sobota, 26 lutego 2011

Analizy "Pająka" ciąg dalszy (2.)

Aby scharakteryzować rozwój postaci Pająka postaram się odtworzyć kolejne wydarzenia, mające miejsce w filmie. 

Po wyjściu ze szpitala pan Cleg zamieszkał w dużym, choć ascetycznie urządzonym, pokoju na pierwszym piętrze w domu prowadzonym przez panią Wilkinson. Hotel znajduje się w tej samej - podłej dzielnicy Londynu, w której dorastał. Mimowolnie nawiązuje znajomość z Terrencem, który w tym domu pełni funkcję nadwornego opowiadacza niestworzonych historii. Jego opowieść dotyczy niebezpieczeństw czyhających na podróżników w Afryce - jakiś człowiek umierał w męczarniach 17 godzin, bo ukąsił go skorpion śpiący w jego bucie. 


Gdy pan Cleg wchodzi do pokoju, pierwsze co robi, to sprawdza, czy nie ma "czegoś"  (skorpiona?) pod łóżkiem - niczym dziecko, które przed zgaszeniem światła i pójściem spać sprawdza zawartość szafy na wypadek, gdyby czaił się tam jakiś straszny potwór (grasujący rzecz jasna tylko w ciemnościach). Jego uwagę przykuwa kominek, zwraca uwagę na widok z okna - monumentalny budynek gazowni. Pani Wilkinson przygotowuje mu kąpiel - Cleg nie przyjmuje jej pomocy, odmawia rozebrania i w rezultacie musi radzić sobie sam. Jego bezradność podkreślona jest przez scenę w wannie - zamiast się myć, bohater leży w pozycji embrionalnej. 

Początkowo widz ma nieodparte wrażenie, że ten dorosły człowiek jak niemowlę ssie swój kciuk. Ponownie ubrany w te same rzeczy, które miał na sobie przed kąpielą pan Cleg ujawnia nam zawartość walizki: budzik, piżama i zachomikowane wcześniej (pewnie zebrane z ulicy) bibeloty, sznurki, nitki. Rozpoczynają się poszukiwania idealnej kryjówki dla notatnika - bohater próbuje różnych miejsc, niczym nastolatka usiłująca ukryć swój pamiętnik przez wścibskim rodzeństwem lub nadopiekuńczymi rodzicami. Najlepsza okazuje się kryjówka pod wykładziną. Bohater kładzie się spać i jak w malignie bredzi: wymienia nazwę ulicy, mówi o działkach przy torach, przy kanale. Zasypia ze słowem "mama" na ustach, a naszym oczom ukazuje się modernistyczny obraz gazowni. Rano, przy śniadaniu, pani Wilkinson dokonuje odkrycia - jej podopieczny ma przy sobie cztery koszule. Pan Cleg nie jest w stanie wyjaśnić po co codziennie ubiera się tak, jakby mieszkał na Syberii. Broni go Terrence: "Szata zdobi człowieka. Im bardziej ubywa człowieka, tym więcej potrzeba ubrania". Ta krótka wypowiedź przedstawia kondycję psychiczną domowników - zdają sobie sprawę z faktu, że powoli (acz nieustannie) się wypalają. 

W następnej scenie widzimy bohatera, który siedzi na ławce (znowu w tle gazownia) paląc papierosa. Zrywa się z niej gwałtownie i wyrusza na działkę - miejsce, które pamięta z dzieciństwa. Dostrzega niewielkich rozmiarów grządkę - kładzie się na ziemi, wtula w nią i gładzi. Przeżywa jakiś dramat, ale widz nie domyśla się jeszcze o co konkretnie może mu chodzić. Bełkocze coś pod nosem, aż w końcu konstruuje dwa słowa: "moja mama". Widz nie przywiązuje wagi do miejsca, raczej wydaje mu się, że chodzi o pewne skojarzenia, jakie ma bohater widząc ten mały ogródek - może świeżo rozkopana ziemia przywiodła na myśl mogiłę matki? Raczej dalecy jesteśmy  od sądzenia, że Cleg przytula się do grobu kogoś mu bliskiego, bo kto normalny chowa swoich bliskich na działce? (A, fakt: zapomniałam, że on nie do końca jest normalny (w sensie - zdrowy), ale zostawmy to...) W następnej scenie widzimy Fiennesa w kawiarni, która przypomina tanią knajpę na dworcu. Na ścianie wisi plakat z pasącymi się owcami. To za jego pośrednictwem przenosimy się w plener - trawa jest tam równie kiczowato zielona jak n obrazku, a trzej mężczyźni (z których jeden jest głównym bohaterem) są tak samo ubrani i wykonują podobne gesty - czynności. Co do tej sceny nie ma wątpliwości - nie jest retrospekcją,  lecz wytworem chorego umysłu. Teraz przenosimy się do świetlicy - pan Cleg układa puzzle. Wszystko idzie dobrze, poszczególne elementy skrzydła mewy do siebie pasują - w pewnym momencie przenosi się do swej umysłowej układanki, która bardziej go pasjonuje. Odwiedza rodzinny dom. Widzi siebie - małego chłopca siedzącego przy kuchennym stole i matkę, przygotowującą kolację. Chłopiec bawi się sznurkiem - przeplata go przez palce, tworząc miniaturową pajęczynę. 

Pojawia się pierwsza wskazówka dotycząca odczytania tytułu. Matka pieszczotliwie nazywa syna Pająkiem, gdyż chłopiec jest zafascynowany tymi istotami. Wychodzi z domu po ojca - po drodze zabiera coś z ziemi, co świadczy o tym, że już jako dziecko miał skłonności do kolekcjonowania rzeczy nieprzydatnych. Dociera do pubu, w zgiełku słychć śmiechy prostytutek. Jedna z nich zaczepia go, jest wulgarna, obnaża swoją pierś, aby zobaczyć reakcję małego Pająka. Bill wraca do domu i rodzina w komplecie je kolację. Duży Pająk nerwowo przewraca kartki swojego notatnika, co może świadczyć o retrospekcji w następnej scenie. 

Znowu przenosimy się do domu - matka maluje usta krwistoczerwoną szminką - przegląda się w lustrze i jednocześnie snuje opowieść o tym, jak to rankiem chodziła przez pole i oglądała pajęczyny a drzewach, wyglądające jak obłoczki z muślinu. "Kiedy podchodziłam bliżej, to widziałam, że to wcale nie muślin, tylko koła. Wielkie, lśniące koła." Matka opowiada mu również o roli samicy - kiedy utka już pajęczynę i złoży jajeczka do jedwabnych torebeczek, umiera. Spełniła swoją rolę, więc może odejść. Matka dla małego pająka jest uosobieniem dobra, aniołem w ludzkiej postaci. Synek delikatnie gładzi jej włosy szczotką. Rodzice wychodzą do pubu. Chłopiec przez okno obserwuje wychodzącą parę i scenę czułości pod domem. Chowa się przestraszony tym, co zobaczył. W pubie dowiadujemy się od barmana kim jest ta wyuzdana lafirynda, która próbowała zdeprawować małego bohatera. Cleg wybiega z baru: "Yvonne Wilkinson, ona zrobiła pierwszy ruch". Bohater zapisuje wyobrażenia o pierwszym spotkaniu prostytutki z jego ojcem. Uważa, że to ona go zwabiła do swojego mieszkania, niczym pająk wabiący swoją ofiarę do sieci. Bill jest hydraulikiem i odwiedza Yvonne "służbowo" - ma przetkać rury w łazience. Pająk pisze coś bardzo pospiesznie - robi notatki, stawia kolejne hieroglify, aż w końcu znowu przenosimy się w świat jego wyobraźni. 

Po raz drugi widzi mężczyzn "w plenerze" - piękno krajobrazu wydaje nam się jeszcze bardziej nierzeczywiste niż przedtem. Jedna z postaci mówi, że znowu dostała list od Sophii Loren. Tę informację kwituje drugi osobnik: "Wszystkie są takie same". Cleg w tym czasie patrzy na zdjęcie dwóch roznegliżowanych kobiet - zakrywa je rękami, a spod nich wyłaniają się dwie inne kobiety: prostytutka Yvonne i jego matka z blond włosami. Snuje kolejną wizję - i tak rodzi się następna scena, której nie mógł być świadkiem...

.........cdn............ 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz