czwartek, 17 lutego 2011

Prosta historia z "niosącą światło" w tle - STONE

Dla niektórych liczy się sprawnie prowadzona narracja, wartka akcja, zapadające w pamięć dialogi, gagi (czy elementy humorystyczne), występujące wielkie gwiazdy. „Stone” z wymienionych wcześniej posiada „jedynie” świetną obsadę. Względem tego filmu nie mogę być obiektywna (o ile w ogóle można odbierać film w sposób obiektywny) – cokolwiek w czym zagra Norton i De Niro jest w moim mniemaniu bezdyskusyjnie świetne i ciężko mi jest pokusić się o jakąś konstruktywną krytykę.


Odkąd przyszło mi zanalizować parę filmów przez pryzmat religijnej symboliki  (np. „Blade Runnera” Ridleya Scotta) stwierdziłam, że linia między interpretacją a nadinterpretacją jest bardzo cienka a przy tym niebywale elastyczna. Niemal każde imię czy pseudonim da się rozpatrzeć pod kątem symbolicznym, każdy żywioł da się przyrównać do plag egipskich, schematy zachowań do tych, które związane są z archetypicznymi postaciami itd. Odszukiwanie tego typu tropów jest świetną zabawą (może nawet czymś na zasadzie wyzwania?), ale zawsze po skończeniu pisania takiej analizy zastanawiam się, czy w którymś momencie przypadkiem nie przeintelektualizowałam tekstu. Tak, można zatracić się w poszukiwaniu symboli a chęć znalezienia kolejnego sprawia, że zaczynam wierzyć całą sobą w jego istnienie (nawet jeśli jego istota jest wątpliwa). Film staje się w pewnym momencie swego rodzaju skarbnicą, z której możesz uszczknąć cokolwiek na co masz ochotę, możesz szafować wydarzeniami, zmieniać ich kolejność, badać wypowiadane przez bohaterów słowa, analizować sytuacje zaistniałe i te z serii „co by było, gdyby”. Trywializując: potraktowałam „Stonea” jako taki worek z prezentami,  z którego można wygrzebać wiele ciekawych rzeczy.
Biblijne cytaty w dosłownym znaczeniu są w tym filmie zjawiskiem do tego stopnia powszechnym, że w pewnym momencie przestajemy na nie zwracać uwagi – za sprawą przesytu uzyskujemy efekt normalności - zwykłej codzienności. Kościelne śpiewy, modlitwa przed posiłkiem, wspólne czytanie fragmentów Biblii, słuchanie religijnych audycji, rozmyślanie o wierze, prawdzie, symbolice słów, drodze do poznania/zbawienia i mnóstwo podobnych „chwytów”, które mają wywołać u nas specyficzną znieczulicę. 

Skoro już o Boga się otarłam, to należałoby zacząć historię „po bożemu”: fabuła nie jest skomplikowana – Edward Norton jako Gerald „Stone” Creeson  odsiaduje wyrok za współudział w podpaleniu domu własnych dziadków, Robert De Niro jako Jack Mabry jest jedyną osobą, która jest w stanie umożliwić mu szybsze wyjście.  Zadaniem Lucetty (Mila Jovovich) – żony Stonea jest uwiedzenie urzędnika (wychowawcy zakładu penitencjarnego). Wszystko idzie zgodnie z planem – Lucetta kusi swoimi wdziękami, wdaje się w romans, żeby mąż mógł szybciej do niej wrócić. Do pewnego momentu widz jej ufa i traktuje jako zdesperowaną kobietę, która jest zmuszona do nierządu. „Ale” pojawia się w momencie, gdy okazuje się, że Mabry nie jest jedynym mężczyzną, z którym sypia.

Sama postać Lucetty nie jest jednoznaczna: z jednej strony sympatyczna, trochę głupiutka dziewczyna, która pracuje w charakterze przedszkolanki. Z drugiej strony – demon seksu, który w tej kwestii mógłby niejednego nauczyć. Uwodzenie nie sprawia jej żadnej trudności, nie ma wyrzutów sumienia, potrafi kłamać jak z nut i dążyć do z góry wyznaczonych celów. Nic w jej zachowaniu nie jest spontaniczne – wszystko zostało ukartowane tak, by między nią a jej ofiarą wytworzyła się specyficzna relacja oparta na pożądaniu. Poprzez liczne cytaty biblijne jej imię nie wydaje się przypadkowe – odniesienie do Lucyfera i związanej z nim symboliki wydaje się automatyczne. 

Ponieważ zło ma postać osobową a wcielenie „niosącego światło” w postać kobiety znamy chociażby z „Egzorcyzmów Emily Rose”  trudno wyzbyć się podobnego podejścia do tej postaci. Lucetta kusi przede wszystkim swoją cielesnością, nie sprawia, że ludzie zaczynają pałać do niej miłością, a budzi pożądanie, działa przede wszystkim na zmysły. Piękno, oprócz niewątpliwego atutu, staje się potężną bronią. Kuszenie odbywa się na gruncie seksualności (podobnie rzecz wyglądała w nawiedzeniach o. Pio - Lucyfer i służalcze mu demony materializowały się w postaci nagich kobiet) – nie musi to być regułą. 

Przeprowadzenie wstępnego rozeznania (niczym wywiadu rodzinnego) niewątpliwie doprowadziło Stonea do określenia sytuacji rodzinnej swojego rozmówcy. Ma żonę, która z nim jest tylko dlatego, że ją do tego zmusił, nie komunikują się ze sobą, brak między nimi porozumienia, wspólnie się modlą, czytają fragmenty Biblii, chodzą do kościoła i… piją. Ich życie jest monotonne, nudne i bez wyrazu. On – wiecznie przed telewizorem lub na werandzie, ona – układa puzzle lub gra w karty. Wszechogarniająca pustka. Lucetta wchodzi w ich życie i całkowicie zaczyna nim władać. Wie, czego  potrzeba mężczyźnie, którego żona jest starą dewotą. W podobny sposób opętała kiedyś swojego męża – wystarczył jej rok, by ukształtować sobie wiernego sługusa, który będzie wypełniał jej wolę. Ich sytuacja jest paralelna z transylwańskim arystokratą - Draculą i Renfieldem. Najpierw rozbudziła fascynację ogniem w swoim mężu, później sprawiła, że Madylyn podpaliła rodzinny dom. Lucetta zmąciła spokojne (czyt. nudne) życie małżeństwa, które od dawna nie powinno istnieć. Nie ukrywała się ze swoimi zamiarami – jakby chciała zostać zdemaskowana: dzwoniła o każdej porze dnia i nocy do domu urzędnika, często rozmawiała z jego żoną. 

Często podkreślała swoje imię w dyskusjach z Jackiem. Ani jedno ani drugie nie nabrało podejrzeń, kiedy została zdemaskowana - było już za późno. Przy niej ludzie stawali się wyzuci ze skrupułów, ich sumienie było spokojne, utwierdzała w słuszności poglądów – wybierała tych, którzy w nic nie wierzyli. Oni jawili się jako najbardziej podatny grunt na kreację. I tak napatoczył się Gerald „Stone” Creeson, który rozszyfrowawszy imię wybranki, potraktował je dosłownie i sam zaczął „nieść światło”. W odseparowaniu od „esencji zła” mógł się duchowo rozwijać – jego poszukiwania nie są udawane. Ponieważ odnalazł to, czego szukał – Lucetta nie mogła już nim władać. Stąd poszukiwanie (w barze) kolejnej ofiary… 

Najtrudniejsze jest to, by przełamać stereotyp dotyczący zła. W różnego rodzaju przedstawieniach Lucyfer nie jest prezentowany jako człowiek (jeden z wielu wyjątków: William Blake - Szatan w swej pierwotnej chwale, 1805) jest potworem (Albrecht Dürer - Rycerz, Śmierć i Diabeł, 1513) lub np. smokiem o atrybutach nietoperza (Josse Lieferinxe, Św. Michał zabijający smoka). Jeśli coś „jest złe” to powinno być garbate, odrażające, oślizłe – powinno budzić same negatywne odczucia. A tutaj, proszę – przedszkolanka i takie rzeczy robi… Kto by się spodziewał :-)

9 komentarzy:

