piątek, 28 stycznia 2011

The King's Speech, czyli opowieść o tym jak jąkała Bertie przemówił i został królem

Każdy z nas, bez względu na wiek, ma coś z dziecka. Nie mówię tutaj o psychicznej czy emocjonalnej niedojrzałości (tak jak świetnie zobrazował to Todd Field w Małych dzieciach) czy dziecinności, a o pewnej skłonności do… słuchania/oglądania bajek. Zawsze wszystko się dobrze kończy, zła czarownica zostaje unicestwiona, wyrodne siostry Kopciuszka zdemaskowane, piękna królewna uwolniona z wieży przez jeszcze piękniejszego księcia, król w podzięce za uwolnienie poddanych od złowrogiego smoka dzieli się swym królestwem z prostym szewczykiem – ład i porządek zostają przywrócone, wszyscy żyją długo i są szczęśliwi. Dlaczego takiej bajki nie przenieść w bardziej uwspółcześnione realia? Posłuchajcie - Drogie Dzieci - historii o tym, jak jąkała Bertie został królem:



Nie tak bardzo dawno temu,   w Wielkiej Brytanii, żył sobie król, który miał trzech synów. Pierwszy z nich zmarł w bardzo młodym wieku, drugi – przystojny, rezolutny, elokwentny – przewidziany na następcę tronu, trzeci – nieśmiały, żyjący w cieniu królewskiej rodziny, małomówny ze względu na wstydliwą wadę – jąkanie. Król zmarł, najstarszy z braci objął tron, jednak mezalians sprawił, że nie na długo. Edward VIII abdykuje z miłości do kobiety, której nie mógłby poślubić jako głowa kościoła. Korona trafia w ręce najmłodszego księcia – Alberta i staje się dla niego brzemieniem, nie ze względu na wielką odpowiedzialność, a wadę wymowy, którą traktuje niczym upośledzenie. Kiedyś król pełnił jedynie funkcję reprezentacyjną – po prostu BYŁ, od czasu do czasu się pokazał, pomachał do ludu. Teraz, za sprawą rozwiniętej technologii – król do ludu przemawia, sprawia w ten sposób, że poddani czują jego obecność w swoim domu za sprawą radia, czują, że przez to przemawia właśnie do nich – do każdego z osobna. Bertie poszukiwał lekarza na swą dolegliwość, jednak nikt nie był w stanie mu pomóc. Różni ludzie z tytułami szlacheckimi próbowali mu pomóc – bezskutecznie. Aż pewnego dnia na jego drodze zjawił się niejaki Lionel Logue – prosty człowiek, o niebywałych umiejętnościach terapeutycznych. Dotarł do sedna choroby Bertiego, wskazał na jej źródła w dzieciństwie i pomógł przygotować się do wygłoszenia przemowy – i to nie byle jakiej – pierwszej przemowy wojennej, ogłaszającej wypowiedzenie wojny Niemcom. Dzięki człowiekowi, który żadnego tytułu naukowego nie posiadał, a i ze szlacheckiej rodziny nie pochodził, król odzyskał głos. Jerzy VI odwdzięczył się dozgonną przyjaźnią Lionelowi oraz mianował go Komandorem Orderu Królewskiego Wiktorii – i wszyscy żyli długo i szczęśliwie.



Kadr z Jak zostać królem
Bajki, jakkolwiek przez nas uwielbiane, spłycają historię do jej najistotniejszych dla rozwoju akcji punktów znaczących. Żeby rozpatrywać fenomen tego filmu należy wejść głębiej – przede wszystkim w relacje między bohaterami. Hooper przedstawił XX-wieczną historię z nietypowej perspektywy – przede wszystkim ze względu na fakt, że i w rodzinie królewskiej zdarzają się „zgrzyty” - i bynajmniej nie chodzi o mezalianse, skandale, zdrady – a o sposób traktowania członka rodziny, który jest nieco inny od reszty towarzystwa. Bertie był bardzo przywiązany do swojego najmłodszego brata, po jego śmierci coś się w nim zmieniło. Nie wiadomo, czy była to bezpośrednia przyczyna jąkania, niemniej jednak to wydarzenie bardzo na niego wpłynęło. Z Davidem nigdy nie odczuwał takiej więzi. Najlepiej obrazuje to scena abdykacji, w której Edward VIII bezrefleksyjnie podpisuje dokumenty, wiedząc, że jest to jedyny sposób, by poślubić kobietę, którą kocha – nie interesuje go to, w jaki sposób Albert sobie poradzi z władzą,  a przede wszystkim – ze swoimi kompleksami. Brak bliskości, zażyłości, czułości – wręcz emocjonalna oziębłość na każdym kroku. Skąd wzięły się kompleksy króla? Jako dziecko zawsze był traktowany jako ten gorszy, nie był obdarowywany uczuciami rodzicielskimi, nigdy nie posiadał przyjaciela, ojciec i brat dokuczali mu z powodu wady wymowy, a opiekunka faworyzowała jego brata do tego stopnia, że odmawiała Bertiemu prawa do posiłków (przez 3 lata!). Nic więc dziwnego, że w dorosłym życiu książę Albert nie może znaleźć w nikim bratniej duszy. Do pewnego momentu, jedyną pozytywną osobą w jego najbliższym otoczeniu jest żona – zawsze w cieniu męża, zawsze wspierająca go, podtrzymująca na duchu kobieta, która z jąkania zrobiła atut. To ona doprowadziła do spotkania męża z Lionelem, to ona przyczyniła się do ich przyjaźni, i to dzięki niej Bertie był w stanie wygłosić radiową przemowę.              

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz