czwartek, 13 stycznia 2011

Niels Arden Oplev, czyli zaginiony brat Jean-Pierrea i Luca Dardenne

Taka dziwna – w zasadzie nijaka pogoda sprzyja oglądaniu trochę pesymistycznych, acz rewelacyjnych filmów. Jakiś czas temu wpadła mi w ręce trylogia Millennium, ale tak już mam, że jak wszyscy o czymś mówią, lub się czymś zachwycają, to wzbiera we mnie niechęć do obejrzenia tego samego. Ale w końcu się zmusiłam, choć po wizualnej lekturze tych trzech filmów nie jest to zbyt dobre słowo, bo obejrzałam je w zasadzie jednym tchem.

Szara, monotonna egzystencja, te same czynności wykonywane do znudzenia, ludzie panicznie potrzebujący rutinoscorbinu – to wszystko składa się na szwedzką rzeczywistość, która zostanie podsumowana tytułem ostatniej części. Jest to jedna z tych trylogii, którą należałoby traktować jako jedność pod względem formalnym. Nie rozpatrywałabym tych filmów jako autonomicznych dzieł, rozkładając na czynniki pierwsze poszczególne części, ale właśnie jako jeden, bardzo wciągający i trzymający w napięciu kryminał. Niels Arden Oplev, po audiowizualnym spektaklu, jaki sobie zafundowałam, jest dla mnie twórcą spod znaku braci Dardenne – chociaż oczywiście nieco łagodniejszym w poincie, bo daje nadzieję na przywrócenie dawno utraconego ładu.  

Poza tym postać bohaterki granej przez Noomi Rapace jest dla mnie szalenie wiarygodna. Niezbyt urodziwa dziewczyna, której bunt młodzieńczy nigdy się nie skończył, skrzywdzona przez najbliższych, los i organy rządzące, szukająca sprawiedliwości - a przy tym zamknięta w sobie, budująca wokół siebie mur - zbyt okaleczona by z kimkolwiek być. Taka materializacja syndromu bitego psa - zawsze z podkulonym ogonem, zawsze przestraszona, kamuflująca swoje prawdziwe uczucia za groźnym przebraniem pankówy. Za tym anturażem kryje się wrażliwa, wartościowa dziewczyna, która jest w stanie rozwikłać każdą zagadkę i znaleźć informacje na każdy temat. 

2 komentarze:

  1. Film naprawdę dobry chociaż do książki mu daleko, zresztą magia trylogii millenium w papierowej formie polega również na tym, że można się nią delektować dłużej, można ją poczuć. Krótko gra wstępna trwa dłużej.

    OdpowiedzUsuń
  2. Muszę przyznać, że żadnej książki z serii nie czytałam - będę musiała nadrobić zaległości, jednak poczekam aż trochę zapomnę ich filmową wersję - zawsze to wyobraźnia lepiej działa bez "wizualnych uprzedzeń" :)

    OdpowiedzUsuń