wtorek, 8 lutego 2011

O subiektywnym odczuwaniu sztuki

K.Kozyra: Piramida zwierząt
Utworzona w 1905 roku przy Fifth Avenue Galeria „291” prezentowała prace europejskich artystów. To tutaj linie demarkacyjne sztuki awangardowej i reklamy zaczęły na siebie zachodzić. Alfred Stieglitz wystawiał prace artystów, którzy związani byli z przemysłem reklamowym – wśród prawie wszystkich ówczesnych fotografów znalazł się i fotograf komercyjny - Edward Steichen, który pracował na zlecenie nowojorskich agencji reklamowych, współpracował z Condé Nasta – wydawcą „Vogue” i „Vanity Fair”. 



Ponieważ artyści podejmowali pracę w rentownym świecie reklamowego przemysłu, należało postawić pytanie: czy reklama może być jedną z dziedzin sztuki? Patrząc jedynie przez pryzmat zawartej w niej perswazji i celu, jakim jest zwiększenie sprzedaży produktu – należałoby dać odpowiedź odmowną. Jednak co z artystami? Jak wyjaśnić rozbieżność w obrębie ich twórczości i to, że ten sam obraz, w zależności od tego, czy dodatkowo „coś” jeszcze implikuje, czy jest opatrzony sloganem, czy posiada w swoim obrębie logo – jest nazywany sztuką lub jest „jedynie” reklamą. Jest rzeczą powszechnie wiadomą, że w myśl zasady „klient nasz pan”, twórca musi spełnić wymagania zleceniodawcy. Nie jest odpowiedzialny za ostateczny kształt ogłoszenia, jest jedną z wielu osób, która pracuje przy powstawaniu projektu. Idąc tym tropem, reklamodawca niczym mecenas, ma prawo zażądać realizacji własnej wizji, to stawia artystę w jeszcze trudniejszej sytuacji – musi wypośrodkować często wybujałą fantazję zleceniodawcy, czasami nawet narzuconą odgórnie paletę kolorów z własną wizją dzieła i dobrym smakiem.  Reklama tworzona przez artystę jest narzędziem kształtowania gustów publiczności. Jest niejednokrotnie intertekstualną grą z wyrafinowanym, wykształconym odbiorcą – ale nawet jeśli jej adresat nie posiada wystarczającej wiedzy czy umiejętności dostrzeżenia tych odniesień, bez problemu zorientuje się czego ona dotyczy i jaki jest jej pierwotny (główny) cel. Dochodzimy zatem do kwestii odbioru reklamy – kompetencje potencjalnego klienta stawiają wyrok, to konsument kwalifikuje reklamę jako sztukę, a nie teoretycy sztuki czy znawcy zagadnień związanych z reklamą. 


Skąd w zajawce posta Piramida zwierząt? Bo i sztuka wysoka poddawana jest naszej ocenie - w moim odczuciu twórczość Kozyry jest przereklamowana. Mimo że implikuje coś ponad ustawione na sobie wypchane zwierzęta, mimo że oglądałam dokument, który niejako był uzupełnieniem rzeźby (?) i prezentował jej warstwę ideologiczną, to nadal nie jestem do tego typu konstrukcji przekonana. Być może nasze odczuwanie sztuki jest gdzieś podskórnie zakorzenione i nie możemy się tego "dziedzictwa" wyzbyć - nie chcę tutaj mówić o kwestach gustu, smaku - czy im pokrewnych, ale o czymś, co pozwala nam w sposób "czysty" odbierać różne zjawiska. O czymś, co pomimo racjonalnych przesłanek nie pozwala włączyć danego dzieła w poczet (przez nas pojmowanej) sztuki. Być może się zagalopowałam w tych stwierdzeniach, więc skończę zanim napiszę, że każdy ma swoją sztukę, albo (co gorsza) - każdy ma taką sztuką, na jaką sobie zasłużył.

1 komentarz:

  1. I thіnk this is among thе moѕt ѵitаl іnformatіоn for
    me. Anԁ i'm glad reading your article. But want to remark on few general things, The web site style is wonderful, the articles is really great : D. Good job, cheers

    My blog: instant Online Payday loans
    My web site - payday loans online

    OdpowiedzUsuń