  1. Witaj Aniu.

    Gratuluję dogłębnej analizy. Od miesiąca też chodzę w podskokach, bo miałem okazję przysiąść się kilkakrotnie do tego obrazu. Oczywiście Edward Norton i Robert De Niro to duet jedyny w swoim rodzaju, który zresztą uraczył nas już swoją magią na ekranie.
    Dziś jestem pod wrażeniem „Lektora” z Ralphem Fiennesem – od wczoraj ta historia ciąży mi w pamięci (tak na marginesie – genialna rola Kate Winslet).
    Wracając do filmu „Stone” - faktycznie to żaden film akcji, ale są w nim znakomite sceny np. kiedy De Niro uświadamia Nortona, że może usiąść i odpowiadać na pytania albo iść sobie „siedzieć” dalej. Przez ten jedyny moment dla mnie to była prawie scena akcji, bowiem De Niro pokazał swój pazur bezkompromisowego twardziela, któremu Norton musiał ulec. Cieszą mnie takie sceny, kiedy w jednej sekundzie De Niro przeskakuję na inne tory. Kocham go za role psychopaty, gangstera, księdza i różne inne. Dla mnie jest najlepszym aktorem „kameleonem” na świecie.
    Jeśli zaś chodzi o rolę Jovovich - czy jej bohaterka jest służebnicą Lucyfera? Nie wiem. Myślę, że jest zakręconą nimfomanką, acz de facto szatański sarkastyczny śmiech pojawia się w tle jednej ze scen. Najbardziej intrygująca wydaje mi się postać obsadzona przez Edwarda Nortona – genialnie zagrany kiblujący typek, który w wyniku swojej przemiany duchowej dokonuje manipulacji uczuć wszystkich dookoła. Bohater grany przez De Niro u progu emerytury i poddany owej manipulacji ledwie uchodzi czyhającej na niego depresji. A może w nią wpada, bo koniec wydaje się jednak niedopowiedziany. Tak czy siak – uważam, że to świetny film z ciekawymi postaciami bohaterów, bez „fajerwerków” i dobitnej końcówki, ale w doborowej w rzeczy samej obsadzie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie znowuż utkwiła więzienna scena "próby wydobycia z siebie dźwięku" (i próby wsłuchania się weń) - oglądając filmy oparte o, powiedzmy ogólnie, strukturę więziennictwa ma się wrażenie, że od czasu do czasu zdarzają się burdy, ale tak poza tym, to w więzieniu panuje cisza (jeden ćwiczy w swojej izolatce, drugi czyta, trzeci gapi się w sufit, inny szepcząc coś drugiemu na ucho robi interesy, itp.). Tutaj mamy dobitnie powiedziane, że wszelkie próby "wyciszenia się" są wręcz ekstremalnym wyzwaniem. I to dzięki temu, że Stone próbuje to przezwyciężyć - staje się postacią wiarygodną. Ma się wrażenie po projekcji tego filmu, że to on był prowodyrem i pomysłodawcą akcji z Lucettą i Jackiem Mabry, ale później bierze udział w audycji radiowej, co jest jakby potwierdzeniem jego przemiany. Też daleka jestem od tego, by stwierdzić, że Lucetta jest Lucyferem - raczej jest wampirem emocjonalnym, który posiada pewne "szatańskie atrybuty", bo ludzie pod jej wpływem dokonują błędnych wyborów. Zachowanie Stonea i żony Jacka wyjaśniłam sobie wpływem tego "elementu zła" - oboje dokonali podpalenia ("wnieśli światło" do rodzinnego domu, kończąc tym samym z dotychczasowym życiem, otwierając się na jego nowy etap). Wniosek stąd wypływałby taki, że każdy z nas (bez względu na wiek, status społeczny, gorliwą wiarę czy jej brak) posiada w sobie ten pierwiastek zła, który tylko czeka, by go uaktywnić. W tym wypadku Lucetta pełniła funkcję katalizatora. Fakt faktem - ten film otwiera szerokie spektrum interpretacji i dlatego go sobie cenię :)

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. I nеed to to thаnk you fоr this ѵery gooԁ read!
    ! I certaіnly enjoyed eѵery little bit of it.

    I've got you saved as a favorite to check out new things you post…

    Feel free to visit my web page :: online payday loans instant approval
    my web page: Pay Day Loans

    OdpowiedzUsuń
  4. Hellο, juѕt wanted to mention, Ι loved this blog рost.
    It wаs hеlpful. Keep on posting!



    Hаve a look at mу blog - Payday Loans Online
    Also see my website - Payday Loans Online

    OdpowiedzUsuń
  5. Hi! Do you know if they make any plugins to help with SEO?
    I'm trying to get my blog to rank for some targeted keywords but I'm not seeing very good
    success. If you know of any please share. Thank you!


    Also visit my site ... Get More Info

    OdpowiedzUsuń
  6. I am regular visitor, how are you everybody? This post posted at this web site is
    genuinely fastidious.

    Feel free to surf to my weblog read the full info here

    OdpowiedzUsuń
  7. This is my first time pay a visit at here and i am genuinely impressed
    to read everthing at single place.

    Look at my blog ... wikipedia reference

    OdpowiedzUsuń
  8. Sweet blog! I found it while searching on Yahoo
    News. Do you have any tips on how to get listed in Yahoo
    News? I've been trying for a while but I never seem to get there! Thanks

    Also visit my webpage: More Bonuses

    OdpowiedzUsuń
  9. Appreciation to my father who told me concerning this
    weblog, this weblog is actually awesome.

    my webpage - read here

    OdpowiedzUsuń