wtorek, 15 lutego 2011

O uwodzeniu, seksie i reklamie





Baudrillard twierdzi, że seks uwolnił się od własnego dyskursu i stał się rzeczą niepewną.  Zatem wyzwalając seks sprawiliśmy, że stał się on nieokreślony. Barthes pisał:  

Seks jest wszędzie tylko nie w seksualności[1]




Do you know what your kids are watching? Keep your kid’s eyes away from pornography.       



Baudrillard wskazuje na upłynnienie prawa rządzącego różnicą płci i wyniesienie  kobiecości na piedestał, bo to kobiecość budzi namiętność w tym śmiertelnym splocie hiperrzeczywistości seksu (…)[2] Francuski socjolog zgadzał się z teorią Freuda – z istnieniem jednej jedynej seksualności, jednego  libido – męskiego. Sama seksualność tworzy strukturę, której centrum stanowi fallus, kastracja, ojcowskie imię oraz wyparcie. 



Nie ma innej możliwości. Seksualność nie może zostać zdominowana przez kobietę,  albo kobiecość jest całkowicie wchłaniana przez męskość albo seksualność oddaje swoją tożsamość na rzecz braku męskości i braku kobiecości. Seksualna rewolucja skazuje kobietę albo na dyskryminację albo na szyderczy triumf. Albo rozpatrywaliśmy kobiety jako te, które „oderwały się od garów” albo jako osoby, które „do czegoś doszły, ale czy na pewno ciężką pracą?”. Albo pogarda albo seksizm. Odkąd okazało się, że kobiety mózgi również mają i nawet potrafią ich używać skupiono się na definicji ich kobiecości. Rzeczą normalną jest, że w zależności od płci, definicja ta była różna.  Zgodzono się w jednej kwestii - siłą kobiecości jest uwodzenie... 

Freud mówił, że anatomia jest przeznaczeniem  - nie ma sensu zatem tego przeznaczenia negować. Owszem, feministki buntowały się (i nadal to robią) przeciwko przedmiotowemu podejściu do kobiecości. Źle się dzieje, gdy kobietę definiują jej biodra, nogi czy biust – to tylko powinno być dodatkiem do osobowości, charakteru, usposobienia, inteligencji, rodzaju wykonywanej pracy, zainteresowań itp.  (Mężczyźni natomiast definiowani są poprzez odniesienie do kobiety lub stają się obiektem humorystycznym - bo seks idzie w prze z humorem, a poza tym są to dwa najlepiej sprzedające się składniki treści reklamy.)
Mam wrażenie, że my - kobiety jesteśmy na tym punkcie bardzo wrażliwe – a nawet przewrażliwione. Co stanowi o naszej seksualności? Czy to, że pracujemy jako Ktośtam i interesujemy się Czymśtam? 

Powiedzenie „ładnie dzisiaj wyglądasz” zazwyczaj nie odnosi się do „dobrze ci w czerwieni” a do faktu, że „ta czerwona sukienka ładnie podkreśla twoją talię” – i nie powinnyśmy się o to obrażać. Większość kobiet jest świadoma własnych atutów i świadomie (żeby nie powiedzieć – z premedytacją) je podkreśla, by następnie się oburzać, że mężczyźni wyrażają swoje zainteresowanie nimi. Same chcemy być postrzegane jako atrakcyjne i zmysłowe, a kiedy ktoś to dostrzeże – obrażamy się. Jaka jest zatem różnica między naszą atrakcyjnością a trakcyjnością pań w reklamie? Na pierwszy rzut aka – żadna. 


Jednak w pierwszej sytuacji, można powiedzieć – reklamujemy same siebie – w drugiej: za pomocą naszych ciał reklamujemy myjnię samochodową , sieć telefonii komórkowej, gładź gipsową i masę produktów czy usług, które z kobiecą cielesnością nie mają nic wspólnego. Nikt nie oburza się, że kobiecy żel pod prysznic reklamuje kobieta – chodzi o fakt, w którym roznegliżowana kobieta reklamuje żel pod prysznic dla mężczyzn. Nasze ciała sprzedają wszystko – oprócz marketingowych korzyści przynosi to jednak wiele, powiedziałabym – socjologicznych, strat. Seks na bilbordach, „golizna” na łamach gazet, polityczne seks-afery w TV, spoty reklamowe o erotycznych podtekstach, liczne aluzje i niedomówienia – to wszystko sprawia, że tak rozumiany erotyzm, który kiedyś był domeną sypialni i intymności dwojga ludzi, teraz stał się chlebem powszednim. 




Chcieliśmy zniesienia tabu –  i przegięliśmy. To „tabu” śmieje się nam w twarz. Zakazujemy reklam, które są „smaczne”, estetyczne, dobrze skonstruowane – a „gołe baby”  (rodem z niemieckich pornosów) reklamują zakłady pogrzebowe. Brakuje nam wyważenia w poglądach, pewnej „estetycznej zgodności” i to również nie służy nam jako społeczeństwu, ale jest motorem napędowym marketingu. Już dawno zadecydowaliśmy, co jest dla nas mniejszym złem…            


[1] Cyt. za: J. Baudrillard, Ekliptyka seksu, s. 9.
[2] Tamże.

1 komentarz: