środa, 19 stycznia 2011

Fotografia ciała, czyli gra cytatu i kreacji

R. Mapplethorpe, Lisa with Scorpion
Fotografia ciała jest tym, co w pełni oddaje cytująco-kreacyjną istotę fotografii w ogóle. Mówiąc o zdjęciach postaci należy, za Barthesem, zwrócić uwagę na fakt „pozowania do zdjęć”. Ciężko jest wydobyć z dorosłego człowieka „uniwersalny przekaz”, gdyż wiedza jaką posiada o sobie – o własnej cielesności, fizycznych wadach czy np. świadomości „lepszego profilu” wpływa na przybieraną przez człowieka pozę. Aparat fotograficzny, podobnie jak obecność kamery wprawia ludzi w zakłopotanie – chęć pokazania się „z lepszej strony” wzmaga efekt sztuczności zdjęcia: 

(…) gdy tylko czuję się oglądany przez obiektyw, wszystko ulega zmianie: przybieram pozę, stwarzam sobie natychmiast inne ciało, z góry przekształcam się w obraz. To przekształcenie jest aktywne: czuję, że Fotografia stwarza moje ciało lub powoduje jego martwicę, według własnej zachcianki (…)[1]


Dokonujemy aktu „ponownego stwarzania” własnego ciała – pozujemy, przybieramy maski (jeśli są to tzw. zdjęcia rodzinne to standardową jest ta z przyklejonym, sztucznym uśmiechem). Na komendę „uśmiech!” wyzbywamy się wszelkich trosk, na moment leczymy z depresji i zaciskamy zęby w „szczerym” uśmiechu i „autentycznym” rozradowaniu. Zajmę się jednak fotografią profesjonalną, przez którą rozumiem fotografię artystyczną. W tym szczególnym przypadku fotograf stwarza kompozycję kadru, wybiera fragment otaczającej prezentowany obiekt rzeczywistości – nasyca go dodatkowymi znaczeniami, często odwołując się do symboliki. W fotografii artystycznej mamy do czynienia z podwójnym kodowaniem znaczeń. W pierwszej fazie to artysta je „wczytuje” w przekaz. Kolejnym etapem jest aktywność odbiorcy, który te ukryte treści odczytuje. Zakładając, że każdy odbiorca posiada inną wrażliwość, inny stopień życiowych doświadczeń i dysponuje, ogólnie pojętą, wiedzą – obcowanie ze zdjęciem wywołuje w nim różne, czasem sprzeczne, emocje, budzi skojarzenia, przenosi w „świat symbolicznego”, który niekoniecznie jest tożsamy z „symboliczną wizją artysty”. Barthes tłumaczy taką sytuację na podstawie własnej fotografii: 

(…) nie wiem, co społeczeństwo zrobi z mojego zdjęcia, co w nie wczyta (przecież jest tyle odczytań tej samej twarzy). I gdy odnajduję siebie jako produkt tej operacji, widzę, że stałem się Cały-Obrazem, to znaczy ucieleśnioną Śmiercią[2]

Człowiek uwieczniony na fotografii zmienia swój status ontologiczny. Poprzez unieruchomienie i utrwalenie - staje się obrazem. Zdjęcie staje się świadectwem jego istnienia, potwierdzeniem pewnej historii, która miała miejsce w przeszłości. Na poziomie historycznego świadectwa zdjęcie zdaje się być cytatem rzeczywistości. Z drugiej strony Barthes pisze o nadaniu mu obrazowego statusu, a to w prostej linii łączy się z malarską poetyką, w której wszystko staje się umowne (np. obraz René Magritte’a: „To nie jest fajka”). Wg Barthesa, fotografia postaci w jakiś sposób je uśmierca – unieruchamia, czyni płaskimi, zamienia z podmiotu w przedmiot. Pilichowski – Ragno polemizuje z tą tezą: Fotografia raczej uwalnia ciało od jego przedmiotowości i gdy czyni je obrazem, daje mu życie[3]. Ujmując fotografię jako metaforę należy ją postrzegać jako ruch – a jak wiadomo - przestrzeń ruchu nie stoi po stronie śmierci. Fotograf jest tym, który ożywia, kreuje, nadaje formę. Świat jest obiektem statycznym, absolutnym bezruchem, który za pomocą fotografii zostaje poruszony. Fotografia ciała jest metaforą – ruchem znaczeń, przestrzenią gry z odbiorcą. Nie można się zatem zgodzić z autorem Światła obrazu, że zdjęcie samo w sobie nie jest ożywione (…)[4] Już samo naciśnięcie migawki, akt twórczy dokonywany przez fotografa, jest tym, co stwarza – stylizuje rzeczywistość. Jego dynamika nasyca gotowe zdjęcie ruchem. Barthes uważa, że przyciągająca rola zdjęcia łączy się z tym, co określa „Przygodą”. Pisze: 

(…) nie wierzę w zdjęcia „jak żywe” ale mnie (fotografia) ożywia: tak właśnie oddziałuje każda przygoda[5]

Pomimo tego, iż twierdzi, że fotografia bardziej stoi po stronie śmierci niż życia, nie odmawia jej emocjonalnego charakteru. Współobecność dwóch elementów wywołuje w nas zainteresowanie zdjęciem. Pierwszym z nich jest obszar, rozumiany jako pole, odwołujące się do naszej wiedzy. Odnosi się do podstawowych informacji i znaków im przynależnych (np. wojna – ludność cywilna, ruiny, ból, śmierć). Drugi obszar można nazwać znakiem, uczynionym przez „zaostrzony przedmiot” – to on nadaje rytm prezentowanym obrazom. Jest „wrażliwym punktem” na zdjęciu, który przykuwa naszą uwagę (punctum). „Punctum” jakiegoś zdjęcia to przypadek, który w tym zdjęciu celuje we mnie [me point] (ale też uderza mnie, miażdży)[6].


[1] R. Barthes, Światło obrazu, s. 23 – 24.
[2] Tamże, s. 30.
[3] A. Pilichowski - Ragno, Fotografowanie ciała [w:] Metamorfozy ciała, s. 142.
[4] R. Barthes, Światło obrazu, s. 40.
[5] Tamże.
[6] Tamże, s. 51 – 52.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz