewnością  marce Gucci nie o to chodziło.

***W stworzeniu Sin City: Miasta Grzechu Robertowi Rodriguezowi, zamiast scenariusza i storyboardów, posłużyły oryginalne komiksy Millera.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz