niedziela, 30 stycznia 2011

A jeśli Adorno i Horkheimer się mylą?

Jeśli przyjmiemy stanowisko Adorno i Horkheimera, to co w dzisiejszych czasach należałoby zrobić z filmowymi mistrzami, którzy "dorabiają" kręceniem spotów reklamowych, co z fotografikami, którzy tworzą "tła" dla dziejących się akcji, no i co z ludźmi, którzy wymyślają teksty reklamowe? Czy jest sens rozgraniczać autonomiczne dzieło sztuki u podnóża reklamy, czy jest sens mówić np. o "dziełach sztuki" Toscaniego aż do momentu opatrzenia ich logiem Benettona, bo później to już stają się "zwykłą reklamą"?  



Fakt faktem - może przykład Toscaniego nie jest tutaj strzałem w dziesiątkę. Sam artysta wybrał reklamę na nośnik swojej sztuki ze względu na jej szeroki zasięg - i szerokie spektrum oddziaływania. Masowy odbiorca nie jest częstym bywalcem muzeów czy galerii, ale na reklamy zwraca szczególną uwagę - zwłaszcza takie reklamy. 

2 komentarze:

  1. Reklama może być sztuką- i to wysokich lotów.Może być i dziełem w swoim rodzaju- to wielka umiejętność w skrótowej formie, z użyciem artystycznych środków tak opowiedzieć o produkcie, że staje się on bliski odbiorcy, przyjazny, że chce się wejść w jego posiadanie- czy jest to kosmetyk, ciuch czy kredyt bankowy. Rozgraniczenie jest możliwe i łatwe do zrobienia wtedy, kiedy artysta (filmowiec, plastyk, fotografik)traktuje reklamową działkę swej działalności jak "fuchę". Tzw. fucha jest czymś robionym byle jak, bez przemyślanej koncepcji, często "pod publiczkę"- żeby było kolorowo, dużo elementów, stylistycznie bez wyrazu- taki łatwo strawny dla przeciętnego widza wizualny kociokwik. Istnieją pięknie zrobione reklamy, czuje się wielki kunszt twórcy, jego umiejętności, często wirtuozerię. W reklamach Benetona, które ukazujesz jest wysokiej klasy jakość, ale brakuje mi pomysłu. Ten plakat z sercami- (ohyda!) to reklama banku transplantacji narządów czy sklep z nieświeżymi podrobami? Totalny zgrzyt. O wiele czytelniejszy w przekazie jest ten plakat z ludźmi w zielonym ręczniku- przynajmniej ma przyjemne skojarzenia- ręcznik jest miękki,ciepły w kolorze, otula rodzinę (ufam, że to mężczyzna i kobieta), biała i czarna dłoń na brzuszku maluszka- to uroczy akcent kolorystyczny, ale też opieka, bezpieczeństwo, czułość, szlachetność (adopcja). W zasadzie nie potrzeba więcej- logo naprowadza odbiorcę na produkt reklamowany.

    OdpowiedzUsuń
  2. Właśnie POMYSŁ jest tutaj najważniejszy :)

    Toscani łamie konwencje, schematy czy stereotypowe myślenie o reklamie - demaskuje kicz i jej "wypacykowanie", przejaskrawienie i perswazyjne natręctwo, prosty podział dobro - zło, czyli NASZE produkty - ICH produkty. Jego prace sięgają głębiej i są bardziej plakatami niż reklamą. Pierwszy dotyczy homofobii (i rasizmu), drugi rasizmu i sam w sobie jest manifestacją dosłowności (chociaż serca należały do świń a nie ludzi różnych ras, o czym mogłyby informować podpisy). Oczywiście, w "normalnej" reklamie mielibyśmy szczęśliwą - choć patriarchalną i "białą" rodzinę, a zamiast "prawdziwych" serc mielibyśmy ich graficzne odpowiedniki. Wszystko uładzone i poprawne religijno-politycznie :)
    Należałoby się jedynie zastanowić, czy Toscani w swojej szokującej sztuce/reklamie nas nie nabiera. Czy nie jest takim samym "kolaborantem systemu sprzedaży, jak wszyscy reklamiarze na świecie"? - więcej na: http://www.fahrenheit.net.pl/archiwum/f52/04.html

    OdpowiedzUsuń