sobota, 15 stycznia 2011

Żeby nie być gołosłowną...

Zdaję sobie sprawę z różnic kulturowych, innych mentalności, przyzwyczajeń, innej stopy życiowej i odmiennych poziomów rozwoju cywilizacyjnego, ale... Hmmm... Byli teoretycy, którzy uważali reklamę za zwierciadło sztuki popularnej, byli i tacy, którzy mówili, że reklama odzwierciedla poziom kulturowy danego społeczeństwa - i co w takim razie z tą japońską reklamową szmirą zrobić? Czy jest możliwe, że Japończyków tego typu rzeczy śmieszą? ...no, chyba tak - przynajmniej sądząc po poziomie teleturniejów, czy gagów kręconych"ukrytą kamerą" - Japończycy kochają tandetę, ubóstwiają kicz i najtańszy z możliwych humor.

Makaron z pieprznym serem reklamuje kobieta atakowana przez coś na kształt Power Rangers o głowie sera i pieprzniczki, którzy to strzelają z palców przyprawami, wydając przy tym irytujące "ti ti ti ti ti ti ti ti ti".

Kolejna reklama - Tarako (prawdopodobnie również makaronu) przedstawia zgraję matrioszko-fasolek, które nacierają na zdezorientowane dziecko. Nie wiadomo jaki jest związek dziwnych laleczek z makaronem, ale wyobraźnia podpowiada mi jedno - jeśli jesteś niejadkiem (tzn. makaronowym niejadkiem), to my - matrioszko-fasolki pożremy Cię żywcem!


Reklama bananów, które są rozwiązaniem każdej życiowej rozterki:

Sposób na yakuzę - banan. Chcesz udobruchać sąsiadów - daj im banany. Twoja dziewczyna płacze, bo a) została pobita, b) 12 gniewnych ludzi ją zgwałciło, c) jest w ciąży, ale nie wie z kim, d) cokolwiek innego się stało  - zasyp ją bananami z nosa, a później z bananów zrób skrzydła i odfruń. Najprostszy scenariusz z najprostszych. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz